Kronika instytucjonalnego niebytu na tle katastrofy ekologicznej w Pilchowicach
Jest taka fotografia, która krąży w mediach społecznościowych regionu. Pani Anna Żabska, wojewoda dolnośląska, uśmiechnięta, w dobrej atmosferze, na jakimś objeździe, na jakimś spotkaniu, z jakimś dostojnikiem z Warszawy. Data: 23 czerwca 2026 r. Tego samego dnia, gdy Grodzkie PZW Jelenia Góra wiedziało już, że w Jeziorze Pilchowickim działają strefy krytycznie niedotlenione, a 20–30 ton ryb zmierza ku powolnej śmierci w błocie.

Cztery dni później — 25 czerwca — wędkarze wyciągali po 1–2 tony martwych ryb każdego ranka. Pani wojewoda była w Gdańsku.
29 czerwca — zbiornik praktycznie pusty, masowe śnięcie trwało już od kilku dni. Pani wojewoda uczestniczyła w komisji sejmowej i pozowała do zdjęć przed Dolnośląskim Urzędem Wojewódzkim.
30 czerwca — Kotlina, kolejny objazd, pogaduszki, uśmieszki, rolki na media społecznościowe, beztroska. Smród gnijących ryb z Pilchowic na szczęście tam nie docierał.
1 lipca — zwołano dwa sztaby kryzysowe. Zbiornik był już od tygodnia pusty. Żywych ryb do uratowania prawie nie było. Pani wojewoda wzięła udział — zdalnie.
Brawo za konsekwencję.
Pooglądajmy razem, jak Wojewoda z gośćmi poświęca swój czas dla autopromocji — wszak wybory za rogiem.

ZARZĄDZANIE KRYZYSOWE W STYLU: A MOŻE ROLKA?
Przepis na dolnośląskie zarządzanie kryzysowe jest prosty. Gdy zagrożenie narasta tygodniami, nie reaguj. Gdy media społecznościowe puchną od nagrań umierających ryb, nie reaguj. Gdy wędkarze publicznie krzyczą, że mówili o tym od lat — zignoruj. Gdy wszystko jest już stracone, zwołaj sztab i wydaj komunikat, że sytuacja jest „pod stałym nadzorem”.
Dolnośląski Urząd Wojewódzki formalnie wiedział o zagrożeniu od 3 czerwca — bo Tauron tego dnia poinformował WIOŚ e-mailem o rozpoczęciu kluczowego etapu opróżniania zbiornika. WIOŚ przyjął maila, odłożył i przez blisko miesiąc nie podjął żadnej wizji terenowej. To nie jest niedopatrzenie. To jest system.
System, w którym liczy się wyjazd, nie wynik. Prezentacja, nie plan. Rolka na Instagramie, nie protokół interwencji. Pani wojewoda wymieniła całą kadrę wydziału Zarządzania Kryzysowego — bo przecież z nową kadrą będzie lepiej. Efekty widać. Plany awaryjne dla szpitali wciąż niegotowe [NIK]. Za to galeria na stronie DUW pęka w szwach.

WIOŚ: INSPEKCJA OD ŚWIĘTA, MILCZENIE NA CO DZIEŃ
Osobną kategorią jest Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Instytucja powołana do tego, by reagować na zagrożenia środowiskowe, zanim staną się katastrofą, wymienić kadrę na swoją, nawet jak ryzyko istnieje naruszenia prawa. Tymczasem WIOŚ w Pilchowicach zachował się jak sąsiad, który widzi pożar w kamienicy, ale dzwoni na straż dopiero kiedy z jego mieszkania zaczyna się unosić dym.
3 czerwca — e-mail od Tauronu. Zbiornik wchodzi w fazę krytyczną.
29 czerwca — pierwsze zgłoszenie o martwych rybach. Skierowane przez Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego — też e-mailem.
30 czerwca — WIOŚ pobiera pierwsze próbki.
Niemal miesiąc przerwy między powiadomieniem a wizją terenową. W tym samym czasie w zbiorniku ginęły tony ryb. A WIOŚ — cóż — ważne, żeby mieć dobre ujęcia na stronie instytucjonalnej. Po co denerwować inwestora. Na pograniczu prawa wszystko wygląda elegancko, o ile kamera jest ustawiona pod dobrym kątem.

JEDNA ŁÓDŹ WIOSŁOWA NA TRZYDZIEŚCI TON RYB
Kiedy lokalni wędkarze z PZW w Jeleniej Górze alarmowali już od tygodni i proponowali pomoc przy odłowach, odpowiedzi albo nie było, albo była zdawkowa. Przez sześć dni — od 15 do 23 czerwca — w akwenie z szacowaną biomasą 20–30 ton pracowała jedna łódź wiosłowa z dwuosobową załogą. Dzienna wydajność: około 200 kg. Matematyka jest bezlitosna: przy takim tempie odłów całej populacji zabrałby sto pięćdziesiąt dni. Zbiornik opróżnił się w kilka tygodni.
To nie jest tragiczna pomyłka. To jest wybór. Ktoś zdecydował, że jedna łódź wystarczy. Ktoś zdecydował, że nie ma sensu wzywać dodatkowego sprzętu. Ktoś zdecydował, że alarmy PZW to internetowy hejt i że nie należy się nimi przejmować.
Tauron powiedział to wprost, bez ogródek, na Facebooku: „Śnięte ryby są niestety ceną, jaką musimy zapłacić za bezpieczeństwo przeciwpowodziowe”. Czyli ryby — te, które przez całą przerwę tarłową w marcu–maju były dostępne do odłowu w stabilnym, 21-metrowym zbiorniku — musiały zginąć, bo tak wyszło z harmonogramu. Bo harmonogram jest ważniejszy od ichtiofauny. Bo 93 miliony złotych kontraktu generuje pewien rytm pracy, w który ratowanie ryb niepotrzebnie by wchodziło.

KIEDY FUNKCJA PUBLICZNA MYLI SIĘ Z AUTOPROMOCJĄ
Jest taki szczególny gatunek polityka-urzędnika, dla którego każdy objazd jest kampanią wyborczą, każde spotkanie — rolką do opublikowania, każda wizyta ministra z Warszawy — fotograficzną szansą na budowanie marki. Medale, ordery, odznaki lecą jak konfetti na dolnośląskim zamku. Kosztowne konferencje prasowe, plakaty z napisem „skuteczna menadżerka”, medialne triumfy przy każdym wstążkocięciu.
A potem zdychają ryby. I nikogo nie ma.
Nie ma dlatego, że osobisty sztab wyborczy jest ważniejszy niż operacyjne planowanie. Nie ma dlatego, że jeśli zastępca dyrektora biura zarządzania kryzysowego jeździ na promocyjne prezentacje OLiC zamiast opracowywać plany awaryjne, to na końcu mamy sztab zwoływany post factum, gdy nie ma już czego ratować. Nie ma dlatego, że blokowanie mienia wodociągowego Marciszowa dla Drogiego prezydenta z Wałbrzycha to sprawa kluczowa, ale 30 ton zdychających ryb — już nie.
Kiedy funkcja publiczna myli się z autopromocją, ryby zdychają.

EPILOG: BÓBR NA 200 KM, ZARYBIENIE W 2028
Bilans jest następujący. Oficjalnie odłowiono 15–19 ton martwych ryb. PZW szacuje, że rzeczywista skala strat — licząc to, co popłynęło Bobrem w kierunku Żagania przez 200 kilometrów — jest wielokrotnie wyższa. WWF ostrzegł, że ekosystem rzeki może nie wrócić do pełnej sprawności biologicznej przez wiele lat.
Zarybienie planowane jest na 2028 rok. Kiedy skończy się remont zapory. Kiedy wszystko wróci do normy. Kiedy nikt już nie będzie pamiętał, że były cztery okna interwencji, w których można było działać — i że każde z nich zmarnowano.
Za to mamy dokumentację fotograficzną wszystkich objazdów. Ładne ujęcia. Dobra atmosfera. Pączki.
Artykuł powstał na podstawie dokumentacji chronologicznej opartej na danych: WIOŚ Wrocław, Grodzkie PZW Jelenia Góra, TVN24, WP Wiadomości, Lwówecki.info, Goniec 24.
