Zapora w Pilchowicach miała dostać 30-procentowy zapas bezpieczeństwa. Dostała za to kilkanaście ton śniętych ryb i spór, kto właściwie miał pozwolenie na to, co się właśnie dzieje. Rekonstrukcja tego, jak konferencja prasowa zamieniła się w rozporządzenie o zakazie kąpieli.

SCENA PIERWSZA: KORONACJA NA KORONIE ZAPORY
Marzec 2025 roku. Na koronie zapory w Pilchowicach staje minister ds. odbudowy Marcin Kierwiński. Obok niego prezes Tauron Polska Energia Grzegorz Lot. Kamery, mikrofony, uspokajający ton. Minister ogłasza, że Tauron i Wody Polskie doszły do porozumienia — „zielone światło” dla prac. Instytucje państwowe, zapewnia, będą na bieżąco monitorować sytuację, żeby mieszkańcy „mieli prawo czuć się bezpiecznie”. Prezes Lot dorzuca, że spółka ma już wszystkie niezbędne zgody i zaczyna inwestycję „tu i teraz”.
Brzmi jak zamknięty rozdział. Nie jest.
Bo dosłownie kilka dni wcześniej Wody Polskie RZGW Wrocław opublikowały komunikat, że pozwolenie wodnoprawne na modernizację zapory wygasło 12 grudnia 2024 roku — inwestor przez trzy lata nie ruszył z pracami, więc zgoda z 2021 roku przepadła z mocy samego prawa. Tauron temu zaprzeczył. I na tym, formalnie rzecz biorąc, spór się skończył — nie wyrokiem, nie nową decyzją administracyjną, tylko tym, że temat po prostu przestał się pojawiać w komunikatach. Wody Polskie w kolejnym oświadczeniu napisały, że „nie ma przeszkód”, by Tauron kontynuował prace. Czy to znaczy, że pozwolenie jednak nigdy nie wygasło? Nikt tego wprost nie powiedział. Ale kamery już odjechały, więc kogo to jeszcze obchodzi.
SCENA DRUGA: JELENIA GÓRA, JESIEŃ, OBIETNICA NA 30 PROCENT
Przewińmy do 30 października 2025 roku. III Dolnośląskie Forum Przeciwpowodziowe w Jeleniej Górze. Tauron prezentuje koncepcję, którą od tej pory będziemy nazywać „Plusem”: dodatkowe 53,4 mln zł, dzięki którym zapora zyska o 30 procent większą przepustowość — realne zwiększenie bezpieczeństwa przeciwpowodziowego dla Wlenia, Nielestna, Pilchowic i okolic.
Na scenie: prezydent Jeleniej Góry, burmistrz Wlenia, przedstawiciele Wód Polskich, i dwie posłanki Koalicji Obywatelskiej — Zofia Czernow i Iwona Krawczyk. Obie zapewniają, że będą „popierać starania”, żeby te pieniądze znalazły się w budżecie państwa na 2026 rok. Posłanka Czernow, zastępczyni przewodniczącego Komisji Finansów Publicznych, deklaruje wprost: zrobi, co w jej mocy.
Jest tylko jeden drobny szczegół, który sama przyznaje: o konieczności szukania tego dodatkowego finansowania dowiedziała się dopiero na samym Forum. Czyli spółka energetyczna zorganizowała dużą konferencję z udziałem parlamentarzystek, które przed wejściem na scenę nie do końca wiedziały, o co właściwie mają walczyć. To nie jest zarządzanie kryzysowe. To jest zdjęcie na Facebooka z dobrym podpisem.
Prof. Janusz Zaleski z Wód Polskich mówi ze sceny o „dobrej współpracy” z Tauronem. Deklaracji finansowych — żadnych. Termin na podjęcie ostatecznej decyzji: 30 czerwca 2026 roku, wpisany formalnie w warunki przetargu na wykonawcę.
SCENA TRZECIA: CISZA, A POTEM PLUSK
Termin 30 czerwca 2026 roku mija. I nic. Żadnego komunikatu od Taurona, że pieniądze się znalazły. Żadnego komunikatu, że się nie znalazły. Posłanki Czernow i Krawczyk, tak wojownicze w październiku, nie zostawiły po sobie w dostępnych rejestrach sejmowych ani jednej interpelacji w tej sprawie. Deklaracja „zrobię, co w mojej mocy” okazała się deklaracją słowną, nie parlamentarną.
Zamiast komunikatu o „Plusie” mamy PLUSK — dosłownie. 29–30 czerwca 2026 roku, dokładnie w tym oknie decyzyjnym, na Jeziorze Pilchowickim dochodzi do katastrofy ekologicznej. Podczas spuszczania wody ginie od kilkunastu do ponad dwudziestu ton ryb. Rzeka Bóbr zostaje skażona osadami na odcinku aż do Jeziora Rakowickiego. Wojewoda dolnośląska Anna Żabska wydaje rozporządzenie o zakazie korzystania z rzeki. Minister klimatu Paulina Hennig-Kloska stwierdza publicznie, że Tauron jako inwestor miał obowiązek odłowić ryby przed spuszczeniem wody i tego obowiązku nie dopełnił.
Tauron w oświadczeniu z 4 lipca nazywa sytuację „trudną, ale przewidywaną i odwracalną”. Nie przyznaje się do naruszenia warunków pozwolenia. WIOŚ we Wrocławiu przyznaje, że o katastrofie dowiedział się nie od inwestora, tylko od Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lwówku Śląskim — czyli od kogoś, kto akurat tego dnia miał dyżur, a nie od podmiotu, który miał obowiązek monitorować sytuację.
O „Plusie” — 30 procentach dodatkowej przepustowości, które miały uratować region przed kolejną powodzią — cisza. Zniknął z komunikacji korporacyjnej tak samo płynnie, jak pojawił się na konferencji w Jeleniej Górze.
SCENA CZWARTA: WOJEWODA I ZEGAREK, KTÓRY STANĄŁ W INNYM MIEJSCU NIŻ RZECZYWISTOŚĆ
A skoro już przy urzędowej narracji jesteśmy: warto przypomnieć, jak Urząd Wojewódzki opowiada o własnej sprawności. Wniosek o pozwolenie na budowę remontu złożono w marcu 2023 roku. Decyzję wydano w marcu 2025 roku. To 741 dni. Wojewoda dolnośląska Anna Żabska przy tej okazji podkreślała tempo procedowania po stronie urzędu.
Siedemset czterdzieści jeden dni to nie jest tempo. To jest ponad dwa lata. To jest więcej czasu, niż zajęło zaprojektowanie i wybudowanie samej zapory od podstaw sto lat temu — no, prawie. Kiedy urząd chwali się szybkością w kategoriach dwóch lat oczekiwania, to jest dokładnie ten sam gatunek języka, co „porozumienie” ogłoszone na konferencji przy wciąż spornym pozwoleniu: słowa, które mają zamknąć temat medialnie, niezależnie od tego, czy zamykają go faktycznie.
CO ZOSTAJE PO PLUSIE
Zostaje spór, który nigdy formalnie się nie skończył — czy pozwolenie z 2021 roku wygasło, czy nie, rozstrzygnięty administracyjnie milczeniem, nie decyzją. Zostaje termin 31 grudnia 2026 roku, kiedy wygasa podstawowe pozwolenie wodnoprawne z 2007 roku, i nikt na razie głośno nie mówi, na jakim etapie jest wniosek o jego przedłużenie. Zostaje 53,4 mln zł, które miały dać regionowi 30 procent więcej bezpieczeństwa, a które — jak na razie — nie zostały ani przyznane, ani formalnie odrzucone, tylko po prostu przestały istnieć w przestrzeni publicznej. I zostają śnięte ryby, które nikogo nie interesowały na żadnej konferencji prasowej, dopóki nie zaczęły pływać brzuchem do góry.
Od dwóch lat słyszymy zapowiedzi poprawy bezpieczeństwa przeciwpowodziowego na Bobrze, dlatego pytamy wprost o los 53,4 mln zł na koncepcję „Plus” w Pilchowicach – i o to, czy te obietnice mają dziś jakiekolwiek pokrycie w dokumentach.
Proponujemy więc kolejną konferencję. Tym razem na temat: co dalej z Pluskiem. Zapraszamy ministra Kierwińskiego lub wiceminister Roguską — może zdąży przyjechać, zanim zacznie się kolejny sezon wezbraniowy. Zapraszamy wojewodę Żabską — chętnie usłyszymy, w ilu dniach urząd planuje wydać kolejne pozwolenie, i czy to również będzie liczone jako sukces tempa. Kamery ustawimy tak samo jak w marcu 2025 roku. Tylko tym razem może ktoś zapyta wprost: gdzie są te pieniądze, i kto odpowiada za ryby.
Notka redakcyjna:
Powyższy tekst ma charakter felietonu i stanowi opinię redakcyjną, opartą na publicznie dostępnych wypowiedziach, dokumentach, materiałach prasowych i wcześniejszych publikacjach dotyczących opisywanej sprawy. Z natury gatunku zawiera on ocenę, komentarz i elementy publicystycznej ironii, które nie roszczą sobie prawa do bycia jedyną możliwą interpretacją.
Redakcja przyjmuje, że czytelnicy oraz osoby, których tekst dotyczy, mogą się z tą oceną nie zgadzać. W przypadku uwag merytorycznych, polemiki, żądania sprostowania lub chęci przedstawienia własnego stanowiska, redakcja pozostaje otwarta na publikację sprostowania, odpowiedzi lub wyjaśnienia zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa prasowego.



