Dlaczego młoda mężatka ze Świebodzic nie żyje?

Zamordowana, Justyna M. była radosną i pomocną osobą – tak zapamiętali ją znajomi, koleżanki ze szkoły. Cały czas nie wierzą w to, co się stało. Ale co faktycznie wydarzyło się feralnego dnia w domu zamordowanej i jej męża? Z naszych nieoficjalnych informacji, które pozyskaliśmy tuż po zdarzeniu wynikało, że kobieta miała podcięte gardło. Dziś, tą informację dementuje jednak prokuratura. – W tej sprawie nikt nie został zatrzymany, ale sytuacja jest bardzo dynamiczna. 27-letni Łukasz M. z ranami kłutymi został przewieziony do szpitala i tam pod obserwacją policji obecnie przebywa. Przeszedł też operację. Jeśli zaś chodzi o obrażenia 29-latki, to miała ona na ciele obrażenia, lecz nie miała podciętego gardła. Prowadzimy w tej chwili intensywne czynności i nic więcej powiedzieć nie mogę – komentuje Ewa Ścierzyńska, rzeczniczka prokuratury okręgowej.
– Łukasz M. trafił do szpiatala z poważnymi ranami. Miał poderżnięte gardło i rany kłute klatki piersiowej i jamy brzusznej –mówi Urszula Zawada, szefowa świdnickiej prokuratury. – Konieczna była operacja krtani.
Rany, jakich doznał mężczyzna powodują, że nie może mówić. Nie wiadomo, kiedy uda się go przesłuchać. – W tej chwili z przekazanych przez niego na miejscu zdarzenia wyjaśnień wynika, że małżeństwo zostało napadnięte w mieszkaniu przez osoby z zewnątrz – mówi prokurator Zawada. – To jedna z kilku wersji, która w dodatku jest bardzo wątpliwa. Żadna nie jest w tej chwili potwierdzona.
Sąsiedzi zapamiętali małżeństwo jako raczej zgodne. Byli dopiero 10 miesięcy po ślubie.
– W pracy nie dawała żadnych oznak tego, że coś złego może się dziać w jej życiu. Zawsze uśmiechnięta, skora do rozmowy. Mąż bardzo często przychodził po nią do pracy. Wszyscy jesteśmy w szoku – mówi pani Dominika (nazwisko do wiadomości redakcji). Reszta to już domysły. – Może się pokłócili… – zastanawia się jeden z sąsiadów, chcący pozostać anonimowym.
Do kłótni miało dojść już dzień przed zabójstwem. Wówczas sąsiedzi zawiadomili policję, bo kobieta strasznie krzyczła. Do mieszkania jednak nikt policji nie wpuścił. Wiele wskazuje na to, że w małżeństwie M. nie układało się. – Kobieta żaliła się rodzinie, że małżeństwo się jej rozsypuje – mówi prokurator Urszula Zawada. – Sugerowała, że chce się rozwieść.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *