Kobieta na kilka dni przed swoją śmiercią przyjechała do rodzinnego miasta z Holandii. Dzień, w którym doszło do dramatu był ostatnim jaki miała spędzić w Strzegomiu. Wiadomo, że zdrowa wyszła z mieszkania i miała udać się na przystanek autobusowy. Co działo się potem? Nie wiadomo do dziś. Wiadomo natomiast, że kilka godzin później idącą poboczem drogi, w części roznegliżowaną znaleźli przypadkowi kierowcy. Jak dziś ujawniają prokuratorzy, poszkodowana miała spalone okolice krocza. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że było to przestępstwo na tle seksualnym. Pomimo wysiłków lekarzy, ofiara zmarła 5 marca, w wyniku wstrząsu pooparzeniowego, w szpitalu w Nowej Soli.
Śledczym nie udało się poszkodowanej przesłuchać ze względu zły stan zdrowia. Policjant zdołał kobietę jedynie rozpytać o okoliczności zdarzenia. – Kobieta podała swoją wersję – mówi prokurator Marek Rusin. – Spotkała dwóch nieznajomych mężczyzn. Prosili ją o papierosa. Nagle poczuła uderzenie w głowę. Potem pamięta już tylko wydarzenia z drogi.
Prokuratorzy w toku śledztwa sprawdzili monitoring z całego miasta. W poszukiwaniu śladów daktyloskopijnych przeszukano Górę św. Anny, gdzie najprawdopodobniej doszło do tragedii. Pod lupę wzięto także bilingi telefoniczne zmarłej. Zabezpieczono także materiał DNA. Odpowiedzi kto stoi za makabryczną zbrodnią jednak nie uzyskano. Sprawę umorzono. Nie oznacza to jednak, że śledczy odpuszczają.
– Sprawa nie jest odłożona na półkę – zapewnia prokurator Rusin i deklaruje, że nadal będzie wyjaśniania.
