Sudecka ośmiorniczka. Czyli, jak układ od Wałbrzycha po Kłodzko oplótł Sudety twarzą Tomasza Siemoniaka

O CZYM JEST TEN TEKST
Ten tekst pokazuje, jak na południu Dolnego Śląska powstała i działa sieć polityczno–samorządowych powiązań, w której Wałbrzych, Kłodzko i Marciszów łączą się w jeden układ interesów. Czytelnik zobaczy, jak Roman Szełemej, Anna Żabska i Michał Piszko współtworzą ten system, jaką rolę odgrywa w nim doklejona twarz Tomasza Siemoniaka oraz dlaczego lokalne afery – od „czarnej listy do utylizacji” w Kłodzku po spór o majątek wodociągowy w Marciszowie – stały się testem realnego nadzoru państwa nad samorządem. Zapraszamy do lektury i wyrażenia opinii.
Folderowa pocztówka i rzeczywistość
Na zdjęciach wszystko wygląda jak z folderu: uśmiechnięci samorządowcy, ministrowie, wojewoda, hasła o „Mieście Wyzwań” i „odporności społecznej”, konferencje w Starej Kopalni i komunikaty o bezpieczeństwie mieszkańców. Im dłużej jednak patrzy się na to z bliska, tym wyraźniej zamiast pocztówki z Sudetów widać sudecką ośmiorniczkę – sieć powiązań, w której Roman Szełemej, Anna Żabska, Michał Piszko i inni lokalni gracze oplatają Kłodzko i okolice, a nad wszystkim raz po raz pojawia się na siłę doklejona twarz Tomasza Siemoniaka z Warszawy.
W centrum tej konstrukcji stoi Wałbrzych i jego długoletni prezydent Roman Szełemej, który od lat buduje wokół siebie regionalny ekosystem wpływów – od miejskich instytucji, przez polityczne rekomendacje, po sieć samorządowców na południu Dolnego Śląska. To właśnie z wałbrzyskiego ratusza wyrasta Anna Żabska: najpierw pracowała blisko, bardzo blisko z prezydentem Piotrem Kruczkowskim, a później płynnie weszła w rzeczywistość współtworzoną już przez Romana Szełemeja, przechodząc drogę od ważnej postaci lokalnego zaplecza samorządowego do wojewody dolnośląskiej. To ważne, bo pokazuje ciągłość środowiskową – nie jednorazowy awans z zewnątrz, lecz wieloletnie zakorzenienie w wałbrzyskim układzie personalnym, niezależnie od tego, kto akurat siedział w gabinecie prezydenta miasta.
Polityczny certyfikat dla Piszko
To samo środowisko wystawia też polityczny certyfikat Michałowi Piszko w Kłodzku. Piszko przez lata sprzedawany jest mieszkańcom jako „dobry gospodarz”, twarz „Miasta Wyzwań”, samorządowiec, którego warto promować i którego warto pokazywać obok ministrów, wojewody i liderów regionu. Na wspólnych konferencjach i kampanijnych wystąpieniach hierarchia jest jednak jasna: to nie Piszko jest rzeczywistym gospodarzem sceny, tylko Szełemej, który przywozi do Kłodzka polityczne namaszczenie i wystawia za burmistrza własny weksel.
Oficjalna opowieść o Kłodzku jest gładka i starannie wypolerowana: miasto wyzwań, samorządowy sukces, odbudowa po powodzi, współpraca z rządem, odporność, bezpieczeństwo, rozwój. Dopiero gdy odsunie się broszury, slajdy i propagandowe dekoracje, spod spodu zaczyna wyłaniać się nie sukces, lecz gęsty układ zależności – afera pedofilska, mieszkanie dla skazanej działaczki, kompromitujące nagrania straży miejskiej i wreszcie czarna lista mieszkańców określanych językiem „do utylizacji”.
Kłodzko od kuchni
Najpierw do opinii publicznej trafiają nagrania z interwencji straży miejskiej w Kłodzku, na których funkcjonariusze nie przypominają służby publicznej, tylko grupę ludzi odreagowujących władzę na słabszych. Potem w obiegu pojawiają się kolejne rozmowy, opisywane przez media jako rozmowy burmistrza i komendanta straży, po których trudno jeszcze wmawiać mieszkańcom, że chodziło tylko o wypadek przy pracy albo pojedynczy wybryk. Wreszcie Telewizja Dami publikuje screeny korespondencji z czarną listą mieszkańców Kłodzka opisaną językiem „wywiezienia” i „utylizacji”, co nadaje całej sprawie wymiar nie tylko skandalu, ale wręcz politycznej i moralnej degeneracji lokalnej władzy.
I właśnie tutaj kończy się opowieść o „Mieście Wyzwań”, a zaczyna opowieść o mieście, w którym władza najpierw fotografuje się z ministrami, a potem w prywatnym obiegu mówi o mieszkańcach jak o odpadach. Na konferencjach wyzwaniem są inwestycje, odporność i projekty, ale w nagraniach i screenach wyzwaniem okazują się konkretni ludzie, których ktoś chciałby uciszyć, wywieźć albo zutylizować politycznie i symbolicznie. W takiej skali hipokryzji naprawdę trudno jeszcze bronić tezy, że mamy do czynienia wyłącznie z niefortunną komunikacją.
Wojewoda i nadzór, którego nie widać
W tym miejscu do gry powinna wejść wojewoda Anna Żabska, bo to właśnie wojewoda jest formalnym organem nadzoru nad strażami gminnymi. To nie jest dekoracyjna funkcja od otwierania wydarzeń i obecności na panelach, lecz urząd wyposażony w realne narzędzia kontroli, wystąpień pokontrolnych i reakcji tam, gdzie lokalna władza przestaje mieścić się w standardach państwa prawa. Problem polega na tym, że kiedy Kłodzko zaczęło płonąć politycznie, z tego urzędu nie popłynął przekaz adekwatny do skali kompromitacji.
Lokalne media pytały wprost, czy po ujawnieniu nagrań wojewoda wszczęła czynności nadzorcze wobec straży miejskiej, czy zlecono kontrolę, jakie decyzje zapadły i jakie dokumenty opuściły urząd w reakcji na skandal. Zamiast twardego raportu i jasnego komunikatu mieszkańcy zobaczyli raczej miękkie uniki, ostrożność i odruch administracyjnego wycofania, które przy takiej skali politycznych zależności zaczynają wyglądać nie jak neutralna rozwaga, tylko jak ochrona własnego obozu. Im dłużej trwało to milczenie albo półmilczenie, tym mocniej utrwalał się obraz wojewody nie jako strażniczki standardów państwa, ale jako elementu tego samego parasola, który nad Kłodzkiem rozpięto z Wałbrzycha.
Co więcej, do dziś problemem nie jest tylko sam brak ostrej reakcji, ale brak publicznie pokazanych, twardych efektów tej reakcji. W sprawie tak głośnej i tak kompromitującej dla lokalnych instytucji mieszkańcy powinni zobaczyć choćby jasny komunikat: była kontrola, są ustalenia, są zalecenia, są konsekwencje. Tymczasem zamiast protokołu, wyników i jednoznacznego sygnału państwa, przez długi czas dominowało wrażenie administracyjnej mgły. A kiedy nadzór jest niewidoczny, ludzie zaczynają zakładać, że nie ma go wcale – albo że działa wyłącznie po to, by przeczekać burzę.
Marciszów jako ostrzeżenie
Problem w tym, że potrzeby „Miasta Wyzwań” były rzeczywiście pilne, ale właśnie w takich momentach najlepiej widać, jak działa ten układ. Pod presją odbudowy, inwestycji i strategicznych decyzji łatwo sprzedać opinii publicznej opowieść, że wszystko robi się dla dobra mieszkańców. Tyle że doświadczenia z innych sporów w regionie – choćby wokół Marciszowa i majątku wodociągowego – pokazują, iż pod hasłem konieczności i pośpiechu potrafiono wchodzić w działania oceniane przez sądy jako pozbawione podstawy prawnej.
W tym sensie Kłodzko nie jest wyjątkiem, tylko kolejnym odcinkiem tej samej historii. W sporze o marciszowskie wodociągi sądy przez lata przyznawały rację gminie Marciszów, potwierdzając, że tamtejsza infrastruktura stanowi zorganizowaną całość, którą gmina ma prawo posiadać, wykorzystywać i czerpać z niej pożytki, a Wałbrzyski Związek Wodociągów i Kanalizacji działał na tym majątku bez podstawy prawnej. Sąd Najwyższy ostatecznie oddalił kasację WZWiK i współtworzących go gmin, otwierając Marciszowowi drogę do wielomilionowego odszkodowania.
Mimo tego orzeczniczego ciągu wałbrzyskie podmioty wodociągowe w praktyce dalej utrzymywały się na majątku Marciszowa, a jedną z pierwszych decyzji wojewody Anny Żabskiej było nadanie rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji zabezpieczającej funkcjonowanie związku na cudzym mieniu. W praktyce oznaczało to próbę przesunięcia ciężaru przyszłych roszczeń odszkodowawczych gminy Marciszów z samorządowych podmiotów na Skarb Państwa, czyli de facto na podatników. Ten manewr został później uchylony przez ministerstwo, a kolejne rozstrzygnięcia sądowe tylko wzmacniały obraz sprawy: polityczny interes próbował utrzymać kontrolę nad strategicznym zasobem mimo przegranych w sądach.
Jeśli więc ktoś pyta, po co tej sudeckiej ośmiorniczce tyle macek, odpowiedź brzmi prosto: po to, by mieć wpływ nie tylko na ludzi i stanowiska, lecz także na pieniądze, infrastrukturę i newralgiczne zasoby regionu. Marciszów nie jest dygresją, tylko ostrzeżeniem. Pokazuje, że kiedy stawką staje się coś strategicznego, kończy się samorządowa poezja o współpracy, a zaczyna twarda walka o utrzymanie kontroli – nawet wtedy, gdy sądy mówią już coś zupełnie innego.
Po co doklejono Siemoniaka
W tej układance Tomasz Siemoniak pełni rolę szczególną, bo nie jest organiczną częścią wałbrzysko-kłodzkiego zaplecza. Jego twarz zostaje do tej konstrukcji doklejona po to, by lokalnemu układowi dodać ogólnopolskiej pieczęci, rangi i wiarygodności. Kiedy minister staje obok Szełemeja i Piszko, wysyła mieszkańcom prosty sygnał: za tym burmistrzem stoi Warszawa, za tym burmistrzem stoi państwo, za tym burmistrzem stoi człowiek od bezpieczeństwa i porządku.
W marcu 2024 roku właśnie taki sygnał popłynął z Kłodzka, gdy Siemoniak i Szełemej wspólnie wspierali Michała Piszko. Padały słowa o dobrym gospodarzu, przyzwoitym człowieku i samorządowcu, któremu warto zaufać. To nie były kurtuazyjne uprzejmości rzucone mimochodem, lecz publiczne ubezpieczenie polityczne – weksel wystawiony mieszkańcom przez ludzi z pierwszego szeregu. Problem pojawia się wtedy, gdy po roku ten sam „dobry gospodarz” zostaje otoczony przez nagrania, listy, kompromitujące screeny i pytania o nadzór, a twarze, które go firmowały, zaczynają chować się za dystansem, procedurami i tłumaczeniem, że nie znały lokalnej kuchni.
Rola lokalnych mediów
W tej historii szczególnie istotna jest też rola mediów lokalnych, bo to właśnie one często zrobiły więcej dla ujawnienia skali problemu niż oficjalne instytucje nadzoru. Telewizja Dami nie tylko opisywała sprawę, ale pokazywała nagrania, publikowała screeny, zadawała urzędowi wojewódzkiemu pytania w trybie informacji publicznej i dokumentowała to, od czego państwo próbowało odwrócić wzrok. Gdyby nie presja lokalnych redakcji i uporczywe wyciąganie na światło dzienne kolejnych elementów tej układanki, znaczna część opinii publicznej nadal oglądałaby wyłącznie cukierkowy obrazek z konferencji, slajdów i oficjalnych briefingów.
To właśnie dlatego lokalne media stały się dla tego układu tak niewygodne: bo odebrały mu monopol na narrację.
Referendum jako nożyczki
I dlatego coraz częściej wraca dziś temat referendum. Nie dlatego, że referendum jest modnym politycznym gadżetem, lecz dlatego, że dla wielu mieszkańców staje się ostatnim narzędziem przecięcia macek tej ośmiorniczki tam, gdzie zawiodły instytucje nadzoru, partyjne deklaracje i państwowe dekoracje. Gdy wojewoda milczy albo odpowiada półgębkiem, gdy ministrowie znikają za zasłoną proceduralnego dystansu, a lokalny układ broni się wzajemnie przez przemilczenia i ostrożne komunikaty, kartka referendalna zaczyna wyglądać jak jedyne nożyczki, które jeszcze mogą coś przeciąć.
Oczywiście przeciwnicy polityczni też chcą na tym ugrać swoje, ale to nie zmienia faktu podstawowego: bez gniewu mieszkańców i bez ich podpisów nie byłoby żadnego referendum. To nie jest produkt warszawskiego sztabu, tylko społeczna reakcja na poczucie upokorzenia, bezsilności i pogardy, która wyciekła z nagrań i ekranów wprost do życia publicznego. Dla zwykłego mieszkańca sprawa staje się boleśnie prosta – albo zaakceptować, że tak działa lokalna władza pod politycznym parasolem, albo spróbować ten parasol zwinąć przy urnie.
O co naprawdę chodzi
Bo w tym sporze nie chodzi już tylko o jednego burmistrza. Chodzi o cały model rządzenia południem Dolnego Śląska, w którym Wałbrzych produkuje polityczne namaszczenia, Kłodzko dostaje certyfikaty „dobrego gospodarza”, wojewoda zamiast reagować zdaje się ważyć lojalności, a minister z Warszawy robi za twarz, którą da się przykleić do lokalnej konstrukcji wtedy, gdy trzeba dodać jej blasku. Chodzi o system, który na konferencyjnych zdjęciach wygląda jak nowoczesne państwo współpracujące z samorządem, a na nagraniach i w praktyce coraz bardziej przypomina polityczny folwark osłaniający swoich ludzi przed konsekwencjami.
Jeżeli więc ktoś pyta dziś, czym naprawdę jest sudecka ośmiorniczka, odpowiedź brzmi brutalnie: to nie metafora przesadzona, tylko wyjątkowo trafna. To układ, w którym jedna macka trzyma Wałbrzych, druga Kłodzko, trzecia urząd wojewódzki, czwarta konferencyjny PR, piąta partyjne parasole, szósta strategiczne zasoby, siódma centralne nazwiska, a wszystkie razem pilnują, żeby zwykły mieszkaniec jak najdłużej nie zobaczył, kto naprawdę siedzi w środku. I właśnie dlatego najbardziej niebezpieczna dla tej ośmiorniczki nie jest dziś żadna konferencja prasowa ani kolejne okrągłe oświadczenie, tylko moment, w którym mieszkańcy przestają się bać i biorą do ręki nożyczki w postaci głosu.
Notka prawna
Powyższy materiał ma charakter publicystyczno-analityczny i stanowi komentarz dotyczący życia publicznego, działania instytucji oraz relacji polityczno-samorządowych. Tekst opiera się na publicznie dostępnych materiałach prasowych, publikacjach internetowych, nagraniach, komunikatach urzędowych oraz informacjach przywoływanych w źródłach.
W materiale przedstawiono oceny, opinie i wnioski autora dotyczące standardów nadzoru, odpowiedzialności politycznej i funkcjonowania osób pełniących funkcje publiczne. Tekst nie stanowi przypisania komukolwiek odpowiedzialności karnej ani definitywnego rozstrzygnięcia faktów zastrzeżonych dla właściwych organów państwa i sądów.
Wszystkim osobom i podmiotom, których materiał dotyczy, przysługuje prawo do przedstawienia stanowiska, sprostowania lub polemiki na zasadach wynikających z prawa prasowego oraz przepisów prawa cywilnego.
Materiały źródłowe:
Źródła i linki
Daminfo – „UKŁAD WAŁBRZYSKI NAD KŁODZKIEM? WSPÓLNY PATRON – ZERO NADZORU”
https://damiinfo.pl/uklad-walbrzyski-nad-klodzkiem…
Daminfo – „Wojewoda dolnośląska ucieka od odpowiedzialności”
https://damiinfo.pl/wojewoda-dolnoslaska-ucieka-od…
Daminfo – „PiS poprze referendum o odwołanie burmistrza Kłodzka”
https://damiinfo.pl/pis-poprze-referendum-o-odwolanie…
Daminfo – „Kłodzko. Czarna lista osób do utylizacji”
Daminfo – „Rozmowa dwóch bandytów czy Burmistrza z Komendantem?”
https://damiinfo.pl/rozmowa-dwoch-bandytow-czy…
24klodzko.pl – „Siemoniak i Szełemej udzielili poparcia Michałowi Piszce w wyborach na urząd burmistrza Kłodzka”
https://24klodzko.pl/siemoniak-i-szelemej-udzielili…
YouTube / TV Sudecka – „Tomasz Siemoniak i Roman Szełemej wsparli Michała Piszko w wyborach”
TVN24 – materiał o nagraniach strażników miejskich w Kłodzku
https://fakty.tvn24.pl/…/mieszkancy-klodzka-oburzeni…
Radio ZET – materiał o upokarzaniu zatrzymanych przez strażników miejskich
https://wiadomosci.radiozet.pl/…/klodzko-straznicy…
Onet / Rzeczpospolita / Polskie Radio 24 – materiały dotyczące afery kłodzkiej
https://wiadomosci.onet.pl/…/donald-tusk-o…/tmx2qcx



