741 DNI 'ZIELONEGO ŚWIATŁA’. JAK KONFERENCJA KIERWIŃSKIEGO PRZYKRYŁA SPÓR O SAMO ISTNIENIE POZWOLENIA
28 marca 2025 roku czworo przedstawicieli władzy — rządowej, wojewódzkiej i samorządowej — stanęło na koronie zapory w Pilchowicach i ogłosiło porozumienie. Cztery dni wcześniej Wody Polskie oficjalnie stwierdziły, że kluczowe pozwolenie na modernizację tego obiektu wygasło. Z zapisu tej konferencji wynika też coś, czego wcześniej nie było wiadomo: sam minister przyznał wtedy, że martwi go, jak długo trwało dojście do porozumienia, a prezes Tauronu otwarcie mówił o brakującym finansowaniu na długo, zanim temat „trafił” na jesienne forum w Jeleniej Górze. Dwadzieścia dwa miesiące po powodzi okazało się, że nikt formalnie nie odpowiadał za bezpieczeństwo przeciwpowodziowe zapory — a gestora znaleziono dopiero wtedy, gdy w Bobrze popłynęły tony śniętych ryb.

CZTERY MIKROFONY, JEDEN KOMUNIKAT SPRZED CZTERECH DNI
28 marca 2025 roku na koronie zapory w Pilchowicach stają obok siebie cztery osoby: minister ds. odbudowy Marcin Kierwiński, wojewoda dolnośląska Anna Żabska, prezes Tauron Ekoenergia Grzegorz Lot oraz burmistrz Wlenia Artur Zych. Ton spotkania jest uspokajający. Kierwiński mówi o porozumieniu i „zielonym świetle” dla prac. Instytucje państwowe, zapewnia, będą na bieżąco monitorować sytuację, „aby mieszkańcy mieli prawo czuć się bezpiecznie”. Prezes Lot dorzuca, że spółka ma już wszystkie niezbędne zgody i zaczyna inwestycję „tu i teraz”.
Nikt z czwórki nie wspomina wprost o jednym fakcie: cztery dni wcześniej, 24 marca 2025 roku, Wody Polskie RZGW Wrocław opublikowały oficjalny komunikat, że pozwolenie wodnoprawne na modernizację zapory z 2021 roku wygasło 12 grudnia 2024 roku z mocy samego prawa — bo inwestor przez trzy lata nie rozpoczął prac. Dzień później, 25 marca, Tauron ten komunikat zdementował. Ze sceny Lot mówi, że tego samego dnia „Wody Polskie zakomunikowały, że uznają nasze pozwolenie” i że „wszystko, co było potrzebne, zostało zrealizowane”.
To nie jest tylko luźna wypowiedź na mikrofon, którą można by złożyć na karb emocji chwili. Tego samego dnia, 28 marca 2025 roku, Tauron opublikował oficjalny komunikat prasowy („Kolejny etap remontu zapory w Pilchowicach”) z pisemnym stanowiskiem w tej samej sprawie: „pozwolenia wodnoprawne wydane w 2021 r. pozostają ważne”. To zdanie, opublikowane na firmowej stronie medialnej spółki, stoi w bezpośredniej sprzeczności z komunikatem RZGW Wrocław sprzed czterech dni — i nikt spośród czterech osób stojących na scenie tego dnia tej sprzeczności nie odnotował, nie wyjaśnił, ani nawet nie zasygnalizował jako otwartej kwestii.
To nie jest sytuacja, w której „coś wyszło na jaw dopiero po fakcie” i można usprawiedliwiać uczestników konferencji niewiedzą. Spór o ważność kluczowego pozwolenia był w dniu konferencji świeżą, publicznie dostępną informacją administracyjną, opublikowaną przez organ państwowy — nie plotką z mediów społecznościowych, nie spekulacją mieszkańców. Cztery dni to wystarczająco dużo czasu, żeby ktokolwiek z biura prasowego czterech zaangażowanych instytucji przeczytał komunikat RZGW przed wejściem przed kamery — a mimo to spółka poszła dalej i w piśmie firmowym ogłosiła stan prawny odwrotny do tego, co ogłosił regulator.
Co więcej — z zapisu konferencji wynika, że minister sam miał wątpliwości co do tempa całej sprawy, choć wybrzmiały one dopiero pod koniec spotkania, po części poświęconej sukcesowi. Odpowiadając na pytanie o rolę Wód Polskich, Kierwiński mówi: „żeby było jasne, jestem bardzo zmartwiony, że tak długo to trwało, że to porozumienie zostało zawarte”. To zdanie pada z ust tej samej osoby, która kilka minut wcześniej ogłosiła „zielone światło” jako dobrą wiadomość bez zastrzeżeń. Sam minister najwyraźniej wiedział, że coś w tym sukcesie nie do końca zagrało — tylko powiedział to ściszonym głosem, na końcu, już nie w części przeznaczonej na główne cytaty dnia.
Tę samą konferencję Kierwiński określa wprost jako wzorzec działania rządu: „tak właśnie ma wyglądać odbudowa plus” — mówi, zamykając spotkanie. To zdanie warto zapamiętać. Piętnaście miesięcy później, gdy w Bobrze będą pływać tony śniętych ryb, a formalnego gestora bezpieczeństwa przeciwpowodziowego trzeba będzie szukać w pośpiechu, to właśnie ten wzorzec — konferencja, uspokajające słowa, brak twardych ustaleń — okaże się jego jedynym namacalnym efektem.
CO WOJEWODA RZECZYWIŚCIE ZAWINIŁA — I CZEGO NIE
Zanim pójdziemy dalej, trzeba postawić sprawę precyzyjnie, bo łatwo tu o pokusę uproszczenia, które nie wytrzyma konfrontacji z przepisami.
Wyznaczanie i zatwierdzanie gestora funkcji przeciwpowodziowej obiektu piętrzącego nie jest i od reformy z 2018 roku nie może być kompetencją wojewody. Leży to wyłącznie w gestii Wód Polskich — konkretnie Dyrektora właściwego Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej. Wojewoda dolnośląska formalnie odpowiada za dwie inne rzeczy: stronę budowlaną inwestycji oraz ogólne zarządzanie kryzysowe na terenie województwa. To są odrębne podstawy odpowiedzialności — i mylenie ich prowadzi do fałszywego zarzutu, który każdy prawnik administracyjny obali w jednym zdaniu.
CO TO OZNACZA W PRAKTYCE DLA OCENY DZIAŁAŃ WOJEWODY ŻABSKIEJ? TRZY RZECZY, I TYLKO TRZY:
Po pierwsze — 741 dni. Wniosek o pozwolenie na budowę remontu zapory Tauron złożył 10 marca 2023 roku. Dolnośląski Urząd Wojewódzki wydał decyzję 20 marca 2025 roku — jak przyznał sam Tauron w oświadczeniu z 25 marca 2025 roku, było to „po 741 dniach (od 10.03.2023)” od złożenia wniosku. Ponad dwa lata na decyzję administracyjną w sprawie obiektu, który kilka miesięcy wcześniej omal nie uległ katastrofie podczas powodzi. Mimo to na konferencji 28 marca wojewoda sama oceniła to tempo, mówiąc, że sprawa „została pozytywnie rozpatrzona w jak najszybszym możliwym terminie”. Zestawienie liczby 741 z określeniem „najszybszy możliwy termin” nie wymaga już komentarza — broni się samo.
Po drugie — udział w konferencji z 28 marca. Nawet jeśli sprawa gestora nie należała do wojewody, to udział w publicznym ogłoszeniu „porozumienia” i „zielonego światła” w sytuacji, gdy cztery dni wcześniej ujawniono spór o ważność pozwolenia — już należał. Wojewoda, tak jak pozostała trójka na scenie, firmowała swoim nazwiskiem i obecnością komunikat, który pomijał milczeniem świeżo opublikowany fakt administracyjny. To nie jest zaniedbanie kompetencyjne — to jest zaniedbanie komunikacyjne, ale równie realne.
Adresatem zarzutu o brak gestora nie jest więc wojewoda dolnośląska. Jest nim administracja rządowa i Wody Polskie — instytucje, które przez ponad dwa lata po powodzi nie wykonały zadania, które ustawowo od 2018 roku należy wyłącznie do nich.
Po trzecie — zarządzanie kryzysowe. Niezależnie od sporu o gestora funkcji przeciwpowodziowej, art. 14 ustawy o zarządzaniu kryzysowym czyni wojewodę organem odpowiedzialnym za monitorowanie zagrożeń i organizację ochrony infrastruktury krytycznej na terenie województwa — a zapora w Pilchowicach się do niej zalicza. To obowiązek odrębny od kompetencji Wód Polskich. Do tego wątku wrócimy w kolejnym artykule.
PROBLEM Z PIENIĘDZMI NA „PLUS” NIE WYSZEDŁ NA JAW W PAŹDZIERNIKU. WYSZEDŁ 28 MARCA
Dotychczas ten wątek datowaliśmy na 30 października 2025 roku — dzień Forum w Jeleniej Górze, gdzie Tauron miał po raz pierwszy zasygnalizować, że rozszerzenie zakresu prac (zwiększenie przepustowości, dodatkowe środki) wymaga wsparcia z zewnątrz. Zapis konferencji z 28 marca pokazuje, że to datowanie trzeba przesunąć o siedem miesięcy wstecz.
Już wtedy, w obecności ministra, prezes Lot mówi wprost, że żeby doprowadzić do pełnego zabezpieczenia funkcji przeciwpowodziowej, potrzeba pieniędzy spoza budżetu spółki: „musimy uzyskać wsparcie instytucji zewnętrznych […] to jest krytyczny czynnik do sukcesu”. Pytany wprost o źródło finansowania tej części prac, odpowiada, że są dwie możliwości: albo znajdzie się zewnętrzny fundusz na koszty związane z bezpieczeństwem, albo dołożą się „Wody Polskie albo jakaś inna instytucja”. Kierwiński na to nie odpowiada niczym konkretnym — ogranicza się do zapewnienia, że będzie rozmawiał z Wodami Polskimi.
To oznacza, że minister wiedział o brakującym finansowaniu funkcji przeciwpowodziowej od pierwszego dnia całej sprawy — usłyszał to osobiście, na scenie, z ust prezesa spółki, siedem miesięcy przed konferencją w Jeleniej Górze, na której temat ten miał rzekomo „wypłynąć”. Różnica między tymi dwoma momentami nie jest różnicą w wiedzy — jest różnicą w tym, kiedy komuś opłacało się o tej wiedzy głośno mówić.

TAURON NA PIŚMIE: „TO NIE NASZA SPRAWA” — DZIEŃ „ZIELONEGO ŚWIATŁA”
Najmocniejszy dokument tej sprawy to nie żaden przeciek ani ustalenie dziennikarskie. To oficjalny komunikat prasowy samego Taurona, opublikowany na jego własnej stronie medialnej dokładnie 28 marca 2025 roku — w dniu konferencji, obok niej, nie w sprzeczności z nią, tylko jako jej formalne dopełnienie. Spółka pisze tam wprost:
„TAURON odpowiedzialny jest za wytwarzanie energii elektrycznej, a Wody Polskie za ochronę przeciwpowodziową.”
I dalej — że jeśli 100% kosztów prac spadnie na Tauron, doprowadzi to do „trwałej nierentowności infrastruktury energetycznej” zlokalizowanej na terenie zapory. Prezes Lot dodaje w tym samym komunikacie, że spółka „będzie aktywnie zabiegać o współfinansowanie inwestycji ze środków instytucji odpowiedzialnych za ochronę hydrologiczną regionu”.
Zestawmy to z ustaleniem, które pojawi się w tej sprawie dopiero 22 miesiące później — że dla funkcji przeciwpowodziowej zapory formalnie nie ma gestora. Otóż jest: to Tauron, we własnym imieniu, na piśmie, w dniu triumfalnej konferencji, sam przypisał tę odpowiedzialność Wodom Polskim — instytucji, która w tym samym tygodniu ogłosiła spór o ważność pozwolenia spółki. Innymi słowy: strona najbardziej zainteresowana tym, żeby ktoś inny płacił za bezpieczeństwo przeciwpowodziowe, zawczasu i pisemnie ustaliła, kto — jej zdaniem — powinien być tym płatnikiem. Wody Polskie nigdy formalnie tego nie potwierdziły. I przez kolejne dwa lata nikt tego rozstrzygnięcia nie wymusił.
Ten sam komunikat pozwala też skorygować jeden szczegół z zapisu samej konferencji: ekspert przedstawiony tam jako „prezes Ekoprojekt”, zapewniający o braku pęknięć w konstrukcji zapory, to w rzeczywistości Marcin Kłosiński, Prezes Zarządu Energoprojekt Warszawa — firmy, która, jak podaje sam komunikat, była wykonawcą dokumentacji projektowej remontu. To istotna różnica względem obrazu „niezależnego eksperta zewnętrznego”, jaki sugerowała konferencja: opinia o bezpieczeństwie konstrukcji pochodzi od firmy, która sama tę dokumentację projektową przygotowała — czyli w pewnym sensie ocenia trafność własnej pracy, nie pracy kogoś innego.

DWADZIEŚCIA DWA MIESIĄCE CISZY, DWA TYGODNIE GORĄCZKOWEGO DZIAŁANIA
Prześledźmy oś czasu.
Wrzesień 2024. Powódź. Woda przelewa się przez koronę zapory, zalewa Pilchowice, Nielestno, Wleń, Lwówek Śląski i Bolesławiec.
28 marca 2025. Konferencja na koronie zapory. „Zielone światło”, porozumienie, uspokajające deklaracje czterech instytucji jednocześnie — mimo świeżo ujawnionego sporu o ważność pozwolenia.
30 października 2025. III Dolnośląskie Forum Przeciwpowodziowe w Jeleniej Górze. Tauron prezentuje wariant rozszerzonej modernizacji (+30% przepustowości, szacowany koszt ok. 50 mln zł). Posłanki KO deklarują poparcie. Przedstawiciel Wód Polskich mówi o „dobrej współpracy” — bez żadnej konkretnej deklaracji finansowej. Precyzyjna kwota — 53,4 mln zł** — skrystalizuje się dopiero kilka tygodni później, w listopadzie i grudniu 2025 roku, gdy Tauron ogłosi przetarg i wyłoni wykonawcę.
29–30 czerwca 2026. Podczas fazy całkowitego opróżniania zbiornika — etapu zaplanowanego w oficjalnym harmonogramie Taurona na 15.06–20.07.2026, następującego bezpośrednio po zakończeniu okresu ochronnego tarła ryb (16.03–14.06.2026) — dochodzi do katastrofy ekologicznej: masowe śnięcie ryb, skażenie Bobru, zakaz korzystania z rzeki wydany rozporządzeniem wojewody. Minister klimatu publicznie wskazuje na niedopełnienie obowiązków przez inwestora. Prokuratura wszczyna śledztwo.
9 lipca 2026. Pierwsze posiedzenie powołanej przez Tauron Rady Społecznej — za zamkniętymi drzwiami, bez konkretnych deklaracji.
Tego samego dnia, 9 lipca 2026. Sejmik Województwa Dolnośląskiego jednogłośnie podejmuje uchwałę nr XXIX/796/26, przyznającą gminie Wleń 5 114 174,00 zł pomocy finansowej z budżetu województwa — jako wkład własny do dotacji celowej z budżetu państwa na zadanie „EW Pilchowice I – Modernizacja Obiektów Zbiornika Wodnego”. Uchwała precyzuje zakres: przebudowa sztolni obiegowej i upustu powierzchniowego — czyli dokładnie ten sam techniczny zakres, o którym mówiono na Forum w październiku 2025 roku jako o wariancie zwiększającym przepustowość o 30%. Jak precyzuje Lwówek24.pl, ta kwota stanowi wymagany 20-procentowy wkład własny, który odblokowuje ponad 20,4 mln zł z budżetu państwa — łączny koszt tej części inwestycji to 25 mln zł.
16 lipca 2026. Konferencja prasowa na koronie zapory z udziałem marszałka województwa Pawła Gancarza, wicewojewody dolnośląskiego Artura Jurkowskiego, burmistrza Wlenia Artura Zycha oraz radnych sejmiku i przedstawicieli powiatu lwóweckiego, ogłaszająca przyznane środki jako sukces. Ten sam moment odsłania, ile pracy — i ile czasu — kosztowało dojście do tego punktu.
Od powodzi do uchwały sejmiku minęło 22 miesiące.
KATASTROFA NIE ZŁAMAŁA HARMONOGRAMU. WYDARZYŁA SIĘ DOKŁADNIE TAM, GDZIE HARMONOGRAM JĄ PRZEWIDYWAŁ
Warto sprostować jedną rzecz, zanim przejdziemy dalej — bo łatwo o uproszczenie, które nie wytrzyma konfrontacji z dokumentacją samej inwestycji. Oficjalny harmonogram opróżniania zbiornika, opublikowany przez Tauron, pokazuje, że okres 16 marca – 14 czerwca 2026 roku był celowo wydzielony jako okno ochronne, w którym zbiornik utrzymywano na częściowo obniżonym poziomie właśnie po to, żeby umożliwić rybom przeprowadzenie tarła. Dopiero kolejny etap — 15 czerwca do 20 lipca 2026 roku — przewidywał całkowite opróżnienie zbiornika.
Katastrofa z 29–30 czerwca 2026 roku nastąpiła więc nie wbrew harmonogramowi, tylko w jego środku — w fazie, która była od miesięcy zaplanowana, upubliczniona i formalnie następowała już po zakończeniu okresu ochronnego. To nie jest wina terminu. Pozwolenie wodnoprawne, jak potwierdza komunikat RZGW Wrocław z 1 lipca 2026 roku, nakładało na Tauron konkretne, nazwane wprost obowiązki na czas prac: utrzymanie przepływu nienaruszalnego, zapewnienie nadzoru ichtiologicznego podczas prac powodujących czasowe odwodnienie, prowadzenie robót bez zanieczyszczania wód oraz monitorowanie warunków hydrologicznych. Nadzór ichtiologiczny nie był więc ogólnikiem ani domysłem — był osobnym, precyzyjnie sformułowanym warunkiem administracyjnym, przypisanym dokładnie do sytuacji, w jakiej doszło do katastrofy.
To przesuwa ciężar pytania: skoro obowiązek nadzoru nad rybami podczas odwadniania był zapisany wprost, katastrofa wskazuje nie na lukę w przepisach, tylko na wykonanie — czy nadzór ichtiologiczny w ogóle był prowadzony, a jeśli tak, to dlaczego nie zapobiegł skali strat. Sam komunikat RZGW nie odpowiada na to pytanie. Co więcej, sam jego ton to dowód reaktywności, nie prewencji: Wody Polskie piszą, że działania podjęły „od chwili uzyskania informacji o wystąpieniu śniętych ryb” — czyli zareagowały na zgłoszenie, a nie wykryły problem w ramach własnego nadzoru. Żadne zdanie komunikatu nie mówi, czy obowiązek nadzoru ichtiologicznego był w ogóle realizowany przed katastrofą, ani czy Wody Polskie zamierzają to wyjaśnić w trybie kontrolnym, a nie tylko poczekać na wyniki analiz WIOŚ.

„WIELOTOROWOŚĆ WŁASNOŚCI” — SAMORZĄD SAM NAZYWA PROBLEM, KTÓREGO ADMINISTRACJA RZĄDOWA NIE POTRAFIŁA ROZWIĄZAĆ
Na konferencji 16 lipca 2026 roku, ogłaszającej przyznanie środków dla gminy Wleń, marszałek Paweł Gancarz nazywa gminę wprost „inwestorem” części przeciwpowodziowej — potwierdzając formalnie rolę, o której wcześniej można było mówić tylko pośrednio. Ale najbardziej wymowne zdanie tego dnia pada z ust radnej sejmiku Ewy Kocemby, dziękującej burmistrzowi Zychowi za wzięcie na siebie ciężaru realizacji:
„przy wielotorowości własności i zarządzających tym obiektem, wziąć na siebie ten ciężar wykonania tego remontu, naprawdę stanowi o dużej dozie [odwagi]”
To zdanie robi coś, czego przez 22 miesiące nie zrobił żaden oficjalny dokument: nazywa problem wprost, z ust osoby będącej częścią systemu, nie z zewnętrznej analizy. Lokalny portal Lwówecki.info idzie jeszcze dalej i formułuje to samo zjawisko bez dyplomatycznej otoczki: „Problem pojawił się, gdy wszyscy doszli do wniosku, że rolą Taurona nie jest ochrona przeciwpowodziowa”. To nie jest nasza interpretacja — to zdanie lokalnej redakcji, opisujące dokładnie ten sam mechanizm, o którym Tauron pisał już 28 marca 2025 roku, tylko teraz nazwany wprost, bez korporacyjnego opakowania.
JAK TO JEST W OGÓLE MOŻLIWE PRAWNIE: UMOWA UŻYCZENIA ZAMIAST GESTORA
To odpowiada na pytanie, które dotąd wisiało w powietrzu: skoro gmina Wleń nie jest właścicielem zapory, jak w ogóle może być formalnie „inwestorem” remontu jej fragmentu? Odpowiedź, ujawniona przez Lwówecki.info, jest równie pomysłowa, co wymowna. W maju 2026 roku Rada Miasta i Gminy Wleń upoważniła burmistrza Artura Zycha do zawarcia z Tauron Ekoenergia umowy użyczenia — dokumentu dającego gminie ograniczony tytuł prawny do wybranych elementów zapory (części sztolni obiegowej z szybem zasuw, niecki wypadowej przelewu, zaworów wylotowych upustów dennych) wyłącznie po to, żeby gmina mogła ubiegać się o dotację celową, ją pozyskać i rozliczyć. W dokumentacji finansowej zadanie to opisano jako „inwestycję w cudzy środek trwały” — sformułowanie księgowe, które samo w sobie oddaje absurd sytuacji: samorząd inwestuje w bezpieczeństwo przeciwpowodziowe obiektu, który do niego nie należy, bo nie było innej prawnej furtki, żeby te pieniądze w ogóle mogły trafić do systemu.
Umowa wprost zastrzega, że gmina nie przejmuje obowiązków właściciela ani zarządcy zapory — za eksploatację, utrzymanie, bezpieczeństwo techniczne i trwającą modernizację nadal w pełni odpowiada Tauron. Gmina dostaje wyłącznie prawo do korzystania z wybranych fragmentów obiektu w zakresie niezbędnym do przygotowania, realizacji i rozliczenia tej jednej, konkretnej inwestycji.
To potwierdza i pogłębia to, co radna Kocemba nazwała „wielotorowością własności i zarządzania” — teraz widzimy to nie jako retoryczny opis, tylko jako realną konstrukcję prawną. Gmina Wleń nie stała się rzeczywistym gestorem funkcji przeciwpowodziowej w sensie instytucjonalnym. Wynajęła sobie prawo do fragmentu cudzego majątku, żeby móc wypełnić formularz dotacyjny. To rozwiązanie księgowo-prawne, nie strukturalne — obchodzi brak gestora, zamiast go naprawiać. Komentarze czytelników pod tekstem Lwówecki.info trafiają w to dokładnie: „a gdzie jest ministerstwo środowiska i wody polskie, mała gmina która ucierpiała w powodzi teraz ma modernizować zaporę”.
Wicewojewoda Artur Jurkowski dodaje do tego istotny szczegół czasowy. Mówi, że wypracowanie „jakiejś formuły działania” zajęło pół roku pracy — z udziałem Taurona i „wielu innych podmiotów” — i że było to „bardzo trudne”. Licząc wstecz od uchwały sejmiku (9 lipca 2026), daje to punkt startowy gdzieś na przełomie 2025 i 2026 roku — co dobrze koresponduje z majową uchwałą Rady Miasta i Gminy Wleń o umowie użyczenia. Zestawmy to z wcześniej ustalonym faktem: Tauron sygnalizował potrzebę zewnętrznego finansowania funkcji przeciwpowodziowej już 28 marca 2025 roku. Między sygnałem a rozpoczęciem aktywnego „szukania formuły” upłynęło więc około dziewięciu miesięcy ciszy, zanim ruszyła praca, która sama zajęła kolejne pół roku.
Marszałek przywołuje też na tej konferencji konkretny straszak: chęć uniknięcia powtórki z sytuacji w Stroniu Śląskim, gdzie we wrześniu 2024 roku doszło do przerwania wału zbiornika retencyjnego na potoku Morawka. To porównanie jest w pełni uzasadnione faktograficznie — katastrofa w Stroniu Śląskim rzeczywiście miała miejsce, zalała Stronie Śląskie, Lądek-Zdrój i Kłodzko, a Prokuratura Okręgowa w Świdnicy wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania katastrofy budowlanej, rozszerzone później o wątek niedopełnienia obowiązków przez starostę kłodzką. Warto jednak zauważyć, że to porównanie działa w obie strony ostrzej, niż zapewne zamierzał marszałek: rok po katastrofie w Stroniu Śląskim śledztwo wciąż nie doprowadziło do żadnych zarzutów. To dokładnie ten sam wzorzec, który opisujemy w Pilchowicach — obiekt hydrotechniczny w Dolnośląskiem, katastrofa, śledztwo w sprawie zaniedbań administracyjnych, i rozliczenie, które nie nadchodzi.
Na tej samej konferencji pada też konkretna liczba, dotąd nieużywana: łączne straty w dolinie Bobru po powodzi z września 2024 roku szacowane są na 200 mln zł. A wicewojewoda dolnośląski Artur Jurkowski precyzuje wreszcie techniczny sens „wariantu rozszerzonego” w jednostkach fizycznych, nie tylko w procentach: rozbudowa sztolni obiegowej i upustów powierzchniowych ma zwiększyć zdolność odprowadzania wody o ok. 180 metrów sześciennych na sekundę. Lwówecki.info precyzuje to jeszcze bardziej: chodzi o zastąpienie trzech istniejących rurociągów sztolni obiegowej dwoma przewodami o większej średnicy, przebudowę dna przelewu powierzchniowego oraz modernizację systemów sterowania urządzeniami hydrotechnicznymi.
DOPIERO KATASTROFA URUCHOMIŁA TO, CZEGO NIE URUCHOMIŁA KONFERENCJA
Zestawmy te dwa fakty obok siebie, bo w tym zestawieniu tkwi sedno sprawy. Przez 22 miesiące po powodzi administracja — rządowa, wojewódzka, samorządowa i spółka Skarbu Państwa — produkowała wydarzenia medialne: konferencję na koronie zapory, forum w Jeleniej Górze, zapowiedzi, deklaracje poparcia od posłanek. Żadne z tych wydarzeń nie zaowocowało w tym czasie formalnym ustaleniem, kto odpowiada za bezpieczeństwo przeciwpowodziowe obiektu, ani konkretną uchwałą finansującą.
Dopiero katastrofa ekologiczna z końca czerwca 2026 roku — czyli zdarzenie, któremu sprawne zarządzanie kryzysowe miało zapobiec — wymusiła w ciągu dwóch tygodni to, czego nie udało się osiągnąć przez prawie dwa lata: konkretną uchwałę, konkretną kwotę, konkretny zakres prac.
To jest dowód na coś więcej niż opóźnienie jednej inwestycji. To jest dowód na to, jak administracja terenowa — łącznie z instytucjami odpowiedzialnymi za realizację programu „Odbudowa Plus” — traktuje konferencję prasową jako substytut zarządzania, a nie jako jego zapowiedź. Słowo „porozumienie” wypowiedziane 28 marca 2025 roku nie uruchomiło żadnego mechanizmu instytucjonalnego, który sam z siebie doprowadziłby do ustalenia gestora czy zabezpieczenia środków. Uruchomiła to dopiero katastrofa — a to oznacza, że przez prawie dwa lata mieszkańcy doliny Bobru żyli w przekonaniu o bezpieczeństwie, które nie miało pokrycia w żadnym konkretnym dokumencie administracyjnym.
CO TO OZNACZA DLA PROGRAMU „ODBUDOWA PLUS”
Program, którego twarzą i orędownikiem jest minister Kierwiński, miał być odpowiedzią na wnioski z powodzi 2024 roku — szybką, sprawną, ponad resortową koordynacją odbudowy infrastruktury krytycznej. Przykład Pilchowic pokazuje coś przeciwnego: konferencja prasowa z udziałem czterech instytucji nie jest dowodem koordynacji, tylko jej pozorem, jeśli nie towarzyszy jej ustalenie, która instytucja konkretnie za co odpowiada i w jakim terminie ma to potwierdzić dokumentem, a nie mikrofonem.
Wojewoda Żabska odpowiada za swój wycinek — opieszałość budowlaną i udział w przedwczesnej deklaracji sukcesu. Wody Polskie odpowiadają za swój — ponad dwuletnie niewywiązanie się z ustawowego obowiązku wyznaczenia gestora. Minister Kierwiński odpowiada za trzeci — firmowanie własnym nazwiskiem i autorytetem resortu ds. odbudowy komunikatu, który 28 marca 2025 roku nie miał pokrycia w faktycznym stanie administracyjnym sprawy, mimo że te fakty były publicznie dostępne od czterech dni.
Żadna z tych trzech odpowiedzialności nie wyklucza pozostałych dwóch. Ale żadna z nich też nie usprawiedliwia pozostałych — a to jest dokładnie ten rodzaj rozproszenia, które sprawia, że po katastrofie każda instytucja może wskazać na sąsiada, i żadna nie musi wziąć odpowiedzialności za całość.
*Źródła: oficjalny komunikat prasowy Tauron „Kolejny etap remontu zapory w Pilchowicach” (media.tauron.pl, 28.03.2025) oraz oświadczenie z 25.03.2025; komunikaty RZGW Wrocław z 24.03.2025 i 1.07.2026 (gov.pl/web/wody-polskie); nagrania konferencji prasowych z 28 marca 2025 r. i 16 lipca 2026 r.; artykuły Lwówecki.info, Architektura-Murator (3.07.2026) i Lwówek24.pl (17.07.2026); harmonogram opróżniania zbiornika publikowany przez Tauron; uchwała Sejmiku Województwa Dolnośląskiego nr XXIX/796/26 z 9.07.2026.*



