W KŁODZKU TRWA OSTATNI TYDZIEŃ NA ŻÓŁTĄ KARTKĘ DLA „DOBREGO GOSPODARZA”

Publikacja: 24 lipca 2026 r. — dokładnie trzy miesiące od konferencji burmistrza Michała Piszki.

24 lipca mija równo kwartał od dnia, w którym Michał Piszko stanął przed ratuszem i zapewnił mieszkańców, że nagrania krążące w sieci to w dużej mierze „bardzo mocno zmanipulowany” fabrykat. Ten sam dzień to również ostatni tydzień, w którym kłodzczanie mogą jeszcze złożyć podpis pod wnioskiem o referendum w sprawie jego odwołania — komitet ma czas mniej więcej do 1 sierpnia na zebranie ponad 1906 podpisów. Rzadko się zdarza, żeby kalendarz aż tak uprzejmie podsunął dziennikarzom klamrę kompozycyjną.

Trzy miesiące to, w teorii, wystarczająco dużo czasu, żeby emocje opadły, dokumenty przemówiły, a instytucje wykazały się skutecznością. W praktyce Kłodzko ma dziś więcej postępowań, pytań i politycznych uników niż jednoznacznych odpowiedzi — i właśnie dlatego złożenie podpisu warto nazwać tym, czym realnie jest: ŻÓŁTĄ KARTKĄ, nie wyrokiem. CZERWONA — czyli faktyczne zakończenie kadencji — może paść dopiero, jeśli podpisów wystarczy, referendum się odbędzie (najwcześniej w drugiej połowie października) i weźmie w nim udział co najmniej 5072 uprawnionych, z czego większość opowie się za odwołaniem. Wszystko inne, łącznie z tym tekstem, to na razie tylko materiał dowodowy do oceny.

Ten artykuł nie rozstrzyga autentyczności nagrań ani zrzutów rozmów — od tego są biegli i prokuratura. Sprawdza natomiast, co przez trzy miesiące faktycznie się wydarzyło, a czego wciąż nie wiadomo.

KONFERENCJA, KTÓRA MIAŁA ZAMKNĄĆ TEMAT, A OTWORZYŁA KWARTAŁ PYTAŃ

24 kwietnia Piszko przyznał, że część zdjęć i filmów krążących w sieci jest prawdziwa, ale pozostałe materiały — jego zdaniem — zostały mocno zmanipulowane, wyrwane z kontekstu i przetworzone przy użyciu sztucznej inteligencji. Poinformował, że dzień wcześniej złożył zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, wskazał osobę, którą uważa za odpowiedzialną za wyciek, i zapowiedział kolejne zawiadomienia przy każdej następnej publikacji.

To była wersja burmistrza, nie ustalenie prokuratury. Do 23 lipca nie przedstawiono publicznie wyników badania autentyczności materiałów ani żadnego rozstrzygnięcia postępowania. Trzy miesiące po konferencji podstawowe pytanie stoi więc dokładnie tam, gdzie stało 24 kwietnia: co jest zapisem, co manipulacją, a co po prostu wygodnym elementem narracji politycznej, którą trzeba było czymś wypełnić w piątkowe popołudnie.

STRAŻ MIEJSKA: TO NIE BYŁ PIERWSZY DZWONEK

Kryzys wokół straży miejskiej nie zaczął się w kwietniu 2026 r. Już w listopadzie 2024 r. w sieci pojawiły się nagrania upokarzających interwencji strażników. Burmistrz wtedy też potępił zachowanie funkcjonariuszy i powołał komisję — komendant Michał Tułacz pozostał jednak na stanowisku, a w marcu 2025 r. skończyło się na naganie z wpisem do akt i utracie 25 proc. pensji na trzy miesiące. Piszko tłumaczył wtedy, że bierze pod uwagę „całe spektrum funkcjonowania” formacji i dostrzega w niej wiele pozytywów.

Zaufanie przetrwało więc nagrania, oburzenie opinii publicznej i karę dyscyplinarną. Rok później okazało się dobrem zdecydowanie mniej trwałym — ale o tym za chwilę.

11 marca 2026 r. w straży przeprowadzono kontrolę wojewódzką (funkcjonariusze KWP Wrocław przy udziale pracowników DUW, zakres 1 stycznia 2025 – 11 marca 2026). Wyniki nie potwierdziły najbardziej spektakularnych zarzutów krążących w sieci, ale też nie dały podstaw do laurki: stwierdzono uchybienia w dokumentowaniu kontroli osób nietrzeźwych, błędy przy wystawianiu mandatów oraz przypadek nałożenia mandatu na osobę, która wcześniej odmówiła jego przyjęcia — a taka sprawa powinna trafić do sądu, nie zostać załatwiona odręcznie.

Zostaje przy tym pytanie do wojewody dolnośląskiej Anny Żabskiej: czy kontrola była planowa, czy doraźna? W opublikowanym planie kontroli DUW na pierwsze półrocze 2026 r. straż miejska w Kłodzku formalnie nie figuruje. To detal administracyjny, ale z takich detali składa się odpowiedź na pytanie, czy nadzór zadziałał z własnej inicjatywy, czy dopiero wtedy, gdy pożar był już widoczny z Wrocławia.

KOMENDANT, KTÓRY STRACIŁ ZAUFANIE DZIEŃ PO WYWIADZIE

18 czerwca Tułacz wystąpił w Radiu Wrocław i — według relacji medialnej — powiedział, że poniósł już konsekwencje wcześniejszych wydarzeń, ale nie wie, za co miałby przepraszać mieszkańców. Nazajutrz burmistrz rozwiązał z nim umowę za trzymiesięcznym wypowiedzeniem, jako powód wskazując „utratę zaufania niezbędnego do dalszego pełnienia funkcji”. To nie była dymisja dyscyplinarna — komendant poszedł na urlop, obowiązki przejął jego zastępca Leszek Łoś, a miasto zapowiedziało konkurs na nowego szefa formacji na lipiec–sierpień.

Nie ma publicznego potwierdzenia, że decyzję wymusiły konkretne ustalenia prokuratury. Można za to bez ryzyka stwierdzić coś prostszego: człowiek broniony przez burmistrza w marcu 2025 r. przestał być godny jego zaufania w czerwcu 2026 r. Co dokładnie przechyliło szalę — tego oficjalnie nikt nie wyjaśnił, co samo w sobie jest odpowiedzią wystarczająco wymowną.

BIESIADA, SCREENY I INNE RZECZY, KTÓRYCH NIKT JESZCZE NIE UDOWODNIŁ

Portal Daminfo opublikował zdjęcie opisywane jako zrobione podczas prywatnego spotkania w domu komendanta, z udziałem burmistrza i anonimowego policjanta, a także zrzuty rozmów, które miały dotyczyć m.in. odstępowania od mandatów wobec wskazanych osób i pozyskiwania danych telekomunikacyjnych. To zarzuty poważne, ale wciąż nieprzesądzone — nie potwierdzono publicznie ani autentyczności wszystkich materiałów, ani tożsamości policjanta, ani wyniku ewentualnych postępowań w tej sprawie. Od zdjęcia przy stole do odpowiedzialności karnej prowadzi w państwie prawa postępowanie dowodowe, a nie sam fakt, że zdjęcie jest niewygodne.

PODPISY I NUMERY PESEL W PARKOWYM KOSZU

19 czerwca — tego samego dnia, w którym wypowiedzenie dostał komendant — w koszu na śmieci w kłodzkim parku znaleziono listy z logo komitetu referendalnego, zawierające imiona, nazwiska, adresy, numery PESEL i podpisy mieszkańców. Sprawę zgłoszono anonimowo, dokumenty trafiły do straży miejskiej, potem do policji, która prowadzi czynności pod nadzorem prokuratury. Rzecznik komitetu zastrzegł, że na tym etapie nie potwierdzono, iż to karty właśnie tego komitetu — oryginały mają być zabezpieczone i oznaczone wewnętrznym systemem identyfikacji. Dziennikarz Radia Wrocław dotarł do osoby z listy, która zaprzeczyła, że podpis jest jej.

Nie wiadomo, kto przygotował dokumenty, kto je wyrzucił i po co. Wiadomo za to, że numery PESEL mieszkańców nie powinny lądować w parkowym koszu — nawet w mieście, gdzie lokalna demokracja zaczyna przypominać serial pisany bez konsultanta prawnego. Krążące w przestrzeni publicystycznej hasło „Babciu, schowaj … PESEL” dobrze oddaje ton tamtych dni, ale do dziś nie udało się potwierdzić go jako dosłownego cytatu z oficjalnego komunikatu urzędu czy straży — traktujmy je więc jako skrót publicystyczny, nie wypowiedź konkretnej osoby.

MIESZKANIA, LISTA SOCJALNA I PUNKTY, KTÓRE TRZEBA BY WRESZCIE POLICZYĆ NA GŁOS

Po powodzi Kłodzko dostało około 23 mln zł z Funduszu Dopłat na 34 mieszkania, w tym 15 lokali przy ul. Letniej, z zastrzeżeniem, że mają pozostać w zasobie gminnym przez 15 lat. Osobny spór dotyczy listy lokali socjalnych na 2025 r., na której — jak podała Niezależna — pierwsze miejsce miała zająć Kamila L., była działaczka lokalnych struktur KO, nieprawomocnie skazana w odrębnej sprawie karnej; jej rodzina miała otrzymać lokale przy tej samej ulicy.

Nie wolno automatycznie utożsamiać puli socjalnej z pulą finansowaną przez BGK — to być może dwie różne szuflady, a bez pełnej dokumentacji i kryteriów punktacji nie da się uczciwie ogłosić politycznego rozdawnictwa. Podejrzeń w Kłodzku nie brakuje. Dokumentów kończących dyskusję — nadal zdecydowanie mniej.

„DOBRY GOSPODARZ” I PROMOTORZY, KTÓRZY NAGLE STRACILI PAMIĘĆ

A teraz najciekawsza część tej historii — nie dlatego, że najbardziej dramatyczna, tylko dlatego, że najbardziej ludzka.

23 marca 2024 r. pod kłodzkim ratuszem Tomasz Siemoniak mówił, że warto zaufać Michałowi Piszce, bo to „dobry gospodarz”. Roman Szełemej dopowiadał, że to „dobry, przyzwoity człowiek i sprawny samorządowiec”. To nie były anonimowe komentarze wrzucone o północy — to były publiczne, imienne rekomendacje rozpoznawalnych polityków, wygłoszone specjalnie po to, żeby ktoś je zapamiętał i na nich zagłosował.

Zapamiętał. Zagłosował. I od trzech miesięcy czeka na aktualizację tej rekomendacji, która — jak się okazuje — nie nadejdzie, bo w Kłodzku obowiązuje teraz inna zasada: kto polecał, ten teraz milczy, a kto milczy, ten liczy na to, że wszyscy zapomną, że w ogóle coś polecał. Do 23 lipca nie odnaleźliśmy żadnego jednoznacznego, publicznego stanowiska Siemoniaka ani Szełemeja odnoszącego się do całego katalogu kłodzkich spraw — ani potwierdzenia poparcia z 2024 roku, ani jego wycofania. Po prostu cisza, tak metodyczna, że aż elegancka.

Nie jest to dowód na istnienie jakiegokolwiek parasola politycznego — takich dowodów po prostu nie mamy, a insynuować rzeczy, których nie da się udokumentować, nie będziemy. Jest to za to materiał na klasyczną lokalną obserwację: politycy chętnie fotografują się przy wystawianiu certyfikatu jakości, a reklamacje wolą przyjmować korespondencyjnie, najlepiej po cichu i najlepiej nigdy. Gdyby pamięć instytucjonalna dawała się gumkować równie sprawnie jak profil na Facebooku, marzec 2024 r. już dawno zniknąłby z kłodzkiego kalendarza.

Własna partia burmistrza zareagowała za to zauważalnie szybciej niż jego promotorzy z Warszawy i Wałbrzycha. 29 kwietnia zarząd Koła Kłodzkiego KO skierował do Regionalnego Sądu Koleżeńskiego wniosek o zawieszenie Piszki w prawach członka partii, a dzień później Rzecznik Dyscypliny Partyjnej KO podjął decyzję o natychmiastowym, tymczasowym zawieszeniu. Do 23 lipca brak jest publicznej informacji o rozstrzygnięciu sprawy przez Regionalny Sąd Koleżeński, który jako pierwsza instancja ma zdecydować o dalszym losie tego zawieszenia. Trzy miesiące zawieszenia „tymczasowego” to już prawie tyle, ile trwała cała kampania poparcia dla „dobrego gospodarza” w 2024 roku — ktoś kiedyś powinien policzyć, co w tej sprawie trwa krócej: entuzjazm czy procedura.

WOJEWODA, TWIERDZA I INNE METAFORY, KTÓRE NIE ZASTĄPIĄ DOKUMENTÓW

Anna Żabska jako wojewoda dolnośląska odpowiada nie za polityczne deklaracje, tylko za nadzór administracyjny nad strażą miejską — a więc za dokumenty: termin reakcji, zakres kontroli, wydane zalecenia, sposób sprawdzenia ich wykonania. W publicznej wypowiedzi mówiła, że sprawa jest wykorzystywana do bieżącej walki politycznej i że „nikt nikogo nie krył”. Problem w tym, że rolą organu nadzoru nie jest odpieranie zarzutu krycia kogokolwiek w rozmowie z kamerą, tylko pokazanie papierem, kiedy dokładnie zareagował.

„Miasto-twierdza”, „parasol z Wałbrzycha” czy „sudecka ośmiorniczka” to metafory publicystyczne, nie ustalenia organów państwa — i tak też należy je czytać. Mogą jednak nieźle opisywać wrażenie mieszkańców: lokalna władza długo korzystała z poparcia regionalnych i warszawskich VIP-ów, a w chwili kryzysu liczba jej publicznych obrońców skurczyła się z prędkością, która w innych okolicznościach mogłaby uchodzić za rekord Polski.

TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ: BILANS NIEZEROWY, ALE WCIĄŻ OTWARTY

Bilans nie jest zerowy. Straż miejska została skontrolowana, komendant dostał wypowiedzenie, KO zawiesiła burmistrza, a w mieście trwa zbiórka podpisów pod referendum — 2 czerwca zarejestrowana u Komisarza Wyborczego w Wałbrzychu, dziś wchodząca w decydujący tydzień. Do inicjatywy dołączyły w międzyczasie ugrupowania z różnych stron sceny politycznej: Konfederacja, deklaracja gotowości ze strony PiS, a 8 lipca również Razem, którego posłanka Marta Stożek mówiła wprost, że miasto to majątek wszystkich Kłodzczan, a nie prywatny folwark burmistrza.

Jednocześnie Michał Piszko nadal jest burmistrzem. 25 czerwca dostał od Rady Miejskiej absolutorium i wotum zaufania — dokładnie w czasie, gdy poza ratuszem trwała zbiórka podpisów pod jego odwołaniem. Samorząd potrafi najwyraźniej pomieścić sprzeczności, pod warunkiem że każda z nich ma własny protokół i osobną salę obrad.

Trzy miesiące temu burmistrz zapowiadał, że materiały ocenią służby i biegli. Dziś wciąż nie znamy publicznego finału tej oceny. Znamy za to wynik pierwszego etapu politycznego: komendant stracił zaufanie, straż dostała zalecenia, partia zawiesiła burmistrza, „podpisy mieszkańców wylądowały w koszu na śmieci”, a dawni promotorzy „dobrego gospodarza” najwyraźniej uznali, że najlepszą strategią komunikacyjną jest ta sama, którą stosuje się wobec niewygodnego zdjęcia z wesela: nie usuwać, tylko liczyć, że nikt go nie odnajdzie.

Wyjaśnień w Kłodzku przybyło. Odpowiedzi — jak to zwykle bywa w mieście-twierdzy — nadal stoją przed bramą. A mieszkańcy, którym te trzy miesiące najwyraźniej wystarczyły, mają jeszcze tydzień, żeby na tę bramę zapukać podpisem. Nie wyrokiem — bo o wyroku zdecyduje dopiero ewentualne referendum jesienią. Na razie liczy się jedno: ŻÓŁTA KARTKA i to, czy uzbiera się jej wystarczająco dużo, zanim skończy się lipiec.

☝🏻Nota redakcyjna: Tekst przedstawia stan wiedzy na 23 lipca 2026 r., publikowany 24 lipca 2026 r. — w trzecią miesięcznicę konferencji burmistrza. Twierdzenia dotyczące autentyczności nagrań, zrzutów rozmów, prywatnego spotkania oraz możliwego wpływania na działania służb nie są przedstawiane jako ustalenia sądu lub prokuratury. Osoby, wobec których nie zapadły prawomocne rozstrzygnięcia, korzystają z domniemania niewinności. Źródła: 24klodzko.pl, dkl24.pl, klodzko24.eu, wroclaw.tvp.pl, RMF24, Polsat News, Polskie Radio 24, Interia, Newsweek, Niezależna, Daminfo (oznaczone jako komentarz publicystyczny), gov.pl.