W Prawie i Sprawiedliwości trwają zmiany związane z powołaniem pełnomocnika okręgowych struktur partii. Wśród sympatyków PiS można jednak usłyszeć gorzkie stwierdzenie, że „było źle, a będzie jeszcze gorzej”. W tle personalnych i organizacyjnych przetasowań pozostają wydarzenia, które w ostatnich miesiącach elektryzowały mieszkańców ziemi kłodzkiej: nieskuteczna próba doprowadzenia do referendum w Gminie Kłodzko, referendum dotyczące burmistrza Kłodzka, kontrowersyjne głosowania części radnych PiS w kłodzkim ratuszu czy zamieszanie wokół starosty powiatu kłodzkiego.
Dla wielu mieszkańców szczególnie zastanawiająca pozostaje postawa lokalnych struktur Prawa i Sprawiedliwości. Partia przedstawiająca się jako zdecydowana opozycja wobec obecnego układu władzy na ziemi kłodzkiej w najważniejszych momentach albo pozostawała bierna, albo poprzez decyzje swoich przedstawicieli przyczyniała się do utrzymania dotychczasowego status quo.
Pojedyncze wydarzenie można uznać za przypadek. Drugie — za polityczny błąd. Przy kolejnych warto już jednak zapytać, czy mamy do czynienia wyłącznie z serią niefortunnych zbiegów okoliczności.
Od Dworczyka i Macki do kryzysu lokalnych struktur
Do niedawna okręgiem wałbrzyskim nieformalnie zarządzał Michał Dworczyk, natomiast formalną funkcję kierowniczą sprawował Grzegorz Macko. Pod jego przywództwem struktury PiS w powiatach dzierżoniowskim i ząbkowickim funkcjonowały stabilnie, prowadząc działalność stanowiącą polityczną alternatywę wobec rządzącej większości.
W powiecie kłodzkim sytuacja wyglądała jednak inaczej.
Pod przywództwem lokalnego senatora część działaczy PiS rozpierzchła się, a niektórzy zaczęli dystansować się od swojego dotychczasowego lidera. W środowisku pojawiały się zarzuty dotyczące braku aktywności, opieszałości, niewystarczającej skuteczności w sprawach regionu, a także lokalnych powiązań i wzajemnych zależności.
Przez długi czas podobne opinie można było traktować jako efekt sporów personalnych, ambicji poszczególnych działaczy czy typowych dla lokalnej polityki animozji. Z czasem zaczęły jednak następować wydarzenia, które — w naszej ocenie — każą przynajmniej postawić pytanie, czy wszystkie te sytuacje rzeczywiście można wyjaśnić wyłącznie przypadkiem i słabością organizacyjną.

Referendum w Gminie Kłodzko — gdzie było PiS?
Pierwszym przykładem jest próba przeprowadzenia referendum dotyczącego Wójta Gminy Kłodzko. Wójta, w gminie w której PiS cieszący się dużym poparciem nie zawalczył o przejęcie władzy, a jego kandydatka na Wójta niemal całą kampanię wyborczą była w szpitalu…
Podczas działalności grupy referendalnej szczególnie zastanawiająca była bierność lokalnego kierownictwa partii. Nie pojawiło się zdecydowane, oficjalne poparcie struktur PiS dla inicjatywy wymierzonej w wójta związanego z Trzecią Drogą i będącego szefem lokalnego PSL.
Według informacji związanych z działalnością grupy referendalnej efektem pomocy przy zbieraniu podpisów było dostarczenie około… 40 podpisów.
Tymczasem do powodzenia inicjatywy potrzebnych było ich blisko 1300. Skala tej dysproporcji mówi sama za siebie.
Nie było mobilizacji struktur, wyraźnego wezwania do działania ani poważnego zaangażowania organizacyjnego. Jak relacjonują osoby ze środowiska lokalnego PiS, aktywność struktur była znikoma. Padają wręcz opinie, że struktury w gminie wiejskiej w praktyce przestały funkcjonować: brakowało odzewu, inicjatywy oraz rzeczywistego zaangażowania ze strony kierownictwa. Projekt referendum ostatecznie się nie powiódł.
Powstaje więc oczywiste pytanie: dlaczego PiS, które na poziomie ogólnopolskim tak zdecydowanie występuje przeciwko PSL i Trzeciej Drodze, w Gminie Kłodzko nie zaangażowało się równie zdecydowanie w inicjatywę przeciwko lokalnemu liderowi PSL?
Czy był to jedynie brak skuteczności?
Czy lokalne struktury okazały się zbyt słabe, aby przeprowadzić realną mobilizację? A może lokalne relacje i zależności okazały się ważniejsze od partyjnych deklaracji? Referendum upadło. Wójt pozostał na stanowisku. Lokalny układ polityczny został zakonserwowany — przynajmniej do kolejnych wyborów.
Kłodzki ratusz — radni PiS, wotum zaufania i absolutorium
Jeszcze bardziej zastanawiające są wydarzenia w samym Kłodzku.
Kolejną przesłanką, na której opieramy naszą ocenę sytuacji, są czerwcowe głosowania dotyczące wotum zaufania oraz absolutorium dla burmistrza Michała Piszki.
Tutaj nie chodzi już o brak mobilizacji struktur czy ocenę skuteczności partyjnego zaplecza. Chodzi o konkretne zachowanie radnych w czasie jednych z najważniejszych głosowań samorządowych w roku.
Wotum zaufania — nieobecni
Podczas głosowania nad wotum zaufania połowa radnych PiS była nieobecna. Przeciwko burmistrzowi zagłosowała jedynie część przedstawicieli opozycji.
W sytuacji, w której media w całym kraju informują o problemach Kłodzka, lokalnych skandalach i sytuacji finansowej miasta, można byłoby oczekiwać od partii deklarującej się jako zdecydowana opozycja jasnego i jednoznacznego stanowiska.
Tymczasem część radnych była nieobecna, a tylko nieliczni otwarcie zagłosowali przeciwko burmistrzowi.
Można oczywiście przyjąć, że nieobecności miały swoje indywidualne przyczyny…ale o tym za chwilę. Skutkiem nieobecności podczas tak istotnego głosowania jest osłabienie zdolności opozycji do zakwestionowania politycznego mandatu burmistrza.
Absolutorium — nieobecni wracają na sesję
Jeszcze ciekawiej wyglądało głosowanie tego samego dnia nad udzieleniem absolutorium burmistrzowi Kłodzka.
Radni nieobecni wcześniej na sesji i głosowaniu… wrócili. Złośliwi komentowali, że liczyli na to, iż będzie już po drugim newralgicznym głosowaniu. Niezależnie od intencji samych zainteresowanych efekt głosowania był jednoznaczny: radni PiS wcześniej nieobecni zagłosowali…ZA udzieleniem absolutorium.
Wstrzymało się jedynie dwóch radnych, którzy wcześniej zagłosowali przeciwko burmistrzowi.
Radni związani z PiS w większości zaakceptowali tym samym sposób realizacji budżetu.
Trudno nie zestawić tego zachowania z ostrą narracją, jaką wobec władz Kłodzka prezentują środowiska polityczne i medialne związane z prawicą.
Jeżeli sytuacja w Kłodzku jest rzeczywiście tak zła, jak przedstawiają ją politycy opozycji oraz przychylne PiS media, dlaczego przedstawiciele tej samej partii pomagają burmistrzowi przejść przez jedno z najważniejszych głosowań w roku?
Jeżeli natomiast wykonanie budżetu zasługiwało na poparcie, mieszkańcy mają prawo usłyszeć, dlaczego radni PiS uznali, że burmistrz powinien otrzymać absolutorium.
Czy kierownictwo lokalnego PiS nie panuje nad własnym klubem?
Czy może takie zachowanie radnych jest przez kierownictwo akceptowane? Obydwie możliwości wymagają wyjaśnienia.
FOTO: FB ALEKSANDER SZWED

Czy Jarosław Kaczyński wiedział?
Do Kłodzka przyjechał również sam prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. W czasie wystąpienia mobilizował swoich zwolenników, jednak o sytuacji w kłodzkim ratuszu i działaniach burmistrza Michała Piszki nie padły słowa odpowiadające temperaturze lokalnego konfliktu. Nie padły żadne słowa.
Stało się tak pomimo niezadowolenia części mieszkańców, widma referendum w mieście oraz zainteresowania sytuacją w Kłodzku między innymi przez Telewizję Republika.
Dlatego zasadne jest pytanie skierowane do prezesa PiS:
Czy Jarosław Kaczyński wiedział, jak w kluczowych głosowaniach zachowali się kłodzcy radni jego partii? A jeżeli nie wiedział — dlaczego lokalne kierownictwo nie przekazało mu pełnego obrazu sytuacji?
Czy prezes PiS został poinformowany, że część radnych jego ugrupowania poparła absolutorium dla Michała Piszki, a podczas głosowania nad wotum zaufania część radnych była nieobecna?
Jeżeli został poinformowany — czy zaakceptował takie postępowanie?
Jeżeli nie został — kto zdecydował, że prezes największej partii opozycyjnej w Polsce, przyjeżdżając do Kłodzka, nie powinien otrzymać pełnego obrazu sytuacji we własnych lokalnych strukturach?
Kto faktycznie odpowiada za polityczną linię klubu i kto kogo trzyma tutaj za przysłowiowe sznurki?
Referendum w mieście — ponownie pytania o postawę PiS
Kolejna inicjatywa referendalna, tym razem dotycząca odwołania burmistrza Kłodzka, ponownie pokazała ograniczone zaangażowanie lokalnych struktur PiS.
Wsparcie organizacyjne nie było duże. Ciężko szukać „zjednoczonego głosu zjednoczonej prawicy”
Można było oczekiwać, że partia określająca się jako główna siła opozycyjna potraktuje referendum jako naturalną okazję do politycznej mobilizacji.
Szczególnie że przedmiotem inicjatywy było odwołanie burmistrza, którego działalność od dawna spotykała się z ostrą krytyką środowisk prawicowych.
Takiej mobilizacji jednak nie było. Na wyciągnięcie poza nawias zasługuje zdaniem inicjatora referendum Stanisław Bartczak. Czy naprawdę lokalne struktury dowodzone przez senatora Szweda liczyły na to że jedna osoba wystarczy do przeprowadzenia referendum? A skoro o senatorze mowa, zastanawiający jest również brak jego obecności na konferencji prasowej na której działacze Prawa i Sprawiedliwości zapowiadali w kwietniu tego roku wsparcie dla potencjalnej inicjatywy referendalnej przeciwko delikatnie mówiąc kontrowersyjnemu burmistrzowi.
Referendum w sprawie odwołania burmistrza Kłodzka zakończyło się fiaskiem i upadło, co zamyka ten etap politycznej próby zmiany w mieście.
W efekcie zamiast realnej mobilizacji opozycji ponownie obserwujemy podobny schemat: ostrą krytykę w przekazie medialnym, ale znacznie bardziej ograniczone działania w terenie.
Można mieć różne zdanie o samej inicjatywie referendalnej. Można krytykować jej organizatorów, sposób prowadzenia zbiórki czy polityczną strategię. Nie zmienia to jednak podstawowego pytania: gdzie w momencie realnej próby politycznej byli ci, którzy od lat przedstawiają się jako najważniejsza opozycja wobec obecnych władz?

Powiat kłodzki — kolejny element tej samej układanki
Na uwagę zasługują również działania klubu radnych PiS w Radzie Powiatu Kłodzkiego, kierowanego przez wybrańca prezesa — Grzegorza Junga.
Tutaj także obserwowaliśmy wspólne działania i polityczne rozgrywki, których ostatecznym rezultatem było utrzymanie dotychczasowego układu władzy.
Środowisko związane z burmistrzem Michałem Piszką oraz władzami powiatu ponownie wyszło z politycznej próby obronną ręką. Starosta pozostała na stanowisku po kolejnym głosowaniu, które część mieszkańców może odbierać jako następne potwierdzenie trwałości miejscowego układu.
Znów można oczywiście analizować każde głosowanie oddzielnie, wskazywać na samorządową arytmetykę, osobiste decyzje radnych czy doraźne interesy polityczne.
Tylko że efekt pozostaje niezmienny. I znowu wszystko wróciło do normy.
Rozpad struktur i lokalni „pomazańcy”
Jednocześnie od kilku lat obserwujemy oddolny rozkład części lokalnych struktur PiS. Przykładów nie trzeba szukać daleko.
Daniel Waśko, do niedawna członek Prawa i Sprawiedliwości, kilka miesięcy temu — jak głoszą lokalne relacje — miał wypowiedzieć posłuszeństwo miejscowym strukturom, zrezygnować z członkostwa w partii i popaść w konflikt z Jerzym Decem, koordynatorem okręgu noworudzkiego.
Dziś z powodzeniem buduje własne środowisko polityczne, stojąc na czele organizacji Prawicowa Nowa Ruda.
Sam ten przypadek oczywiście nie przesądza o kondycji całej partii. Pokazuje jednak problem, który w połączeniu z pozostałymi wydarzeniami trudno całkowicie zignorować: ludzie odchodzą, lokalne środowiska się usamodzielniają, a zdolność struktur do narzucenia jednolitego kierunku politycznego wydaje się coraz bardziej ograniczona.
Dla politycznych przeciwników PiS problemy organizacyjne tej partii zapewne nie są powodem do uronienia choćby jednej łzy.
Problem polega jednak na czymś innym.
Ziemia kłodzka potrzebuje sprawnej opozycji i ludzi zdolnych reprezentować interes mieszkańców niezależnie od partyjnego szyldu.
Tymczasem zamiast tego obserwujemy kariery kolejnych lokalnych działaczy
— od Polanicy, przez Kłodzko, aż po Międzylesie — podczas gdy wymierne efekty polityczne dla regionu pozostają co najmniej dyskusyjne.
Warto w tym miejscu wspomnieć również o byłym pośle SLD , polityku dużego formatu i swego rodzaju ojcu-protoplaście karier wielu lokalnych polityków.
Przez lata pomagał, promował i wspierał kolejne osoby.
Nie przesądza to oczywiście o istnieniu jakiejkolwiek formalnej zależności między dawnymi a obecnymi środowiskami politycznymi. W lokalnej polityce pamięć personalnych relacji jest jednak długa.
Dlatego można postawić pytanie: jak duży wpływ na kariery polityczne kolejnych osób miało Jego środowisko i czy dawne relacje zachowały jakiekolwiek znaczenie również dzisiaj, kiedy część dawnych „pomazańców” stanowi już „grube ryby” lokalnego PiS?
To pytanie, na które odpowiedzi powinni przede wszystkim udzielić sami zainteresowani.
PiS czy konserwacja kłodzkiego układu?
Kiedy wszystkie opisane wydarzenia zestawi się obok siebie, powstaje obraz wymagający odpowiedzi.
Najpierw mamy referendum w Gminie Kłodzko i około 40 podpisów dostarczonych przy blisko 1300 wymaganych.
Następnie brak zdecydowanego, oficjalnego poparcia PiS dla inicjatywy przeciwko wójtowi związanemu z PSL.
Później pojawiają się głosowania w kłodzkim ratuszu: nieobecność części radnych PiS podczas głosowania nad wotum zaufania, a następnie powrót części z nich i poparcie absolutorium dla Michała Piszki.
Do tego dochodzi postawa struktur wobec referendum w mieście Kłodzku oraz wydarzenia w Radzie Powiatu Kłodzkiego.
W tle obserwujemy problemy organizacyjne, odejścia działaczy, lokalne konflikty oraz pytania o rzeczywistą zdolność kierownictwa do kontrolowania własnych struktur.
Każde z tych wydarzeń rozpatrywane oddzielnie można próbować tłumaczyć przypadkiem, autonomią poszczególnych radnych, błędami organizacyjnymi, słabością struktur albo lokalnymi konfliktami.
Jedno wydarzenie może być przypadkiem. Drugie może być błędem.
Trzecie może wynikać z personalnego konfliktu.
Ale im więcej takich przypadków pojawia się obok siebie, tym bardziej zasadne staje się pytanie, czy rzeczywiście mamy jeszcze do czynienia wyłącznie z przypadkiem.
Oficjalnie PO i PiS pozostają śmiertelnymi politycznymi przeciwnikami. Z perspektywy Warszawy linia podziału wydaje się oczywista.
Lokalnie obraz okazuje się znacznie bardziej skomplikowany.
Bo niezależnie od partyjnych konferencji, ostrych wypowiedzi i wzajemnych oskarżeń ostateczny rezultat kolejnych politycznych przesileń na ziemi kłodzkiej zadziwiająco często pozostaje taki sam.
Jedni krzyczą na drugich. Jedni oskarżają drugich.
Zmieniają się funkcje, nazwiska i partyjne stanowiska. A miejscowy układ sił trwa.
Tłuste koty różnych politycznych frakcji nadal korzystają ze swoich pozycji, a mieszkańcom pozostaje obserwowanie politycznego teatru i słuchanie zapewnień, że jedni bezustannie walczą z drugimi.
Tego obrazu nie pokaże w całości ani TVP w likwidacji, ani TV Republika, ani TVN. Lokalna polityka rządzi się bowiem własnymi prawami. Tutaj znacznie ważniejsze od tego, co politycy mówią przed kamerami, bywa to, jak głosują, kogo wspierają, kiedy pozostają bierni i kto ostatecznie zachowuje swoje stanowisko.
I właśnie dlatego po kolejnych referendach, głosowaniach, politycznych konfliktach i zmianach personalnych warto spojrzeć nie na deklaracje, lecz na rezultat.
A rezultat?
Kłodzki układ może świętować.
Dlatego na końcu pozostają najprostsze pytania:
Gdzie w tym wszystkim jest interes ziemi kłodzkiej? Gdzie interes jej mieszkańców?
I gdzie zwykła polityczna przyzwoitość?

Tekst ma charakter publicystyczny. Przedstawia subiektywne oceny, pytania i wnioski autora sformułowane na podstawie opisanych wydarzeń oraz relacji dotyczących lokalnego życia politycznego.
Autor:SZ




Dobry artykuł ale zbyt ugrzeczniony,jakby nieco zamglony. PiS w powiecie Kłodzkim upadł 16 lat temu. To wtedy tzw.góra z zewnątrz przy pomocy pseudopisowców postanowiła tu porządzić wg zasady TKM,bez baczenia na program partii,oczekiwania prawicowego elektoratu i kręgosłuoy moralne.Teraz to są owoce tamtych decyzji,totalna degrengolada.
Ciekawy artykuł ale za słaby. Wszyscy są ze sobą ułożeni, wystarczy popatrzeć na komitety wystawianie w poszczególnych gminach, kandydatach na radnych na alibi w których nikt nie wierzy ale kogoś wystawić trzeba, i przepływ rodzin . Mieszkasz w kudowie masz robotę w kłodzku w spółeczce. Ale to wszędzie tak wygląda, cala polska tonie w szambie