PERSONALNA ZAPORA W STAROSTWIE. WŁASNE PCZK OSTATNIE W KOLEJCE
Na podstawie wystąpień pokontrolnych NIK skierowanych do Starostwa Powiatowego w Kłodzku, Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego, RZGW Wrocław oraz urzędów miast Kłodzka, Lądka-Zdroju i Stronia Śląskiego, rekonstruujemy pełny obraz tego, co działo się w powiatowych i gminnych telefonach 15 września 2024 r. Informacja o katastrofie utknęła akurat tam, gdzie miała najbliżej do przejechania – w samym budynku Starostwa. Nie dotarła też tam, gdzie mieszkańcy potrzebowali jej najbardziej – do sąsiedniego Lądka-Zdroju. A dwaj burmistrzowie, którzy mieli ze sobą rozmawiać w kluczowym momencie, opisują tę rozmowę kontrolerom państwowym w dwóch sprzecznych wersjach. Burmistrz Stronia Śląskiego zadzwonił do starosty kłodzkiej wprost do gabinetu. Starosta poleciła przekazać wiadomość do Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego – które mieściło się w tym samym budynku. Polecenie nie zostało wykonane. Kilka godzin wcześniej, tego samego ranka, szef komórki odpowiedzialnej za PCZK miał – jak zeznał kontrolerom NIK – prosić starostę o dodatkowych pracowników i usłyszeć, że jak sobie nie radzi, to niech się zwolni z pracy. Prokuratura Okręgowa w Świdnicy właśnie dołączyła do śledztwa wątek dotyczący niedopełnienia obowiązków przez starostę kłodzką.

🔍 TRZY GODZINY, KTÓRYCH URZĄD NIE POTRAFI WYTŁUMACZYĆ
Według ustaleń Najwyższej Izby Kontroli pierwszym symptomem katastrofy było pojawienie się 15 września 2024 r. o godz. 10:15 przecieku przez część ziemną zapory w Stroniu Śląskim. Przeciek systematycznie się powiększał, aż o godz. 11:34 doszło do gwałtownego powiększenia wyrwy, co dla przeciętnego obserwatora mogło być odebrane jako moment przerwania zapory – zbiornik uległ niemal całkowitemu opróżnieniu w przedziale 11:34–13:20, przy czym najszybszy odpływ wody występował od 11:45 do 12:30. Reporter Radia Wrocław, opierając się na własnych ustaleniach, podaje zbliżony przebieg: woda przelewała się przez tamę od godz. 10:35, do całkowitego rozmycia wału doszło o 11:45, ale dopiero o godz. 13:05 Wody Polskie, jako zarządca obiektu, oficjalnie potwierdziły ten fakt. Oficjalne ostrzeżenie o przerwaniu zapory w Stroniu Śląskim trafiło na stronę internetową i BIP Starostwa – jak wynika z akt kontroli NIK – dopiero o godz. 13:26. Komunikat w mediach społecznościowych Starostwa Powiatowego w Kłodzku, jak ustalił reporter Radia Wrocław, pojawił się o godz. 13:33 – trzy godziny po przerwaniu wału.
Starosta i były Dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego Starostwa nie zaprzeczają tej osi czasu. Spór dotyczy tego, co działo się pomiędzy godz. 12:13 – kiedy starosta uzyskała pierwszą, wiarygodną informację o katastrofie – a momentem, w którym dowiedziały się o niej instytucje, które miały tę informację otrzymać jako pierwsze: własne Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego, Urząd Miasta Kłodzka i sąsiednie gminy.
🚪 STO METRÓW, KTÓRYCH NIKT NIE PRZESZEDŁ
O godz. 12:13 do starosty kłodzkiej Małgorzaty Jędrzejewskiej-Skrzypczyk zadzwonił burmistrz Stronia Śląskiego Dariusz Chromiec. Rozmowa trwała 3 minuty i 19 sekund, była prowadzona w trybie głośnomówiącym w gabinecie starosty, w obecności pracownika Wydziału Prasowego Starostwa. Sens przekazanej informacji był jednoznaczny: zapora runęła, miasto jest zatapiane, na dachach budynków są ludzie odcięci przez wodę, potrzebne są śmigłowce. Starosta – jak ustaliła NIK – poleciła obecnemu w gabinecie pracownikowi biura prasowego niezwłoczne przekazanie tej informacji byłemu Dyrektorowi Wydziału Zarządzania Kryzysowego, kierującemu wówczas pracami PCZK. Pracownik ruszył z I na II piętro budynku Starostwa. Przed drzwiami gabinetu natknął się na lokalną dziennikarkę i – kierując się zasadami savoir-vivre’u – przepuścił ją przodem, jako kobietę i gościa. To dziennikarka jako pierwsza poinformowała byłego Dyrektora ZKB o przerwaniu zapory, pokazując mu na telefonie nagranie zalewanego Stronia Śląskiego. Informacja, którą niósł pracownik biura prasowego, do adresata w ogóle nie dotarła – ustaliła to Najwyższa Izba Kontroli wprost w sekcji „Stwierdzone nieprawidłowości” swojego wystąpienia pokontrolnego.
Do PCZK – mieszczącego się w tym samym budynku Starostwa – informacja o przerwaniu zapory dotarła dopiero kilka minut po godz. 13:00, i to nie od starosty, lecz bezpośrednio od Wód Polskich, których pracownik zadzwonił z wyżej położonego terenu. Do gmin – Kłodzka i Miasta Kłodzka – PCZK próbowało przekazać potwierdzenie telefonicznie, bez skutku (prawdopodobnie z powodu przeciążenia sieci telekomunikacyjnej), a następnie dwukrotnie nadało komunikat radiowy na otwartym kanale, nie żądając potwierdzenia odbioru i nie otrzymując go od żadnego z odbiorców. NIK oceniła, że w tej sytuacji jedynym rzetelnym działaniem było wysłanie posłańca – do Urzędu Gminy Kłodzko oddalonego o ok. 100 metrów i do Urzędu Miasta oddalonego o ok. 400 metrów od Starostwa. Tego nie zrobiono.

⚔️ PERSONALNA ZAPORA: „JAK SOBIE NIE RADZĘ, MAM SIĘ ZWOLNIĆ”
W protokole kontroli NIK, w części dotyczącej niedokumentowania działań PCZK i posiedzeń Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego, zapisano zeznanie byłego Dyrektora Wydziału Zarządzania Kryzysowego Starostwa. Wyjaśniając, dlaczego jego komórka nie miała zasobów na bieżące dokumentowanie działań, powiedział kontrolerom: „nie mieliśmy wolnych zasobów na dokumentowanie działań, pamiętam, że samego rana 15 września, jeszcze przed przerwaniem zapory, prosiłem panią Starostę o skierowanie do ZKB dodatkowych pracowników do działań PCZK, ale otrzymałem odpowiedź, że jak sobie nie radzę to mam się zwolnić z pracy”.
Starosta, pytana przez NIK o przypisanie odpowiedzialności za brak dokumentowania działań PCZK, odpowiedziała jedynie, że zadania te należały do dyrektora Wydziału. W protokole kontroli nie ma zapisu, by odniosła się wprost do przytoczonej wyżej wypowiedzi o „zwolnieniu się z pracy” – nie ma więc w aktach kontroli jej potwierdzenia ani zaprzeczenia tym słowom. Faktem pozostaje to, co nastąpiło kilka godzin później: PCZK, tego samego dnia, nie było w stanie rzetelnie udokumentować własnych działań w reakcji na katastrofę, a przekazanie kluczowej informacji z gabinetu starosty do PCZK – odległość mierzona w metrach, nie w kilometrach – się nie powiodło.
Przeczytaj to zdanie jeszcze raz powoli: szef komórki odpowiedzialnej za powiatowe zarządzanie kryzysowe miał – według własnego zeznania złożonego kontrolerom państwowym – prosić o wzmocnienie kadrowe w dniu katastrofy jeszcze przed jej wystąpieniem i usłyszeć propozycję zwolnienia się z pracy.
📵 PISZKO PYTA, CHROMIEC DZWONI, WERSJE SIĘ ROZMIJAJĄ
Burmistrz Kłodzka Michał Piszko, jak przyznał Radiu Wrocław, nie otrzymał od powiatowego sztabu żadnej informacji o przerwaniu zapory – ani telefonicznej, ani SMS-owej, ani mailowej. „Na tamten moment i na tę chwilę nie otrzymaliśmy informacji, ani telefonicznej, ani smsowej, ani mailowej, co można zweryfikować ewentualnie po bilingach. Rozmawiamy o dacie 15 września, o niedzieli w momencie, w którym tama w Stroniu Śląskim pękła” – powiedział Piszko dziennikarzowi Radia Wrocław. Zgodnie z ustaleniami NIK, dziennikarka próbująca zweryfikować informacje uzyskane od bezpośredniego świadka katastrofy dzwoniła do Burmistrza Kłodzka już o godz. 10:25 oraz do PCZK o godz. 10:30 i do Rzecznika Prasowego Starosty – za każdym razem rozmówcy informowali, że nie mają żadnych informacji o przerwaniu zapory. Dopiero dzięki informacjom od dziennikarki Piszko przystąpił do natychmiastowej ewakuacji. Jak dodał w rozmowie z Radiem Wrocław, gdyby przepływ informacji odbywał się między sztabami kryzysowymi, udałoby się uratować więcej dobytków mieszkańców Kłodzka.
Były szef powiatowego wydziału zarządzania kryzysowego Jan Kalfas potwierdził Radiu Wrocław, że mimo przebywania w tym samym budynku co starosta, również nie otrzymał od niej oficjalnej informacji o przerwaniu zapory: „Pani Starosta otrzymała informację o godzinie 12:13, jak się nie mylę, od burmistrza Stronia, że wał puścił przy zaporze. Żadnej informacji od pani starosty nie otrzymałem oficjalnej, że zapora puściła”.
Wystąpienie pokontrolne NIK skierowane do burmistrza Kłodzka precyzuje, skąd wzięła się ta cisza: „nieskuteczną – wedle wyjaśnień Burmistrza – próbę kontaktu z Burmistrzem podjął Burmistrz Stronia Śląskiego oraz ponownie lokalna dziennikarka”. W tej wersji telefon od Chromca po prostu nie doszedł do skutku. Problem w tym, że wystąpienie pokontrolne skierowane do samego Chromca opisuje to zupełnie inaczej: „Burmistrz o godzinie 12:22 odbył też rozmowę z Burmistrzem Kłodzka – jednak jak wyjaśnił – nie był pewien, czy udało się tą informację przekazać”. To nie jest ta sama historia. Piszko mówi o próbie, która się nie powiodła. Chromiec mówi o rozmowie, która się odbyła, tylko nie wie, czy przekazał w niej to, co chciał. Redakcja nie jest w stanie – na podstawie dostępnych dokumentów – rozstrzygnąć, która wersja jest ściślejsza; obie pochodzą z wyjaśnień złożonych osobiście kontrolerom NIK i wzajemnie się wykluczają.

🛡️ DLACZEGO WOJEWODA (I PCZK) NIE MOGLI WIERZYĆ W SAM „FILMIK Z INTERNETU” – I CO POWIEDZIAŁ ZAMIAST TEGO
Sama Najwyższa Izba Kontroli, oceniając zaniechania starosty i pracownika biura prasowego w przekazaniu informacji do PCZK, przeprowadziła rozróżnienie, które pośrednio tłumaczy też ostrożność byłego Dyrektora ZKB wobec nagrania pokazanego mu przez dziennikarkę – choć części opisanej wyżej zwłoki nie usprawiedliwia. Zdaniem NIK, informacja przekazana z miejsca zdarzenia w obrębie struktur zarządzania kryzysowego, w trybie określonym w ustawie o zarządzaniu kryzysowym – a więc np. telefon od burmistrza Stronia Śląskiego do starosty – w żadnym razie nie mogła być traktowana jako równoważna informacji przekazanej przez osobę postronną w oparciu o „filmiki z Internetu”. O ile ta pierwsza uzasadniała niezwłoczne podjęcie działań, o tyle w przypadku drugiej uzasadnione było zachowanie ostrożności – zwłaszcza że wcześniej zdarzały się przypadki dezinformacji, jak „fake news” o rzekomym przerwaniu zapory w Międzygórzu. NIK zwróciła nawet uwagę, że sama dziennikarka wykazała ograniczone zaufanie do posiadanych informacji – nie rozpowszechniła ich, tylko przyszła do Starostwa, by je zweryfikować u źródła.
Ta ostrożność ma jednak swoją drugą stronę – i wystąpienie pokontrolne wobec DUW pokazuje, że w przypadku wojewody dolnośląskiego nie była to bierna wstrzemięźliwość, tylko aktywne zaprzeczenie. Wojewoda o katastrofie dowiedział się o godz. 10:35 od tej samej dziennikarki, która wcześniej bezskutecznie próbowała potwierdzić sprawę u burmistrza Kłodzka i w PCZK. Zapytany przez nią o pęknięcie zapory, odpowiedział, że wie, że w miejsce katastrofy jedzie amfibia na gąsienicach, że decyzja o ewakuacji każdorazowo należy do samorządu gminnego – i że „w Stroniu nie pękła, tylko przelewa się bokami”. To była konkretna, stanowcza kontrainformacja, która – jak wynika z pozostałej części ustalonej przez NIK osi czasu – okazała się nieścisła: pierwszy symptom bezpośredniego zagrożenia (przeciek przez część ziemną zapory) NIK datuje już na godz. 10:15, a dwadzieścia minut wcześniej wojewoda miał już za sobą dwie rozmowy telefoniczne z burmistrzem Stronia Śląskiego – o godz. 8:18 i 11:04 – w których był informowany o narastającym ryzyku przelania wału i o konieczności ewakuacji drogą powietrzną. Trzecią rozmowę, tym razem już wprost o rozmywaniu wału, burmistrz Chromiec odbył z wojewodą o godz. 12:33 – niespełna dwie godziny po tym, jak wojewoda zapewniał dziennikarkę, że zapora się trzyma. Oficjalne potwierdzenie katastrofy dotarło do wojewody kanałem służbowym – PSP Kłodzko–PSP Wrocław – dopiero po godz. 13:30.
🌊 STRONIE OSTRZEGŁO STAROSTĘ I WOJEWODĘ. LĄDKA-ZDROJU — NIE
Jest jeszcze jedno ogniwo tego łańcucha, ujawnione dopiero przez wystąpienie pokontrolne NIK skierowane bezpośrednio do burmistrza Lądka-Zdroju Tomasza Nowickiego. Lądek-Zdrój leży bezpośrednio poniżej zbiornika na Morawce, na tej samej rzece co Stronie Śląskie – a mimo to burmistrz Chromiec, dzwoniąc feralnego dnia do starosty (12:13) i do wojewody (8:18, 11:04 i 12:33), ani razu nie zadzwonił do sąsiedniej gminy, która była na linii fali powodziowej. Sam to przyznał kontrolerom NIK: nie powiadomił Gminnego Zespołu Zarządzania Kryzysowego w Lądku-Zdroju o rozmywaniu i przerwaniu wału, tłumacząc to utrudnieniami w łączności.
Skutek: burmistrz Nowicki, jak wynika z wystąpienia pokontrolnego wobec jego urzędu, nie otrzymał żadnej oficjalnej informacji o katastrofie zapory. Dowiedział się o niej przypadkiem – idąc przez zalewane miasto, usłyszał w radiu rozmowę dwóch strażaków ochotniczej straży pożarnej, z której wynikało, że w Stroniu „wał przy tamie uległ rozmyciu”. Notatki z posiedzeń Gminnego Zespołu Zarządzania Kryzysowego w Lądku-Zdroju – jak ustaliła NIK – nie pozwalają nawet odtworzyć, o której konkretnie godzinie i od kogo burmistrz Nowicki tę wiedzę ostatecznie potwierdził. Jedyną udokumentowaną, formalną informacją, jaka dotarła do urzędu w Lądku, był telefon pracownika Starostwa Powiatowego do tamtejszego inspektora ds. zarządzania kryzysowego – o godz. 12:34, a więc już po tym, jak fala zaczęła zalewać miasto.
Przeczytaj to zdanie jeszcze raz powoli: burmistrz gminy, w której doszło do katastrofy, zdążył tego dnia trzykrotnie zadzwonić do wojewody województwa i raz do starosty powiatu – ale nie zadzwonił ani razu do sąsiada, którego mieszkańcy stali w tym czasie w wodzie.

⚖️ PROKURATURA PYTA O TO SAMO
17 grudnia 2024 r. rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prokurator Mariusz Pindera poinformował, że do śledztwa dotyczącego przyczyn przerwania zapory w Stroniu Śląskim – prowadzonego w kierunku nieumyślnego sprowadzenia katastrofy budowlanej – dołączono nowy wątek: możliwe niedopełnienie obowiązków służbowych przez starostę kłodzką Małgorzatę Jędrzejewską-Skrzypczyk, czyli czyn z art. 231 § 1 kodeksu karnego. Postępowanie w tej części wszczęto na skutek zawiadomienia złożonego przez jednego z mieszkańców Kotliny Kłodzkiej, dotyczącego nieprzekazania w trybie natychmiastowym informacji o pęknięciu wału zapory w Stroniu Śląskim do Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Starosta kłodzka nie skomentowała sprawy, przekazując jedynie, że oficjalnie nie otrzymała żadnego zawiadomienia z prokuratury, a wszystkie dokumenty dotyczące zdarzenia zostały przekazane prokuraturze zaraz po powodzi. W sprawie nikomu nie postawiono zarzutów.
Warto podkreślić, że art. 231 § 1 k.k. dotyczy niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego działającego na szkodę interesu publicznego lub prywatnego i przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 3 – to jednak wciąż etap postępowania przygotowawczego, nie akt oskarżenia ani wyrok.
🗣️ KOMENTARZ
Zestawione fakty układają się w mechanizm, który nie wymaga teorii spiskowych, żeby zadziałać: wystarczy niedostatecznie obsadzona komórka kryzysowa, brak jasnej procedury potwierdzania odbioru komunikatów i – jak wynika z zeznania złożonego kontrolerom NIK – napięta relacja między osobą kierującą tą komórką a jej przełożoną. Informacja o katastrofie, która miała do pokonania kilkanaście metrów korytarza i sto metrów ulicy, poruszała się wolniej niż nagranie z telefonu przypadkowego świadka zamieszczone w internecie. To nie jest wyłącznie kwestia złej woli – to efekt organizacji pracy, w której proszenie o wzmocnienie kadrowe w dniu zagrożenia powodziowego kończy się, według cytowanego zeznania, sugestią zmiany pracy.
Zebrany materiał pokazuje przy tym, że sam łańcuch informacyjny był bardziej rozgałęziony i bardziej dziurawy, niż mogłoby się wydawać z jednego wątku starosta–PCZK. Burmistrz Stronia Śląskiego nie milczał – dzwonił, i to wielokrotnie, do starosty i do wojewody. Problem w tym, że przy każdym z tych połączeń coś się urywało: albo treść nie docierała dalej (starosta–PCZK), albo rozmówca po drugiej stronie – tak jak wojewoda o 10:35, który o sprawie usłyszał wcześniej niż starosta i PCZK, ale wyłącznie od osoby postronnej – oczekiwał na potwierdzenie ze strony służb, zachowując ostrożność, choć w tym czasie narastał już szum informacyjny, albo – jak w przypadku Lądka-Zdroju – nikt w ogóle nie wybrał numeru do sąsiedniej gminy, która stała w tym czasie w wodzie. A tam, gdzie dwaj bezpośredni uczestnicy tej samej rozmowy telefonicznej – burmistrzowie Kłodzka i Stronia Śląskiego – opisują ją kontrolerom NIK w sprzeczny sposób, nie ma już mowy o jednym, spójnym łańcuchu zaniedbań. Są co najmniej dwa, równoległe i wzajemnie się nie tłumaczące.
Redakcja nie przesądza, czy opisane wyżej niedopełnienie obowiązków wyczerpuje znamiona czynu z art. 231 § 1 k.k. – to ustali prokuratura i, jeśli dojdzie do tego etapu, sąd. Nie przesądza też, czy przywołane zeznanie o „zwolnieniu się z pracy” odzwierciedla rzeczywisty ton rozmowy między starostą a byłym dyrektorem ZKB – starosta nie odniosła się do niego wprost w protokole kontroli, a niniejszy tekst przytacza je jako udokumentowane zeznanie złożone Najwyższej Izbie Kontroli, nie jako ustalony fakt. Podobnie redakcja nie rozstrzyga, która z dwóch wersji rozmowy Piszko–Chromiec z godz. 12:22 jest ściślejsza – obie strony złożyły odmienne wyjaśnienia kontrolerom państwowym i obie przytaczamy na równych prawach. Można natomiast stwierdzić, że w dniu, w którym zapora w Stroniu Śląskim runęła, najkrótszy odcinek całej trasy informacji – z gabinetu na piętrze wyżej – okazał się tym, którego nikt nie pokonał, a jeden z najdłuższych – do sąsiedniej gminy stojącej w wodzie – nikt nawet nie spróbował przejść.
📌 Notka redakcyjna
Niniejszy tekst ma charakter publicystyczno-analityczny i stanowi element debaty publicznej o funkcjonowaniu instytucji odpowiedzialnych za zarządzanie kryzysowe w powiecie kłodzkim we wrześniu 2024 r. Wszystkie przywołane godziny, cytaty i ustalenia pochodzą z jawnych wystąpień pokontrolnych Najwyższej Izby Kontroli skierowanych do Starostwa Powiatowego w Kłodzku, Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego, RZGW Wrocław/Wód Polskich oraz urzędów miast Kłodzka, Lądka-Zdroju i Stronia Śląskiego (kontrola D/25/507), a także z materiałów opublikowanych przez Radio Wrocław, TVN24/PAP i 24klodzko.pl; sugerowane w tekście zestawienia, porównania i wnioski o mechanizmach są obserwacją redakcyjną, a nie oficjalnie potwierdzonym związkiem przyczynowo-skutkowym wykraczającym poza cytowane źródła. Tam, gdzie dwa wystąpienia pokontrolne przytaczają odmienne relacje tego samego zdarzenia (np. przebieg rozmowy telefonicznej burmistrzów Kłodzka i Stronia Śląskiego z godz. 12:22), redakcja cytuje obie wersje bez rozstrzygania, która jest ściślejsza. Śledztwo Prokuratury Okręgowej w Świdnicy w sprawie przerwania zapory w Stroniu Śląskim, w tym wątek dotyczący starosty kłodzkiej Małgorzaty Jędrzejewskiej-Skrzypczyk, jest w toku – nikomu w tej sprawie nie postawiono zarzutów, a opisane w tekście zachowania mają status ustaleń kontrolnych NIK i zeznań złożonych w toku kontroli, nie prawomocnych rozstrzygnięć. Burmistrz Stronia Śląskiego Dariusz Chromiec i burmistrz Lądka-Zdroju Tomasz Nowicki są wymienieni w tekście z nazwiska wyłącznie dlatego, że tak identyfikują ich cytowane wystąpienia pokontrolne NIK; opisane działania i zaniechania nie są przedmiotem zarzutów karnych wobec żadnego z nich. Użyte w tekście określenie „personalna zapora” ma charakter wyłącznie literacki, nawiązuje do fizycznej zapory zbiornika na Morawce i nie stanowi zarzutu wobec żadnej z opisanych osób lub instytucji.
Foto: fb, modyfikacja SI
🔗 Źródła
Wystąpienia pokontrolne NIK (kontrola D/25/507):
- Starostwo Powiatowe w Kłodzku, LOP.411.1.1.2025, 27 listopada 2025 r.
- Dolnośląski Urząd Wojewódzki, LWR.411.1.1.2025 / DDW.411.4.1.2026
- RZGW Wrocław / Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, DDW.411.4.2.2026
- Urząd Miasta Kłodzka, LOP.411.1.2.2025
- Urząd Miasta i Gminy Lądek-Zdrój, LOP.411.1.3.2025
- Urząd Miejski w Stroniu Śląskim, LOP.411.1.4.2025
Media:
- Tylko w Radiu Wrocław: Nie przekazali informacji o pęknięciu tamy w Stroniu – Radio Wrocław
- Stronie Śląskie. Nowy wątek śledztwa w sprawie przerwania tamy. Pod lupą działania starosty – TVN24
- Prokuratura zbada, czy starosta kłodzki nie dopełniła obowiązków. Chodzi o informację o pękniętym wale w Stroniu Śląskim – 24klodzko.pl



