Michał Piszko burmistrz Kłodzka mówił o AI i fałszerstwach — dlaczego w śledztwie nie ma o tym ani słowa? Dotarliśmy do ważnego dokumentu, który sugeruje, że burmistrz mógł mijać się z prawdą.
Przez wiele tygodni słyszeliśmy publiczne zapewnienia Michała Piszki, że ujawnione materiały są w 99 proc. zmanipulowane, a do ich przerobienia wykorzystano technologię AI. Mówił, że są sfałszowane.
Media opisywały, że nagrania miały zostać poddane analizie pod kątem wykorzystania sztucznej inteligencji. (walbrzych.wyborcza.pl)
Dziś możemy jednak przeczytać treść zawiadomienia o wszczęciu śledztwa.

I co w nim znajdujemy?
uporczywe nękanie,�
pomówienie,�
znieważenie,�
publikowanie nagrań i wizerunku.
Nie ma natomiast ani słowa o fałszowaniu SMS-ów, głosówek, tworzeniu nagrań przez AI czy podrabianiu materiałów.
To nie jest drobny szczegół. To zasadnicza rozbieżność między tym, co było komunikowane opinii publicznej, a tym, co faktycznie znalazło się w oficjalnym dokumencie inicjującym działania organów ścigania.
Jeżeli przez tygodnie buduje się przekaz o rzekomej manipulacji przy użyciu sztucznej inteligencji, o fałszerstwach i technologicznych ingerencjach, to naturalnym oczekiwaniem jest, że właśnie te wątki staną się osią śledztwa. Tymczasem w przedstawionym zawiadomieniu ich po prostu nie ma.
To rodzi konkretne pytania:�– czy wcześniejsze deklaracje były przedwczesne lub nieprecyzyjne?�– czy pojawiły się nowe ustalenia, które zmieniły kierunek sprawy?�– czy opinia publiczna została wprowadzona w błąd co do charakteru materiałów?
Mieszkańcy mają pełne prawo oczekiwać spójności między publicznymi wypowiedziami a działaniami instytucji. Zwłaszcza w sprawach, które budzą tak duże emocje i dotyczą osób pełniących funkcje publiczne.
My nie przesądzamy o niczyjej winie ani nie wydajemy wyroków. Pokazujemy fakty, zestawiamy je z wcześniejszymi deklaracjami i wskazujemy na widoczne rozbieżności. To każdy z Państwa może sam ocenić, czy te różnice są przypadkowe, czy wymagają dalszych wyjaśnień.
