
Związek Miast Polskich, w którego zarządzie są m.in. Roman Szełemej i Beata Moskal-Słaniewska, najpierw krytykował ograniczenia kadencyjności, później bronił samorządowych mediów, a dziś pojawiają się głosy o potrzebie ograniczania jawności oświadczeń majątkowych.
I właśnie wtedy mieszkańcy powinni być szczególnie czujni.
Bo transparentność nie przeszkadza uczciwej władzy. Problem zaczyna się wtedy, gdy samorząd przestaje być wspólnotą mieszkańców, a zaczyna przypominać zamknięty układ wzajemnych zależności i politycznych folwarków.
„Ta patologia tocząca część samorządów w Polsce wydaje się nie mieć końca. Organizacje takie jak ZMP (Związek Miast Polskich) miały działać na rzecz samorządności, wymiany wiedzy, wspólnej troski o nasze małe ojczyzny i wzmacniania wspólnot. Czym się dziś stają?
Patrząc na kolejne działania i postulaty, coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że zamiast obywatela w centrum uwagi coraz częściej pojawia się troska o wygodę samorządowców ze strony władzy wykonawczej, którzy chcą rządzić bez końca niczym władcy absolutni – wszechwiedzący, obdzielający naszymi wspólnymi pieniędzmi, niesprawdzani, niekontrolowani przez nikogo, choć idea samorządności zapisana w ustawach była i powinna być nadal nieco inna.
Były już głosy Związku Miast Polskich przeciw ograniczeniom kadencyjności, które trafiły do obecnego rządu (jak mniemam ktoś je wyciągnie niebawem z zamrażarki!).
Pojawił się też zdaje się sprzeciw tej organizacji wobec blokowania działań związanych z wydawaniem przez samorządy własnych mediów
A dziś wypływa jeszcze pomysł ograniczania jawności oświadczeń majątkowych.
A ja pytam: gdzie w tym wszystkim jest idea samorządności oraz transparentność?
Największym problemem polskiego samorządu i osób, które stoją na jego czele, nigdy nie była nadmierna przejrzystość. Dlaczego? To akurat proste – bo dzięki temu można wiele niewygodnych wątków ukryć. W tym patologii, która wypaczyła ideę samorządności, a wypaczyła ją, bo ci rządzący zachowują się jak panie i panowie we własnych folwarkach, księstwach i cesarstwach, skutecznie wypierając fakt, że samorząd tworzony jest przez mieszkańców i że to oni powinni mieć głos, kontrolę i być informowani o wszystkim, a nie tylko o tym, co rządzącym wygodnie…
I to dlatego w tak wielu samorządach w Polsce obserwujemy dziś to, co śmiało można nazwać patologią i układem zamkniętym.
Jak to rozpoznać?
Problem zaczyna się wtedy, gdy obok idei służby mieszkańcom obserwujemy, że:
rządzi przekonanie, że radnym i mieszkańcom można powiedzieć tylko tyle, ile akurat uzna się za wygodne;
pojawia się nadmierna, nieograniczona niczym pazerność i zachłanność. Zachłanność na stanowiska, wpływy, funkcje, dodatki, miejsca w spółkach, radach nadzorczych, sięganie po kolejne źródła dochodu i kolejne przywileje;
część samorządowców zaczyna traktować samorząd i swoje gminy jak zamknięty klub wzajemnych przysług;
w regionie zaczyna działać samorządowy program „rodzina na swoim”, który opiera się na prostych zasadach: ty mnie i moich zastępców, radnych do swoich rad nadzorczych, ty pracę u siebie dla mojej żony, męża, dzieci lub ludzi z mojego środowiska – a ja tobie. I wszystko kręci się dalej.
Nepotyzmu na pozór nie widać w obrębie jednej gminy, ale… ona ma się dobrze w całym regionie. Ba… i spotkania na takich związkach jak ten, który chce teraz pozamiatać transparentność, oraz wiele innych właśnie temu sprzyjają! Tak, tak… ładnie opakowuje się je w wymianę wiedzy, tymczasem obok wymiany wiedzy dochodzi do wymiany interesów i kasy publicznej.
część politycznych „cesarzy swoich małych księstw” zaczyna postrzegać ludzi bardzo prosto i dzielić ich na trzy grupy:
tych, którym można sprzedać każdy przekaz, bo „ciemny lud kupi”;
tych, którzy doskonale rozumieją mechanizmy, ale wolą z nimi płynąć, bo też chcą mieć z tego korzyści i święty spokój, i ich się kupuje;
oraz tych, którzy wiedzą, patrzą, pytają i mówią głośno o tym, co widzą.
I właśnie ta ostatnia grupa, która stanowi najczęściej garstkę w każdej gminie, staje się problemem dla rządzących samorządem (a władzą samorządową jest – przypomnę – w Polsce nie tylko demokratycznie wybrany wójt, burmistrz czy prezydent stojący na czele władzy wykonawczej, ale przede wszystkim – bo niektórzy nawet tego nie wiedzą – radni jako członkowie organu stanowiąco-kontrolnego).
Bo nie przytakuje cały czas.
Nie przyjmuje wszystkiego bezrefleksyjnie.
Patrzy na ręce, zadaje pytania i wyciąga niewygodne sprawy na światło dzienne.
I z tą grupą walczy często cały patologiczny układ – nazywając poszczególnych jej członków wrogami, szerzącymi dezinformację, zarzucając działania przeciw dobru gminy czy stosując wobec niej ostracyzm i wiele innych.
Czego tym razem boi się ta samorządowa elita Związku Miast Polskich, że zaczyna walczyć o utajnienie oświadczeń majątkowych?
Tego, że większość mieszkańców poszczególnych gmin zobaczy bardziej namacalny obraz tego, jak funkcjonują pewne mechanizmy? I że „ciemny lud” przestanie być ciemny i kupować bajki?
Tego, że kolejnym grzechem części środowiska samorządowego staje się niekończąca się pazerność i budowanie wzajemnych zależności?
Bo jak dla mnie oświadczenia majątkowe nie istnieją po to, by kogokolwiek „obnażać”.
Istnieją po to, aby mieszkańcy mogli patrzeć władzy na ręce.
Istnieją po to, żeby obywatel miał możliwość pobieżnej kontroli i wiedział, kto, gdzie i za co odpowiada.
Słowa „pobieżnej” użyłam celowo – w oświadczeniach majątkowych wiele można pominąć i nikt nie jest w stanie póki co tego sprawdzić, chyba że kimś nadmiernie zainteresują się odpowiednie służby…
Ale jeśli samorządowiec ma nawet niewiadomego albo wiadomego źródła pochodzenia oszczędności w gotówce, które trzyma nie w banku, a w słoiku zakopanym pod drzewem w lesie albo ukrytym w schowku w piwnicy czy gdziekolwiek indziej, to nikt nie musi się o nich dowiedzieć, chyba że sam chce podać ilość tych słoików i miejsce, gdzie je zakopał (zazwyczaj nie chce!).
Ale fakt… nie pominie się rady nadzorczej, z której pobiera pieniądze;
Nie pominie się miejsca pracy załatwionego w innym samorządzie (dla niektórych czasami równolegle 3–4 etatowego!!!!);
Nie pominie się pieniędzy wpływających na rachunek bankowy;
Nie pominie się kwot na deklaracjach składanych do Urzędu Skarbowego.
To już naprawdę dużo, bo patrząc na działania różnych służb oraz tych wszystkich, którzy stanowią część lokalnych i ponadlokalnych układów – nikomu nie chce się szukać nieswoich słoików z oszczędnościami i udowadniać ich pochodzenia oraz tego, dlaczego „ktoś zapomniał” ująć ich w oświadczeniu majątkowym.
Ale i tak oświadczenia majątkowe są potrzebne i niezbędna jest ich jawność.
Bo samorząd nie jest prywatnym folwarkiem, a funkcja publiczna nie jest przywilejem bez społecznej kontroli.
A Wy co o tym wszystkim sądzicie? Uważacie, że oświadczenia majątkowe samorządowców powinny być jawne czy tajne? Zaglądacie w nie czasami???
Zarząd Związek Miast Polskich IX kadencji (2024–2029) tworzą obecnie m.in.:
* Jacek Sutryk – prezes ZMP
* Jakub Banaszek – wiceprezes
* Arkadiusz Chęciński – wiceprezes
* Krzysztof Kosiński – wiceprezes
* Krzysztof Matyjaszczyk – wiceprezes
* Anna Mieczkowska – sekretarz
W skład zarządu wchodzą też m.in.:
* Roman Szełemej
* Rafał Trzaskowski
* Beata Moskal-Słaniewska
* Arkadiusz Wiśniewski
* Krzysztof Żuk
* Emilian Bera
Foto: Gazeta Wyborcza
ŹRÓDŁO: Sylwia Osojca-Kozłowska



