DEMOKRACJA W KŁODZKU WYCHODZI NA ULICĘ. PROTESTUJE PRZECIWKO „UTYLIZACJI”
W Kłodzku ruszyła akcja „Dymisja albo Referendum” – mieszkańcy chcą sprawdzić, czy burmistrz Michał Piszko ma jeszcze demokratyczny mandat, czy tylko partyjną ochronę. Zamiast uczciwego sporu o przyszłość miasta widać jedno: władza boi się własnych obywateli bardziej niż utraty stanowiska.

PODPIS JAK PROBLEM, NIE JAK PRAWO
Podpis pod wnioskiem o referendum to nie wyrok na burmistrza, ale wyraz prostego prawa: pozwólcie nam głosować. Gdy obywatel bierze długopis do ręki, władza w Kłodzku zaczyna się zachowywać jak oblężony sztab, a nie jak samorząd gotowy stanąć przed oceną mieszkańców – pojawiają się nerwowe komunikaty, apele o ostrożność, ostrzeżenia o PESEL-ach i wreszcie obraz, który mówi wszystko: karty z podpisami, z imionami, adresami i numerami PESEL, lądują w śmietniku.
To nie wygląda jak zwykły bałagan. Ten obraz przypomina scenariusz rozegrany pod kalendarz referendum, z myślą o tym, by uderzyć dokładnie wtedy, gdy mieszkańcy najbardziej potrzebują zaufania do procedury. W mieście, gdzie burmistrz apeluje o ochronę numerów PESEL, dane mieszkańców, którzy zaufali inicjatywie „Dymisja albo Referendum”, kończą w kontenerze razem z odpadem.
KARTY W ŚMIETNIKU – PROWOKACJA NA CZAS
Informacja o kartach z podpisami, danymi adresowymi i numerami PESEL, znalezionych rzekomo w śmietniku, nie wygląda na neutralne „ustalenie faktów”, ale na świadomie rozegraną scenę polityczną. W samym środku kampanii referendalnej pojawia się materiał, który ma jedno zadanie – przestraszyć mieszkańców Kłodzka i wmówić im, że udział w demokratycznej procedurze może obrócić się przeciwko nim.
Zamiast pytać wprost, kto faktycznie wyniósł karty i kto odpowiada za ich zabezpieczenie, opowieść układa się tak, by odpowiedzialność rozmyć, a winę przykleić do obywateli i komitetu. W tle pojawia się zapowiedź „bezstronnego” wyjaśnienia sprawy przez organy ścigania działające pod wałbrzyskim parasolem. Bezstronnego oczywiście dopiero wtedy, gdy będzie już po wszystkim.
Bo kalendarz jest bezlitosny – i ktoś dokładnie wie, że wystarczy zasiać chaos teraz, żeby referendum umarło z przyczyn „formalnych” pod koniec lipca. Komitet referendalny ma 60 dni od początku czerwca na zebranie około 2000 podpisów, więc każdy dzień strachu, zamieszania i podważania wiarygodności inicjatywy działa na korzyść urzędującej władzy. Wszystko wskazuje na to, że „wyjaśnianie” afery kart w śmietniku – raporty, komunikaty, postanowienia – przyjdzie już po terminie, kiedy będzie można chłodno oznajmić, że były nieprawidłowości, ale sprawa jest już politycznie martwa.
MEDIA JAKO TARCZA, NIE JAKO KONTROLA
Radio Wrocław, manipulując informacją o „kartach ze śmietnika”, wciąga inne regionalne redakcje w opowieść, w której na pierwszym planie pojawia się „nieodpowiedzialność” inicjatorów referendum, a nie pytanie, kto i dlaczego pozwolił, by dane obywateli trafiły do kontenera. Zamiast patrzeć władzy na ręce, część mediów ustawia kamerę tak, by winny był obywatel, nigdy system.
Redaktor Jarosław Wrona z Radia Wrocław – według komitetu referendalnego – zmanipulował materiał, który stał się paliwem dla straszenia mieszkańców konsekwencjami udziału w inicjatywie. Pojawiają się informacje w mediach, że to były współpracownik Kłodzkiego Ośrodka Kultury; zapewne to tylko przypadek, w praktyce możliwe, że kolejny element lokalnej układanki.
To ten sam wzorzec, który pojawiał się przy innych lokalnych referendach – we Wrocławiu przeciw Jackowi Sutrykowi czy w gminie wiejskiej Kłodzko, gdzie inicjatywy rozbijały się o przepisy, terminy i późne „wyjaśnianie” nieścisłości związanych z podpisami. Zbyt często dziennikarze nie pełnią roli kontroli władzy, lecz stają się miękką osłoną dla tych, którzy najbardziej boją się demokratycznej procedury.

KIM PAN JEST, PANIE PISZKO?
Michał Piszko od lat jest zanurzony w lokalnej polityce: Platforma Obywatelska, Koalicja Obywatelska, funkcja burmistrza, a dziś także rola polityka, którego część partyjnych kolegów chciała czasowo zawiesić po aferze taśmowej. To nie jest człowiek zagubiony w procedurach. To polityk, który doskonale wie, jak działają przepisy, instytucje, media i czas.
Jeśli przy takim doświadczeniu w mieście „lądują w śmietniku” karty z podpisami, a mieszkańcy słyszą więcej o tym, jak mają „uważać na PESEL”, niż o tym, kto odpowiada za cały bałagan, pytanie brzmi brutalnie: czy burmistrz Kłodzka jeszcze wierzy w demokrację, czy już tylko w obronę własnego stanowiska. Afera mieszkaniowa Kamili L., powódź, taśmy ze straży miejskiej, teraz podpisy w śmietniku – to nie wyglądają na przypadkowe incydenty, lecz na kolejne odsłony jednego problemu: w Kłodzku władza zbyt często widzi w obywatelach zagrożenie, a nie partnera.
TWIERDZA KŁODZKA POD WAŁBRZYSKIM PARASOLEM
W gminie wiejskiej Kłodzko zawiadomienia o nieprawidłowościach przy liczbie podpisów trafiły do prokuratury dopiero po tym, jak inicjatywa referendalna się załamała, a karty zniszczono komisyjnie. W Kłodzku miejskim może zostać odegrany podobny mechanizm: najpierw strach, potem chaos, później dochodzenie, ale zawsze wtedy, gdy obywatelom odebrano już praktyczną możliwość działania.
„Wałbrzyski parasol” zamiast być tarczą dla demokracji staje się parasolem dla znajomych polityków, pod którym można spokojnie przeczekać każdy obywatelski bunt, aż miną terminy, emocje i realna groźba rozliczenia.
DEMOKRACJA WALCZĄCA, NIE GRZECZNA
Referendum w Kłodzku, w „Sudeckim Kotle”, nie jest kaprysem garstki przeciwników burmistrza. To test, czy obywatel ma realną siłę, czy tylko prawo raz na kilka lat wrzucić kartkę do urny i potem milczeć. Skoro władza boi się ludzi z długopisem, demokracja nie może być grzeczna – musi być walcząca. Ludzie mają prawo pytać, zbierać podpisy, żądać wyjaśnień i domagać się, by ich głos nie kończył w niszczarce razem z makulaturą, jak kolejny dokument do utylizacji.
APEL DO LUDZI WŁADZY
Panie ministrze Tomaszu Siemoniak, panie prezydencie Romanie Szełemej, pani wojewodo dolnośląska Anno Żabska, panie radny wojewódzki Adamie Jaśnikowski – czy taką demokrację potwierdzacie? Demokrację, w której podpis obywatela ląduje w śmietniku, prowokacje rozbrajane są dopiero po terminach, a „bezstronne” organa w cieniu „wałbrzyskiego parasola” bardziej chronią burmistrza niż prawo mieszkańców do głosowania?
Przez lata staliście w pierwszym szeregu, gdy trzeba było ogłaszać, że Kłodzko ma „najlepszego burmistrza”, konferencjom nie było końca, a kolejka do mikrofonu nie malała – każdy chciał się ogrzać w blasku samorządowego sukcesu. Gdy wojewoda dolnośląska korzystała z każdej okazji, by pojawić się przy burmistrzu, nikt nie zadawał pytań o koszty tej politycznej symbiozy; dziś, gdy mieszkańcy pytają o odpowiedzialność, wojewoda znika, a po dawnym tłumie przy kamerach zostaje cisza.
To nie jest już tylko kwestia jednego nazwiska w ratuszu. Ten model władzy, który promowaliście, ponosząc pełną polityczną odpowiedzialność za jego skutki, doprowadził do sytuacji, w której obywatel boi się podpisać się pod referendum, bo nie ufa ani urzędowi, ani instytucjom mającym go chronić. Jeżeli na ten apel odpowiecie milczeniem, będzie to jasny sygnał, że w waszym świecie demokracja kończy się dokładnie tam, gdzie kończy się cierpliwość ludzi wobec waszej władzy – a za stan spraw w Kłodzku odpowiadają nie tylko ci, którzy rządzą w ratuszu, ale również ci, którzy ten ratusz przez lata politycznie firmowali.
Źródła
• TVP3 Wrocław – „Będzie referendum w Kłodzku? Jego inicjatorzy chcą odwołania burmistrza”.
• YouTube – „Dymisja albo Referendum!”.
• Radio Wrocław – „Karty z podpisami pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum znalezione na śmietniku”.
• polityka.co.pl – „Ile kosztuje referendum i jakie może mieć skutki dla Kłodzka?”.
• 24klodzko.pl – „Będzie referendum o odwołanie burmistrza Kłodzka? Grupa mieszkańców…”.
• Daminfo – „Dymisja albo Referendum!” oraz materiały powiązane.
• DKL24 – materiały o referendum w Kłodzku.
• PKW / KBW – wytyczne i materiały o referendach lokalnych.
• Radio Wrocław – materiał o zakłócaniu zbierania podpisów ws. referendum we Wrocławiu.
• 24klodzko.pl – materiały o referendum w gminie wiejskiej Kłodzko.
• klodzko24.eu / Onet / wPolityce – materiały o Michale Piszce, KO i sprawie Kamili L.
Nota prawna
Tekst ma charakter komentarza publicystycznego, stanowiącego ocenę działań osób publicznych i instytucji na podstawie jawnych publikacji prasowych, materiałów audiowizualnych oraz dokumentów. Wszelkie sugestie dotyczące odpowiedzialności prawnej mają charakter opinii autora i nie przesądzają ustaleń organów wymiaru sprawiedliwości ani organów ścigania, które pozostają jedynymi uprawnionymi do dokonywania wiążących ocen prawnych. Odpowiedzialność za treść cytowanych materiałów źródłowych ponoszą ich wydawcy i autorzy.
