6 tysięcy złotych na szkolenia z medialnego wizerunku. A kto przeszkolił urzędników z ochrony danych mieszkańców?

Zarząd na FB bryluje, a w audycie dołuje

Starosta Wałbrzyski Leonard Górski, Wicestarosta Mirosław Lech oraz członkini Zarządu Powiatu Ewa Dorosz uznali, że warto zainwestować 6 tysięcy złotych publicznych pieniędzy w szkolenie z zakresu wizerunku i autoprezentacji medialnej. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że znacznie lepiej wydane byłyby pieniądze przeznaczone na szkolenie pracowników odpowiedzialnych za publikowanie dokumentów w Biuletynie Informacji Publicznej z zakresu RODO, anonimizacji dokumentów oraz ochrony danych osobowych.

Chcący pozostać anonimowym autor audytu przedstawił nam porażający obraz, który trudno nazwać inaczej niż kompromitacją standardów bezpieczeństwa informacji obowiązujących w Starostwie Powiatowym w Wałbrzychu.

Pozorna anonimizacja

Do redakcji TV DAMI Region trafił niezależny audyt obejmujący oświadczenia majątkowe publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej Powiatu Wałbrzyskiego z lat 2023–2025.

Wnioski są alarmujące.

Spośród 204 przebadanych rekordów142 oceniono jako niebezpieczne, ponieważ – jak wskazują autorzy/autor audytu – niejawna część B oświadczeń majątkowych nadal pozostawała w plikach PDF.

To oznacza, że dane, które zgodnie z przepisami nie powinny być publicznie dostępne, nie zostały fizycznie usunięte z dokumentów. W wielu przypadkach zostały jedynie przykryte białą warstwą lub adnotacją.

Innymi słowy – dokument wyglądał na zanonimizowany, choć w rzeczywistości poufne informacje nadal mogły pozostawać w jego strukturze.

Foto: FB ZIEMIA WAŁBRZYSKA

Problem można było zauważyć przypadkiem, bez wiedzy informatycznej. Różne

popularne czytniki PDF wyświetliły ten sam dokument odmiennie: jeden pokazywał

„białą kartkę”, a inny treść znajdującą się pod nią.

SYGNALISTA

Adresy ukryte tylko z pozoru

Autorzy/autor audytu wskazują, że problem dotyczy informacji znajdujących się w części B oświadczeń majątkowych, obejmujących m.in. adresy zamieszkania oraz położenie nieruchomości.

To właśnie te dane ustawodawca nakazuje wyłączyć z publicznego dostępu.

Audyt opisuje kilka mechanizmów pozostawienia tych informacji w plikach:

  • 128 przypadków pozostawienia danych pod białą odwracalną adnotacją,
  • 11 przypadków pozostawienia bazowego skanu pod dodatkową warstwą,
  • 2 przypadki, w których część B miała być całkowicie widoczna,
  • 1 przypadek pozostawienia danych pod inną odwracalną adnotacją.

Jedynie 62 dokumenty nie zawierały niejawnej części B.

To nie był pojedynczy błąd

Najbardziej niepokoi skala zjawiska.

Nie mówimy o jednym źle przygotowanym pliku.

Nie mówimy o pojedynczym pracowniku, który raz popełnił pomyłkę.

Mówimy o 142 dokumentach, które – według audytu – zawierały techniczne błędy mogące prowadzić do ujawnienia danych chronionych.

Autorzy wskazują również, że problem został wykryty przypadkowo podczas korzystania z różnych programów do odczytu plików PDF. Jeden czytnik wyświetlał jedynie białe zakrycie, inny pozwalał zobaczyć znajdującą się pod nim treść.

To oznacza, że zastosowana metoda anonimizacji mogła zależeć bardziej od używanego programu niż od rzeczywistego zabezpieczenia danych.

Audyt wskazuje nawet dwa szczególnie niebezpieczne przypadki

W raporcie opisano dwa dokumenty, w których – według autorów – część B pozostawała całkowicie widoczna.

Autorzy audytu celowo nie publikują samych danych ani treści niejawnych fragmentów. Wskazują jedynie identyfikatory dokumentów pozwalające zweryfikować wyniki analizy.

To odpowiedzialne podejście pokazuje, że celem audytu nie było ujawnianie prywatnych informacji, lecz wykazanie problemu systemowego.

Wizerunek ważniejszy od bezpieczeństwa danych?

Foto: FB ZIEMIA WAŁBRZYSKA

Najbardziej gorzkie w całej tej historii jest jednak coś zupełnie innego.

Zarząd Powiatu znalazł środki na szkolenia dotyczące wystąpień publicznych i medialnego wizerunku.

Jednocześnie wszystko wskazuje na to, że przez lata w Biuletynie Informacji Publicznej publikowano dokumenty, których anonimizacja – według przedstawionego audytu – w wielu przypadkach była jedynie pozorna.

Powstaje więc proste pytanie.

Czy naprawdę większym problemem dla władz powiatu było to, jak wypadają przed kamerami, niż to, czy dane mieszkańców i urzędników są właściwie chronione?

Bo jeśli audyt jest rzetelny, to konsekwencje mogą dotyczyć nie tylko wizerunku urzędu, ale przede wszystkim bezpieczeństwa osób, których adresy i inne dane miały pozostać niejawne.

Teraz czas na odpowiedzi

Redakcja dokonała wnikliwiej analizy tez zawartych w przesłanym nam audycie. Jej wyniki potwierdziły prawdziwość zawartych w nim informacji, a dokumenty na które powołuje się autor audytu w dalszym ciągu, w sposób niezabezpieczony widnieją na BIP.

Przedstawiony audyt nie przesądza odpowiedzialności konkretnego pracownika ani nie zastępuje postępowania prowadzonego przez właściwe organy. Opisuje jednak poważne techniczne nieprawidłowości, które – jeśli się potwierdzą – mogą oznaczać naruszenie zasad ochrony danych osobowych.

Dlatego mieszkańcy Powiatu Wałbrzyskiego mają prawo oczekiwać odpowiedzi na kilka podstawowych pytań:

  • od kiedy urząd wiedział o problemie,
  • ile osób mogło mieć dostęp do nieprawidłowo opublikowanych danych,
  • czy incydent został zgłoszony Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych,
  • czy osoby, których dane mogły zostać ujawnione, zostały o tym poinformowane,
  • oraz kto odpowiadał za przygotowanie i kontrolę publikowanych dokumentów.

Bo w administracji publicznej profesjonalizm nie powinien kończyć się na dobrym wizerunku przed kamerą. Powinien zaczynać się od rzetelnego wykonywania podstawowych obowiązków, a jednym z nich jest skuteczna ochrona danych osobowych powierzonych urzędowi przez obywateli.

Sprawą zainteresujemy odpowiednie instytucje państwowe stojące na straży ochrony danych osobowych i przestrzegania przepisów prawa w zakresie RODO.

Foto: FB ZIEMIA WAŁBRZYSKA

Autor:SZ