
Kryzys, który nie musiał się wydarzyć
Po sejmikowym przesileniu najważniejsze pytanie nie brzmi: kto kogo ograł. Brzmi raczej: czy pilot tej operacji wie, jaki obrał kurs, skoro nawet załoga nie ma pewności, dokąd ten lot ma prowadzić?
Sesja absolutoryjna Sejmiku Województwa Dolnośląskiego została 29 kwietnia przerwana i odroczona do 20 maja. W tle był spór o trzecie miejsce dla KO w zarządzie województwa.
Formalnie można to przedstawić jako walkę o proporcje. KO ma największy klub, więc chce większego wpływu. Ale polityka zaczyna się tam, gdzie kończy się arytmetyka.
Po co było zatruwać atmosferę?
Jeśli układ sił był znany od początku, to po co było zatruwać atmosferę w koalicji? Po co przeciąganie sesji, kolejne przerwy i publiczne testowanie partnerów?
Czy najbliżsi współpracownicy Michała Jarosa mieli realny plan, czy tylko przekonanie, że druga strona się cofnie?
Ściana okazała się mocniejsza
Paweł Gancarz – Marszałek Województwa Dolnośląskiego nie musiał grać efektownie. Wystarczyło, że się nie cofnął. Ściana okazała się mocniejsza, niż zakładano. A kiedy presja nie wystarczyła, słabiej nie wyglądał marszałek, lecz ci, którzy tę presję uruchomili.
Stabilizatorzy w czasie turbulencji
W tym chaosie ważną rolę odegrali stabilizatorzy: Jerzy Pokój – Przewodniczący Sejmiku Województwa Dolnośląskiego oraz szefowa klubu KO Monika Włodarczyk, radna Sejmiku Dolnośląskiego
To oni pilnowali, by instytucja i klub nie zostały całkowicie przykryte partyjną rozgrywką. Zdecydowana większość klubu KO, nawet jeśli nie rozumiała w pełni strategicznego zamysłu Michała Jarosa , nie poddała się swobodnej taktyce politycznego szantażu.
Klub nie jest zakładnikiem
Klub nie jest zakładnikiem. Radni mogą akceptować dyscyplinę i negocjacje, ale nie muszą bezrefleksyjnie firmować manewrów, których sensu nikt im jasno nie tłumaczy.
Można walczyć o większy udział KO we władzy. Można domagać się trzeciego miejsca w zarządzie. Ale trzeba mieć świadomość ceny.
Jeśli każda korekta personalna ma wyglądać jak kryzys koalicyjny, partnerzy zaczną traktować KO nie jak stabilnego lidera większości, lecz jak siłę, która sama nie wie, czy chce rządzić, czy tylko dominować.
Czas na rozsądek
Dlatego dziś potrzebny jest rozsądek. Mniej demonstracji, więcej liczenia realnych głosów. Mniej przekonania, że ściana musi ustąpić, więcej świadomości, że czasem to ściana jest mocniejsza.
Bo jeśli rozsądek nie wróci do kokpitu, ten lot może skończyć się nie twardym lądowaniem, ale polityczną katastrofą, za którą rachunek zapłacą mieszkańcy Dolnego Śląska.
ZDJĘCIE: Sejmik Województwa Dolnośląskiego



