Kłodzko po powodzi ma jeszcze jeden front

Nie między partiami. Między ratuszem a strażakami.

Raport NIK, milczące syreny, brak OSP przy stole kryzysowym, a teraz spór o paliwo, sprzęt i… szacunek. Burmistrz tłumaczy się konferencjami. Strażacy mówią, że mają dość.

Co się naprawdę wydarzyło między Michałem Piszko a OSP Kłodzko po wrześniu 2024?

Po wrześniowej powodzi w Kłodzku zostały nie tylko zniszczone ulice, piwnice pełne błota i rachunki za odbudowę. Został też konflikt, który dziś wraca z coraz większą siłą. Chodzi o relacje między burmistrzem Michałem Piszko a OSP Kłodzko. Formalnie spór dotyczy finansowania jednostki i sposobu jej traktowania przez miasto. W praktyce chodzi o coś większego: o pamięć po powodzi i o to, kto wtedy naprawdę ciągnął bezpieczeństwo miasta.

Ten spór nie wziął się znikąd. Widać to dopiero wtedy, gdy zestawi się kilka rzeczy obok siebie: raport NIK, wypowiedzi burmistrza po powodzi, oświadczenia strażaków i późniejsze publikacje dotyczące straży miejskiej. Każda z tych historii osobno wygląda jeszcze jak kolejny lokalny konflikt. Razem zaczynają układać się w dużo mniej wygodny obraz.

❗ Co raport NIK mówi o miejscu OSP

Najbardziej konkretny dokument w tej sprawie to wystąpienie pokontrolne Najwyższej Izby Kontroli dotyczące Urzędu Miasta w Kłodzku. NIK zarzuciła burmistrzowi, że nie zapewnił właściwego współdziałania miejskich służb z jednostką OSP działającą na terenie miasta. Wskazała też, że przedstawiciel OSP nie został powołany do Miejskiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego, choć powinien się tam znaleźć.

To nie jest tylko uwaga dla urzędników od papierów. Jeżeli miasto ma działający system kryzysowy, to strażacy ochotnicy nie powinni być dopisywani na końcu, kiedy już trzeba nosić worki i wypompowywać wodę. Powinni być obecni wcześniej, przy wymianie informacji i przy decyzjach. Z raportu wynika, że w Kłodzku tak się nie stało.

Dla mieszkańców takie ustalenie może brzmieć sucho, ale jego sens jest prosty. Ci sami ludzie, którzy potem byli potrzebni na ulicach, wcześniej nie mieli pełnego miejsca w oficjalnym układzie reagowania. To ważne, bo dzisiejszy spór między ratuszem a OSP nie wygląda już wtedy jak zwykła obraza po jednej czy drugiej stronie. Wygląda raczej jak konsekwencja starszego problemu.

❗Powódź, chaos i brak zaufania

Po powodzi Michał Piszko publicznie mówił, że o pęknięciu tamy dowiedział się od dziennikarki. Nie od struktur powiatowych, nie od Wód Polskich. Ta wypowiedź mocno wybrzmiała, bo pokazywała skalę zamieszania w pierwszych godzinach zagrożenia.

Do tego doszły późniejsze ustalenia NIK, która oprócz kwestii związanych z OSP wskazała też na brak ogłoszenia pogotowia i alarmu przeciwpowodziowego oraz brak użycia systemu syren alarmowych. To już nie jest kwestia jednej spóźnionej informacji. To opis szerszej niewydolności: obieg informacji, formalne decyzje, alarmowanie mieszkańców i współpraca ze służbami nie złożyły się w sprawny mechanizm.

W takich warunkach zaufanie bardzo szybko się rozsypuje. Najpierw między mieszkańcami a urzędem. Potem między ludźmi, którzy byli na pierwszej linii, a tymi, którzy formalnie zarządzali kryzysem. I właśnie z tego miejsca wyrasta dzisiejsze napięcie wokół OSP.

👉🏻Oświadczenie strażaków nie wzięło się z próżni

W kwietniu 2026 roku OSP Kłodzko opublikowało oświadczenie odnoszące się do ujawnionych screenów rozmów burmistrza i komendanta straży miejskiej. Strażacy napisali, że cała sytuacja budzi ich duże zaniepokojenie. Zażądali wyjaśnień oraz usunięcia przeszkód, które – ich zdaniem – utrudniają funkcjonowanie jednostki. Wprost padł też temat finansowania.

To był istotny moment. Do tej pory można było mówić, że strażacy po prostu są niezadowoleni z decyzji ratusza. Po tym oświadczeniu stało się jasne, że sami widzą problem szerzej. Nie tylko jako spór o pieniądze, lecz także jako sprawę szacunku, komunikacji i sposobu traktowania ich przez władze miasta.

Warto tu zachować ostrożność. Publikowane screeny funkcjonują w obiegu medialnym i muszą być odnoszone do stanowisk wszystkich stron. Nie zmienia to jednak faktu, że ich skutki polityczne są realne. OSP publicznie pokazała, że przestała ufać burmistrzowi i jego otoczeniu.

❗ Spór o pieniądze to tylko powierzchnia

Później konflikt stał się bardziej przyziemny, ale wcale nie mniej ważny. Z publikacji DAMI i wypowiedzi strażaków wynika, że spór dotyczył m.in. zakupu agregatu wodno-pianowego oraz rozliczenia kosztów paliwa i innych bieżących wydatków. Strażacy twierdzili, że urząd nie odpowiedział na wniosek zakupowy, mimo że odpowiednie środki miały znaleźć się w budżecie. Podnosili także kwestię odmowy zwrotu ponad 10 tys. zł wydanych na paliwo i funkcjonowanie jednostki.

Jeżeli taki opis jest trafny, to problem nie polega tylko na tym, że strony się nie lubią. Problem polega na tym, że jednostka mająca odpowiadać za gotowość do działań ratowniczych zaczyna działać w warunkach niepewności finansowej. A to już nie jest sprawa wizerunkowa. To jest sprawa bezpieczeństwa.

Tu właśnie pojawia się najbardziej drażliwe pytanie: czy miasto miało po prostu bałagan organizacyjny, czy też relacje z OSP zaczęły wpływać na decyzje finansowe? Na to pytanie dziś nie ma twardej, zamykającej odpowiedzi. Ale trudno udawać, że go nie ma.

❗Straż miejska dokłada do tego własny cień

Osobnym problemem jest to, że konflikt z OSP nie toczy się w próżni. W tle jest afera dotycząca straży miejskiej: nagrania z interwencji, zarzuty dotyczące sposobu traktowania zatrzymanych, a potem materiały opisujące relacje między komendantem a burmistrzem.

To ważne nie dlatego, że wszystko trzeba wrzucić do jednego worka, ale dlatego, że mieszkańcy zaczynają patrzeć na te sprawy łącznie. Gdy najpierw wychodzi raport NIK o zaniedbaniach w systemie kryzysowym, potem strażacy mówią o problemach ze współpracą i finansowaniem, a później pojawiają się materiały o kulturze działania straży miejskiej, tworzy się bardzo konkretny klimat polityczny. W takim klimacie każda kolejna decyzja władz miasta jest czytana gorzej niż wcześniej.

Nie trzeba nawet rozstrzygać wszystkiego z góry. Wystarczy zobaczyć, jak ten obraz działa społecznie. Zamiast opowieści o wspólnym wyciąganiu wniosków po powodzi mamy kolejne pęknięcia: między ratuszem a strażakami, między urzędem a mieszkańcami, między formalnym systemem a ludźmi, którzy faktycznie byli potrzebni.

❗ To już nie jest zwykły lokalny spór

Najwygodniej byłoby uznać, że chodzi tylko o kolejną awanturę w mieście, trochę ambicji, trochę złych emocji, trochę przepychanek o faktury. Tyle że ta wersja przestaje się bronić. Za dużo rzeczy na siebie nachodzi.

Raport NIK pokazuje, że OSP nie miała takiego miejsca w systemie, jakie mieć powinna. Powódź pokazała, że komunikacja i alarmowanie mieszkańców nie działały tak, jak powinny. Oświadczenia strażaków pokazują, że po wszystkim nie nastąpiło odbudowanie zaufania. A spór finansowy dołożył do tego pytanie, czy miasto naprawdę traktuje OSP jako partnera, czy raczej jako kłopotliwy element, który trzeba trzymać na dystans.

To dlatego konflikt Michała Piszki z OSP Kłodzko jest dziś czymś więcej niż zwykłym konfliktem instytucjonalnym. To sprawdzian, czy po katastrofie publiczna władza potrafi uznać znaczenie tych, którzy byli potrzebni najbardziej. Na razie z tego obrazu nie wynika, żeby w Kłodzku udało się to zrobić do końca.

Źródła: wystąpienie pokontrolne Najwyższej Izby Kontroli dotyczące Urzędu Miasta w Kłodzku; publikacje DAMI: „Pogarda władzy? Skandaliczne screeny z Kłodzka!”, „Oświadczenie OSP Kłodzko”, „Coraz słabiej wypada Michał Piszko burmistrz Kłodzka!”; materiały o powodzi i komunikacji kryzysowej w Kłodzku; materiały o aferze straży miejskiej.

☝🏻Nota prawna: Materiał ma charakter prasowy, analityczny i publicystyczny. Został opracowany na podstawie publicznie dostępnych dokumentów oraz opublikowanych materiałów medialnych. Odniesienia do screenów, korespondencji, nagrań oraz motywacji poszczególnych osób opierają się na relacjach źródłowych i stanowiskach stron, nie przesądzają natomiast samodzielnie autentyczności wszystkich publikowanych materiałów ani odpowiedzialności prawnej konkretnych osób. Materiał dotyczy osób pełniących funkcje publiczne oraz spraw związanych z bezpieczeństwem mieszkańców, co uzasadnia jego społeczne znaczenie. Osoby i instytucje wymienione w tekście zachowują prawo do przedstawienia stanowiska, sprostowania lub odpowiedzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *