Dramatyczny poranek w Zielonej Górze. Tuż po godzinie 7:00 przypadkowa kobieta zauważyła na parkingu Polskiego Związku Łowieckiego na Chynowie mężczyznę leżącego w kałuży krwi. Obok niego znajdowała się strzelba.

Na miejsce natychmiast skierowano pogotowie ratunkowe oraz policję. Funkcjonariusze zabezpieczyli teren i rozpoczęli ustalanie, co wydarzyło się przy ulicy Poznańskiej.
To kolejny sygnał, że dostęp do broni niesie śmiertelne ryzyko. Dolny Śląsk również pamięta tragiczne „pomyłki” na polowaniach. W Niemczy myśliwy zastrzelił własną żonę, a pod Głogowem śmiertelnie postrzelił spacerowicza. W obu przypadkach strzelający tłumaczyli, że wzięli człowieka za dzika. W Zarębie ofiarą podobnej „pomyłki” padła klacz stojąca na pastwisku. Ile jeszcze takich strzałów musi paść, zanim kontrole posiadaczy broni staną się naprawdę skuteczne?
Czy w Zielonej Górze doszło do wypadku, czy mężczyzna sam skierował broń przeciwko sobie? Policja na razie tego nie przesądza. Nie potwierdziła również oficjalnie, że postrzelony był myśliwym ani w jakim jest stanie.
Jedno jest pewne: zakrwawionego mężczyznę i leżącą obok strzelbę znaleziono na parkingu organizacji zrzeszającej myśliwych.



