Kłodzko i powódź 2024. Kto zawiódł i na którym szczeblu?

Raport NIK: burmistrz nie ogłosił alarmu i nie włączył syren. Starosta wiedziała o przebitej tamie i milczała. Alert RCB z wezwaniem do ewakuacji Kłodzka przyszedł, gdy woda zalewała już osiedle Malczewskiego. Pięć szczebli odpowiedzialności, jeden wspólny efekt: MIESZKAŃCY ZOSTALI SAMI.

❗W Kłodzku trwa dziś spór o polityczną przyszłość burmistrza Michała Piszki. Część radnych i mieszkańców domaga się jego dymisji — a jeśli jej nie złoży dobrowolnie, zapowiada referendum w sprawie odwołania. To moment, w którym warto zadać pytanie, które powinno paść już dawno: czy burmistrz Piszko zadbał o miasto, za które wziął odpowiedzialność? Czy w świetle publicznie dostępnych informacji — raportu NIK, akt prokuratorskich, relacji ocalałych — jest osobą godną piastowania tak odpowiedzialnej funkcji?

☝🏻To nie jest pytanie polityczne. To pytanie o elementarne obowiązki wobec mieszkańców. I na to pytanie dokumenty dają już konkretną odpowiedź.

Minęło prawie dwa lata od powodzi, która 15 września 2024 roku zmiotła znaczną część Kłodzka. Ponad 1 200 zalanych mieszkań i lokali, straty przekraczające 200 milionów złotych tylko w infrastrukturze komunalnej, pięć ofiar śmiertelnych w powiecie. I pytanie, które nie traci aktualności: kto i na którym szczeblu zawiódł? Bo że zawiodło wiele ogniw jednocześnie — to już dziś nie jest hipoteza, lecz udokumentowany fakt.

🚨 Szczebel I – Wody Polskie: 2,5 godziny ciszy

Zapora w Stroniu Śląskim pękła o godz. 10:35. Wody Polskie — zarządca zbiornika i pierwsze ogniwo łańcucha alarmowego — oficjalnie potwierdziły ten fakt dopiero o godz. 13:05. Dwie i pół godziny. W tym czasie woda toczyła się w dół doliny przez Stronie Śląskie i Lądek-Zdrój w kierunku Kłodzka.

Jako przyczynę opóźnienia Wody Polskie wskazały brak łączności telefonicznej. Wyjaśnienie to nie przekonuje: o godz. 12:01 — a więc blisko półtorej godziny po przerwaniu tamy — radny stroński Remigiusz Sławik opublikował na Facebooku nagranie z miejsca zdarzenia. Łączność działała. Telefony działały. Informacja nie płynęła oficjalnymi kanałami — bo prawdopodobnie nikt nie zadał sobie trudu, żeby ją wysłać.

Co więcej: przez długie miesiące przed powodzią Wody Polskie odmawiały podłączenia wskazań wodomierzy zbiorników retencyjnych do systemu Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Kłodzku. Gdyby ten system działał, PCZK monitorowałoby stan zbiornika w czasie rzeczywistym — bez konieczności czekania na telefon od operatora, który właśnie ewakuował się z miejsca pracy.

🚨 Szczebel II – Starosta Jędrzejewska-Skrzypczyk: wiedziała, nie powiedziała

❗Po godz. 12:00 starosta kłodzka Małgorzata Jędrzejewska-Skrzypczyk odebrała telefon od burmistrza Stronia Śląskiego Dariusza Chromca. Dowiedziała się o przerwaniu zapory. Była w starostwie — tym samym budynku, w którym urzędował Jan Kalfas, szef Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego.

❗Kalfas tej informacji nie otrzymał. Burmistrz Kłodzka Piszko tej informacji nie otrzymał. Oficjalny komunikat starostwa pojawił się w mediach społecznościowych o godz. 13:33 — trzy godziny po katastrofie.

❗Jędrzejewska-Skrzypczyk broniła się, wskazując Wody Polskie jako jedynego odpowiedzialnego. Miała nawet pisemne zapewnienie tej instytucji, że wał jest bezpieczny. Problem w tym, że w chwili, gdy tama już była przerwana i informacja do niej dotarła — zamiast natychmiast przekazać ją dalej, przetrzymała ją. To jest właśnie przedmiot postępowania prokuratorskiego, jakie prowadzi wobec niej Prokuratura Okręgowa w Świdnicy — z art. 231 §1 kk (niedopełnienie obowiązków służbowych na szkodę interesu publicznego).

‼️Kalfas złożył zawiadomienie do prokuratury. Cztery dni po powodzi złożył też wypowiedzenie. Po 20 latach pracy. W trybie natychmiastowym.

🚨 Szczebel III – Burmistrz Piszko: urząd nieprzygotowany

❗Burmistrz Kłodzka Michał Piszko o przerwaniu zapory dowiedział się od dziennikarki lokalnego portalu — po godz. 12:00. Oficjalną informację z systemu kryzysowego otrzymał około 14:30, gdy woda zalewała już osiedle Malczewskiego.

Argument o braku informacji ze starostwa jest uzasadniony — ale niepełny. Raport NIK rozkłada go na czynniki pierwsze.

❗Burmistrz Piszko nie ogłosił na terenie gminy stanu pogotowia ani alarmu przeciwpowodziowego — choć starosta ogłosiła alarm powiatowy już 13 września o godz. 12:00. Dwa dni wcześniej. Ogłoszenie alarmu przez starostę powinno automatycznie uruchomić gminne procedury. Nie uruchomiło.

❗Nie włączył syren alarmowych. Kłodzko ma system syren. W dniu powodzi milczały. Mieszkańcy dowiedzieli się o nadchodzącej fali od strażaków krzyczących przez megafony z jadących samochodów — albo z Facebooka.

❗Gminny plan zarządzania kryzysowego był nieaktualny i nie uwzględniał uwag starosty. Co oznacza, że powiatowy i miejski system kryzysowy nie były ze sobą zsynchronizowane — nawet na papierze.

❗Nie przeprowadzał ćwiczeń z zakresu zarządzania kryzysowego. System, który nigdy nie był testowany, nie zadziałał w momencie próby — to żadne zaskoczenie.

Zmniejszył liczbę etatów w komórce zarządzania kryzysowego, ignorując co najmniej trzy pisemne prośby pracowników o wzmocnienie zespołu.

❗Nie powołał przedstawiciela OSP do Miejskiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego — naruszając tym samym obowiązujące przepisy.

NIK podsumowuje to jako „systemowe zaniedbania, chaos logistyczny i błędy decyzyjne”. Mieszkańcy dostali — cytat z raportu — „ciszę zamiast alarmu”.

🚨 Szczebel IV – RCB: alert, który przyszedł za późno

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało alert SMS z wezwaniem do możliwej ewakuacji w powiecie kłodzkim 15 września 2024 roku. Jeden alert. Treść: „Uwaga! Możliwa ewakuacja w powiecie kłodzkim na terenach położonych wzdłuż rzek Biała Lądecka i Nysa Kłodzka. Zachowaj ostrożność. Stosuj się do poleceń służb.”

Problem: przed 15 września — przez całe dni 12, 13 i 14 września, gdy Kotlina Kłodzka tonęła w opadach i sytuacja godzina po godzinie pogarszała się — RCB nie wysłało ani jednego komunikatu wzywającego do ewakuacji. Zero. Ostrzeżenia były — ale o treści: „Nie zbliżaj się do wezbranych rzek”. Gdy woda stała już przed drzwiami, komunikat RCB mówił o środkach ostrożności, nie o ewakuacji.

Tego dnia alarm RCB dla powiatu kłodzkiego objął Lądek-Zdrój, Stronie Śląskie, Bystrzyca Kłodzka i inne miejscowości — ale przyszedł, gdy fala już się toczyła. W przypadku Kłodzka był spóźniony strukturalnie: nie miał żadnego przełożenia na realne ostrzeżenie mieszkańców miasta, bo alarm miejski i syreny i tak nie zadziałały.

🚨 Szczebel V – IMGW: ostrzegał prawidłowo

☝🏻Tu trzeba uczciwie powiedzieć: Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej swoje zadanie wykonał. Ostrzeżenia trzeciego stopnia przed intensywnymi opadami dla Dolnego Śląska obowiązywały od 12 września. Komunikaty o możliwych powodziach błyskawicznych, o szybkich wzrostach poziomu wód — były. Prognoza na kulminację z 14 na 15 września — była.

IMGW nie przewidział i nie mógł przewidzieć awarii konkretnej zapory — bo ta awaria wynikała z wadliwych prac budowlanych, nie z modeli hydrologicznych. Ale ostrzegł przed skalą opadów w sposób, który powinien był uruchomić najwyższy stan gotowości u wszystkich podmiotów w łańcuchu zarządzania kryzysowego.

⁉️ Czy tak się stało? Odpowiedź płynie z całości tego tekstu.

‼️ Brak komunikacji między powiatem a miastem — czy miał wpływ na skalę zniszczeń?

‼️To pytanie wprost: tak, miał. I to w dwóch wymiarach.

👉🏻 Wymiar doraźny — 15 września: gdyby starosta przekazała informację o przebiciu zapory natychmiast po godz. 12:00, a PCZK uruchomiło procedury alarmowania, Kłodzko miałoby od 1,5 do 2 godzin na zorganizowane ostrzeganie mieszkańców. Fala dotarła do miasta około 14:30. To niemal dwa godziny. Nie wystarczyłoby na uratowanie domów — ale mogłoby wystarczyć na uratowanie mienia, ewakuację osób starszych i chorych, zabezpieczenie archiwów i infrastruktury. Jan Kalfas powiedział to wprost: „Nie mówię tutaj o budynkach — ale ludzie mogli dużo uratować.”

👉🏻 Wymiar strukturalny — lata przed powodzią: gminny plan kryzysowy Kłodzka nie uwzględniał uwag starosty. Dwa plany — powiatowy i miejski — nie były ze sobą zsynchronizowane. OSP nie zasiadała w miejskim zespole zarządzania kryzysowego. Nikt nie sprawdzał, czy ogłoszenie alarmu na poziomie powiatu automatycznie uruchamia procedury na poziomie miasta. Katastrofa ujawniła pęknięcie, które istniało od lat.

☝🏻 Zamiast zakończenia

Burmistrz Piszko nie jest jedynym, który zawiódł. Ale jest jednym z nich — i to na szczeblu, który miał być ostatnią linią ochrony mieszkańców własnego miasta. System syren, plan ewakuacji, alarm gminny — to były narzędzia będące w jego rękach. Nie zostały użyte. Nie dlatego, że nie miał informacji. Dlatego, że przez lata nie zadbał o to, by te narzędzia były gotowe do użycia.

Starosta wiedziała i nie powiedziała. Wody Polskie milczały przez 2,5 godziny. RCB wysłał jeden alert. Wojewódzki sztab kryzysowy obradował przy tym samym stole, przy którym siedział minister — a burmistrz największego miasta w dolinie i tak dowiedział się o katastrofie od dziennikarki.

To jest historia o tym, jak wiele rzeczy musi zawieść jednocześnie, żeby doszło do takiej tragedii. I o tym, że każda z tych rzeczy zawieść nie musiała.

👉🏻 Zapraszamy do dyskusji w komentarzach. Jeśli masz informacje na ten temat — napisz do nas. Zapewniamy pełną anonimowość. Prosimy jednocześnie o merytoryczną rozmowę — komentarze nienawistne i obraźliwe będą usuwane.

☝🏻Artykuł powstał na podstawie raportu pokontrolnego NIK, komunikatu Prokuratury Okręgowej w Świdnicy z 17.12.2024, oświadczenia Wód Polskich z 24.09.2024, wywiadów opublikowanych przez OKO.press, TVN24, Radio Wrocław i RMF24, komunikatów RCB oraz materiałów Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego i Komendy Głównej PSP z 14–15.09.2024.

ZDJĘCIE: Polsat News

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *