Czy mieszkańcy mają łatać dziurę w budżecie miasta… parkując pod szpitalem? W Wałbrzychu zwykła wizyta u lekarza może zamienić się w finansowy koszmar – mandat, punkty karne i setki złotych „opłaty” za samo odstąpienie od odholowania auta. Tam, gdzie dramatycznie brakuje miejsc parkingowych, zaczyna się bezlitosne egzekwowanie przepisów. Przypadek czy sposób na zasilenie miejskiej kasy?

Koniecznie przeczytajcie tę historię!
„Tysiąc złotych za dwie godziny parkowania? Takie rzeczy to tylko w Wałbrzychu. Wszyscy wiedzą, jaka jest sytuacja z parkowaniem aut pod szpitalem na Piaskowej Górze. Ale okazuje się, że dla miasta i policji ten totalny brak miejsca, gdzie można zostawić auto jest po prostu dojną krową. Moja znajoma przyjechała tam ze swoim ojcem, panem w mocno podeszłym wieku, by udać się na pilną wizytę do lekarza. Z wielkim trudem znalazła skrawek przestrzeni, by zostawić auto. Niestety, miejsce to znajdowało się za blisko przejścia dla pieszych. Gdy wróciła z ojcem na parking, przy samochodzie stała już laweta i policja. Mandat: 300 zł i 5 punktów karnych. Uprosiła, by auta nie zabierać i odjechali. Niestety, za kilka dni otrzymała wezwanie z biura zarządzania gospodarką komunalną Urzędu Miejskiego do, cytuję, „uregulowania należności związanej z odstąpieniem od usunięcia pojazdu”. Opłata: 716 zł!!!!!
Czy akurat w tym miejscu służby muszą aż tak restrykcyjnie podchodzić do przestrzegania przepisów? Przecież nikt tam nie przyjeżdża dla zabawy. Ale nikogo to nie obchodzi, jest okazja zedrzeć z ludzi pieniądze, to się korzysta…”
Źródło: Barbara Szeligowska
Zdjęcie: Polska.org.
