
Poniżej tekst autorstwa wałbrzyszanina Piotra Kolesińskiego.
Gdy dwadzieścia lat temu w Brukseli, Berlinie ( także w Moskwie) i Strasburgu zapadały decyzje dotyczące klimatu, gazu i transformacji energetycznej Europy, nikt nie myślał o przyszłych rachunkach za energię dla mieszkańców wałbrzyskiego Podgórza czy Sobięcina.
A jednak to właśnie tam — w mieszkaniach, domach i kamienicach Wałbrzycha — dziś materializują się skutki decyzji sprzed kilkunastu lat: w postaci zagrzybionych, niedogrzanych mieszkań, wilgoci, kosztów życia rosnących ponad racjonalne ludzkie możliwości oraz coraz częstszych problemów zdrowotnych wśród dzieci i osób starszych a wynikających ze złych warunków bytowych.
Źródłowe decyzje o daninach wpływających dziś na ceny ogrzewania domów nie zapadły w Polsce. Kluczowe rozstrzygnięcia zapadły w 2008 r. na poziomie Unii Europejskiej, w Radzie UE, w trybie większości kwalifikowanej — bez prawa weta państw członkowskich.
Polska, jako kraj oparty na węglu, znalazła się w decyzyjnej mniejszości, a rola ówczesnych polskich europosłów sprowadzała się do negocjowania okresów przejściowych, czyli w domyśle aby „mniej bolało”.
Dla mieszkańców Wałbrzycha była to wtedy decyzja abstrakcyjna. Lecz dla dzisiejszych rachunków — bardzo konkretna i wymierna.
Gaz jako „paliwo przejściowe” i europejska architektura energii
Kontekst sytuacyjny sprzed eskalacji wojny rosyjsko-ukraińskiej jest kluczowy. Przez lata Niemcy, Francja oraz kraje skandynawskie (Szwecja, Dania, Finlandia) należały do liderów unijnej polityki klimatycznej i wdrażania ETS. Nie był to jednak jednolity blok „czystej energii”:
Francja opiera się na energetyce jądrowej,
Skandynawia na hydroenergetyce, atomie i OZE, Niemcy natomiast rezygnowały wtedy z atomu, jednocześnie zwiększając rolę gazu jako paliwa – jak wtedy je nazywano – „błękitnego ekopaliwa” przejściowego.
Wspólnym mianownikiem była teza, że gaz ziemny to bezpieczny pomost transformacji energetycznej.
W tym duchu projektowano europejską architekturę energetyczną pod tani gaz z Rosji, który miał płynąć Nord Stream bezpośrednio ( z pominięciem tranzytu przez Polskę ) do Niemiec i być dystrybuowany dalej — także do krajów takich jak Polska. W tym modelu Niemcy miały stać się gazowym hubem Europy, a Europa Środkowa — odbiorcą końcowym.
Polska w tym modelu była konsumentem rosyjskiego gazu ( ..i węgla, sic ! ) „dorzucając” się finansowo do marży gazowej naliczanej nam przez Niemcy – czyli jakże przedsiębiorczego w tym modelu – lidera Europy. Jednocześnie mieliśmy ponosić koszty ETS wciąż spalanego węgla , bo dlaczego by nie ?
W tym momencie skojarzenia z historycznym paktem rozbiorowym Polski Ribbentrop – Mołotow będą zupełnie przypadkowe…
Geopolityka, symbole i personalia
Ten kierunek energetycznej polityki miał w swoim czasie również bardzo konkretny wymiar personalny.
Były kanclerz Gerhard Schröder — krótko po zakończeniu urzędowania — objął kluczowe funkcje w strukturach związanych z rosyjskim sektorem energetycznym, stając się jednym z najbardziej czytelnych symboli strategicznego zbliżenia Berlina z Moskwą w obszarze energii.
Równolegle trwało intensywne ocieplanie wizerunku Rosji w przestrzeni publicznej całej UE
Rosyjski gigant eksportowy „Gazprom” był w 2012r. sponsorem Ligi Mistrzów i wielu europejskich rozgrywek sportowych. Współpraca biznesowa, medialna i wizerunkowa szła pełną parą, a ryzyko geopolityczne modelu opartego na rosyjskim gazie było świadomie marginalizowane.
„Wymień kopciucha na gaz” — pamiętamy to wszyscy.
Wszyscy pamiętamy okres sprzed pandemii.
To był czas, gdy Unia i lokalne samorządy masowo promowały domowe instalacje gazowe jako zamiennik „kopciuchów” — pilnie, z dopłatami, często na kredyt zaciągany przez mieszkańców.
Jak szybko po wybuchu wojny ( Ros.- Ukr. przyp. aut.) skończyły się promocje pieców gazowych, tak szybko ruszyła narracja medialna i programy na pompy ciepła tyle , że te oparte o energię elektryczną.
Dla wielu rodzin oznaczało to kolejną kosztowną zmianę — bez gwarancji stabilności rachunków.
Garść statystyk:
Skala emisji – dla proporcji, porządku i uczciwej skali:
Cała Europa odpowiada dziś za ok. 10% globalnych emisji CO₂.
Unia Europejska to ok. 6–7% emisji świata.
Dla porównania: Chiny ~30%, USA ~14–15%, Indie ~7–8%.
Polska emituje ok. 8–9% emisji CO₂ całej UE.
W skali globalnej emisja Polski to ok. 0,8–1% światowych emisji CO₂.
„Kto zyskał, kto zapłaci”
Efekt całego tego modelu transformacji energetycznej był prosty: kraje o silnej pozycji technologicznej, energetyce jądrowej lub dostępie do gazu budowały przewagę i rolę hubów. Kraje węglowe płacą „karny” ETS, a ryzyko uzależnienia od Rosji było ignorowane — aż do momentu, gdy wojna brutalnie obnażyła słabości systemu.
„Pytanie, którego nie da się dłużej omijać”
System opłat za emisję CO₂ był projektowany w zupełnie innych realiach geopolitycznych — przy założeniu stabilnych dostaw taniego gazu z Rosji i stopniowej transformacji ku OZE.
Wojna, sankcje i blokady importu radykalnie zmieniły warunki gospodarcze, których nie dało się w pełni przewidzieć w latach 2008–2012 ( pomimo wielu mocnych i niepokojących sygnałów, które nazywano wtedy….teoriami spiskowymi )
Dziś warto więc zadać uczciwe pytanie:
Czy system zaprojektowany pod tamten świat i tamte realia ma jakikolwiek sens w obecnym czasie?
I dalej — czy polskie rodziny, także te z Wałbrzycha, powinny każdego miesiąca ponosić ponadnormatywne koszty energii i ogrzewania w imię polityki, która dotyczy kraju odpowiadającego za mniej niż 1% globalnych emisji CO₂? W szczególności, że światowi liderzy przemysły z innych kontynentów nie stosują wobec swoich obywateli tego typu obciążeń w imię „zielonych rewolucji”!
Informator turystyczny Wałbrzych
To wszystko jest moim pytaniem o proporcje, sprawiedliwość i realną zdolność naszego społeczeństwa do udźwignięcia kosztów – jakże wątpliwych dziś – decyzji politycznych sprzed około 20 lat ! Bo jeśli o mnie chodzi to mówię grzecznie: Do kosza z tym !
Piotr Kolesiński vel Miodek
Źródło:Piotr Kolesinsky
foto:www.walbrzyszek.co
