BURMISTRZ COFA WYPOWIEDZENIE KOMENDANTOWI

W czerwcu Michał Tułacz stracił zaufanie burmistrza. W październiku okazuje się potrzebny do dalszego kierowania strażą miejską. Michał Piszko wycofał wypowiedzenie, a komendant pozostaje na stanowisku. Po miesiącach kontrowersji mieszkańcy mają prawo zapytać: co właściwie zostało wyjaśnione i jakie konsekwencje wyciągnięto?

19 czerwca burmistrz wypowiedział Tułaczowi umowę o pracę. Jako przyczynę wskazał „utratę zaufania niezbędnego do dalszego pełnienia funkcji komendanta Straży Miejskiej”. Decyzja zapadła dzień po głośnym wywiadzie komendanta w Radiu Wrocław.

Teraz, według opublikowanego przez Radio Wrocław oświadczenia, Piszko uzasadnia cofnięcie wypowiedzenia potrzebą zachowania ciągłości zarządzania. Pierwszy konkurs nie przyniósł rozstrzygnięcia, a jedyna oferta złożona w drugim budzi wątpliwości wymagające wyjaśnienia. Burmistrz zapowiada też włączenie straży miejskiej w struktury urzędu miasta w ciągu najbliższych trzech miesięcy.

Tyle że reorganizacja nie odpowiada na podstawowe pytanie: co stało się z utratą zaufania? Czy jej przyczyny przestały istnieć, czy po prostu uznano, że dotychczasowy komendant jest organizacyjnie wygodnym rozwiązaniem?

Przypomnijmy, jakie materiały wywołały oburzenie. W publikowanym przez TV Dami Region nagraniu, przypisywanym burmistrzowi, padały wobec kierowców słowa: „jak kurwa nie mają bata SKURWIELE nad sobą”, a następnie: „Trzeba ich lać batem”. Tak wyglądał język ujawnionego materiału dotyczącego człowieka stojącego na czele miasta. Piszko kwestionował autentyczność publikacji i twierdził, że materiały zostały zmanipulowane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. (damiinfo.pl⁠). Źaden ekspert jednak tego nie potwierdził.

Sprawa miała również wymiar polityczny. Kłodzkie koło Koalicji Obywatelskiej wystąpiło o czasowe zawieszenie burmistrza w prawach członka partii. Wskazywało na nagrania zawierające wulgaryzmy i obraźliwe komentarze wobec mieszkańców oraz druhów OSP, zastrzegając konieczność potwierdzenia ich autentyczności. Piszko mówił PAP o manipulacji, jednocześnie przyznając, że część plików pochodziła z jego korespondencji z komendantem.

W tym samym czasie ruszyła inicjatywa referendum w sprawie odwołania burmistrza. Organizatorzy zarzucali mu między innymi brak szacunku i komunikacji z mieszkańcami, niewłaściwy nadzór nad strażą miejską oraz nieskuteczne działania po powodzi. Burmistrz odrzucał te zarzuty.

Referendum nie zostało zarządzone. Z 2337 złożonych podpisów komisarz wyborczy uznał 1676 za prawidłowe, przy wymaganych 1906. Zabrakło 230. Inicjatorzy zakwestionowali sposób weryfikacji podpisów.

18 września WSA we Wrocławiu odrzucił ich skargę z powodu przekroczenia terminu. Sąd nie rozstrzygnął merytorycznie sporu o podpisy. Inicjatorzy zapowiedzieli wniosek o przywrócenie terminu, wskazując na nieprecyzyjne pouczenie.

Dziś burmistrz nadal rządzi, a komendant zachowuje stanowisko. Cofnięcie wypowiedzenia nie zamyka jednak pytań o standardy sprawowania władzy.

Za skandaliczny uważamy sam sposób potraktowania kwestii zaufania: w czerwcu jego brak uzasadniał wypowiedzenie, dziś względy organizacyjne uzasadniają dalszą współpracę. Mieszkańcom należy się konkretne wyjaśnienie tej sprzeczności.

Bo zaufanie do publicznej instytucji nie odbudowuje się samym wycofaniem dokumentu.

Zdjęcie: fb