Do dramatycznego zdarzenia doszło 10 listopada ubiegłego roku w jednym z mieszkań na os. Zarzecze. Dziś przed sądem rozpoczął się proces. B. opowiadał jak doszło do zbrodni. – 6 listopada wróciłem do domu i zobaczyłem, że nie ma ani mojej konkubiny Anny ani dzieci. Dowiedziałem się, że wyprowadziła się do babci. Przez cały weekend nie kontaktowaliśmy się – opowiada oskarżony. Do domu Wojciech B. wrócił po czterech dniach, w tym czasie jak dziś zeznał przebywał głównie u swoich rodziców, niemal każdego dnia spożywał alkohol. – Do domu wróciłem dopiero 10 listopada. Wiedziałem, że ona jest w domu i chciałem spotkać się z dziećmi. Na miejscu zastałem jednak nie tylko ją ale też Łukasza. Poprosiłem, by wyszedł i wtedy on rzucił się na mnie. Zaczął okładać pięściami i chciał ugodzić nożem – mówił dalej B. Zdaniem oskarżonego doszło do bójki trwającej kilkanaście minut w trakcie której B. miał w obawie o swoje życie zadać ofierze 3 ciosy nożem. – Nie wiedziałem gdzie uderzam. Po tym wszystkim on wybiegł z mieszkania. Ja też chciałem wyjść i wówczas na schodach piętro niżej zobaczyłem Łukasza leżącego na wycieraczce sąsiadów – mówił. Ten widok również nie załamał Wojciecha B. Wyszedł z klatki schodowej, w pobliskim sklepie kupił paczkę papierosów oraz piwo i udał się do kolegi. To tam został tuż po północy, 11 listopada zatrzymany.
W toku śledztwa okazało się, że Łukasz został poproszony przez konkubinę Wojciech B., Annę o pomoc w przeprowadzce. W podziękowaniu dziewczyna zaprosiła go na piwo. To w takiej sytuacji zastał ich agresywny Wojciech B. Biegły z zakresu medycyny sądowej, który dziś przedstawiał swoją opinię zaznaczył, iż nie możliwe jest aby pomiędzy mężczyznami doszło do tak poważnej bójki jak opisuje to oskarżony. Na ciele oskarżonego nie znalazły się też poważne ślady walki.
Na jutro sąd odroczył kolejną rozprawę.
