Dotychczasowy układ sił na Dolnym Śląsku, oparty na trwającej od dwóch dekad dominacji dwóch największych partii politycznych, zaczyna gwałtownie tracić stabilność. Jak wynika z najnowszego raportu instytutów Point&Co oraz IBRiS „Dolny Śląsk 2026. Diagnoza i scenariusze polityczne”, region ten wchodzi w fazę głębokiej rekonstrukcji sceny politycznej. Nadchodzące wybory parlamentarne i samorządowe mogą przynieść rewolucję, w której kluczową rolę odegrają lokalni liderzy oraz partyjna arytmetyka.

Oficjalna prezentacja raportu odbyła się podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Premierze opracowania towarzyszyła debata ekspercka, w której udział wzięli kluczowi decydenci i architekci regionalnej polityki: poseł na Sejm RP Grzegorz Macko, prezydent Lubina Robert Raczyński oraz wicemarszałek województwa dolnośląskiego Michał Rado. Dyskusja panelistów potwierdziła fundamentalne wnioski płynące z diagnozy instytutów badawczych.

Pozorny triumf lidera i paradoks metody d’Hondta

Z prognoz przygotowanych na potrzeby raportu wynika, że Koalicja Obywatelska (KO) pozostaje najsilniejszym graczem w regionie z poparciem na poziomie 31,4%. Druga w zestawieniu partia – Prawo i Sprawiedliwość (PiS) – notuje 19,8%. Przeliczenie tych danych na 34 mandaty sejmowe przypadające Dolnemu Śląskowi ujawnia jednak głębokie rozdrobnienie sceny politycznej. O wejście do parlamentu realnie walczy aż siedem komitetów wyborczych.

Sytuacja ta rodzi niezwykły paradoks wyborczy. Choć zsumowany blok lewicowo-liberalny (KO, Lewica, PSL i Polska 2050) zdobywa w regionie więcej głosów niż prawica, to z powodu rozproszenia głosów i mechanizmu metody d’Hondta to blok prawicowy może uzyskać więcej mandatów w Sejmie (18 do 15). Wszystko przez to, że mniejsze ugrupowania, takie jak PSL czy Polska 2050, balansują na granicy lub poniżej progu wyborczego.

Raport wyraźnie wskazuje, że dla lewej strony sceny politycznej kluczowa okaże się decyzja o ewentualnej konsolidacji. Wspólna lista KO, PSL i Lewicy mogłaby – przy niemal identycznym poparciu wyborców – przynieść tej koalicji 17 mandatów zamiast 15.

Pęknięcie metropolitalne: gradient miejsko-wiejski

Badanie Point&Co i IBRiS obnaża wyraźny podział geograficzny Dolnego Śląska. Dominacja Koalicji Obywatelskiej ma charakter ściśle wielkomiejski i koncentruje się wokół największych ośrodków. Rekordowe poparcie KO notuje w Jeleniej Górze (40,5%) oraz we Wrocławiu (34,9%), wygrywając łącznie w 25 z 30 powiatów.

Z kolei Prawo i Sprawiedliwość utrzymuje silną pozycję w powiatach o profilu przemysłowym i rolniczym, zwyciężając w pięciu z nich (m.in. w polkowickim z wynikiem dającym prawicy ponad 31 punktów procentowych przewagi nad blokiem liberalnym). Wyjątkowo silną pozycję we Wrocławiu notuje natomiast Lewica, która w stolicy regionu osiąga blisko 22% poparcia – dwukrotnie więcej niż wynosi jej średnia regionalna. Eksperci wiążą to z faktem realnego współrządzenia miastem przez to ugrupowanie.

Samorządowy wstrząs w Sejmiku. Cztery scenariusze

Jeszcze ciekawiej rysuje się perspektywa wyborów do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. Autorzy raportu przeanalizowali cztery warianty podziału 36 mandatów sejmikowych.

Kluczowym czynnikiem zmieniającym zasady gry staje się wejście do polityki nowej generacji samorządowców. Przepisy o dwukadencyjności oznaczają, że wielu dotychczasowych, niezwykle popularnych prezydentów i burmistrzów (w raporcie wymieniani są m.in. Sutryk, Raczyński, Szełemej czy Łużniak) nie będzie mogło ubiegać się o reelekcję na dotychczasowych stanowiskach. Ich osobisty kapitał polityczny może zostać przeniesiony na poziom regionalny.

Wariant zakładający powstanie silnej, jednolitej listy samorządowej (skupiającej prezydentów i Bezpartyjnych Samorządowców we współpracy z PSL) prognozuje dla nich aż 9 mandatów w sejmiku. Taki scenariusz całkowicie zdemolowałby dotychczasowy układ sił:

  • Koalicja Obywatelska straciłaby pozycję hegemona, spadając do 11 mandatów.
  • Prawo i Sprawiedliwość (wraz z Rozwojem Plus) uzyskałoby 10 mandatów.
  • Samorządowcy z 9 mandatami staliby się języczkiem u wagi, de facto decydując o tym, kto stworzy zarząd województwa.

Zaufanie na dole, kryzys na górze

Raport przynosi także bardzo jednoznaczne wnioski dotyczące ocen pracy polityków. Mieszkańcy Dolnego Śląska coraz gorzej oceniają polityków szczebla krajowego (bilans ocen zaufania netto to aż -12,6 punktu).

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na poziomie lokalnym – wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast cieszą się wysokim zaufaniem społecznym (+13,0), a radni powiatowi i starości notują rekordowe +20,2 punktu ocen pozytywnych. To właśnie ten kapitał zaufania, budowany poza partyjnymi strukturami, będzie kluczowym towarem eksportowym lokalnych liderów w nadchodzącym cyklu wyborczym.

Źródło: Point & Co Sp. z o.o