Katastrofa ekologiczna na Bobrze powinna stać się przedmiotem skargi do Komisji Europejskiej. Nie tylko dlatego, że doszło do ogromnych zniszczeń w środowisku, ale również dlatego, że istnieją poważne pytania o sposób działania państwa i jego służb. Komisja Europejska powinna sprawdzić, czy Polska prawidłowo stosowała unijne przepisy dotyczące ochrony środowiska oraz czy instytucje odpowiedzialne za nadzór wywiązały się ze swoich obowiązków.

Szczególnej ocenie powinna zostać poddana działalność administracji rządowej w województwie dolnośląskim. To wojewoda odpowiada za koordynację działań administracji rządowej oraz zarządzanie kryzysowe. Jeżeli zagrożenie związane z opróżnianiem zbiornika było znane wcześniej, należy wyjaśnić, kiedy wojewoda została o nim poinformowana, jakie polecenia wydała podległym służbom i dlaczego nie zapobiegnięto katastrofie lub przynajmniej nie ograniczono jej skutków.
Trudno nie odnieść wrażenia, że administracja państwowa obudziła się dopiero wtedy, gdy z rzeki wyławiano już dziesiątki ton martwych ryb, przedsiębiorcy zaczęli liczyć straty, a mieszkańcy otrzymali alerty RCB i zakazy korzystania z wody. To rodzi pytanie, czy system nadzoru i reagowania działał tak, jak powinien.

Po katastrofie na Odrze zapewniano opinię publiczną, że państwo wyciągnęło wnioski, usprawniło procedury i będzie szybciej reagować na zagrożenia środowiskowe. Katastrofa na Bobrze każe zapytać, czy były to rzeczywiste zmiany, czy jedynie deklaracje.
Dlatego Komisja Europejska powinna zbadać nie tylko decyzje związane z opróżnianiem zbiornika, ale również działania organów państwa. Jeśli okaże się, że zawiódł nadzór, kontrola lub koordynacja administracji rządowej, odpowiedzialność nie może spocząć wyłącznie na inwestorze czy zarządcy obiektu. Wyjaśnienia wymaga także rola instytucji państwowych, za których funkcjonowanie i współpracę na poziomie województwa odpowiada wojewoda.
ZDJĘCIE: @ Krzysztof Wilczewski
