Uwaga, będzie długi tekst. Ten artykuł pokazuje, że Wałbrzych swojego „złotego pociągu” nie znalazł w tunelach historii, tylko w bardzo współczesnych dokumentach – oświadczeniach majątkowych doktora–prezydenta Romana Szełemeja, łączących ćwierć etatu w szpitalu z pełnym etatem w ratuszu.
Zapraszamy do lektury wszystkich, których interesuje, jak lokalna legenda biednego, robotniczego miasta zderza się z realnymi setkami tysięcy złotych wpisanymi w rubrykę „dochód z umowy o pracę”, oraz co ten kontrast mówi o kondycji samorządowych elit na Dolnym Śląsku.

Wałbrzych wciąż szuka swojego złotego pociągu w tunelach historii, ale prawdziwa żyła złota od dawna jeździ innym torem – między ratuszem a szpitalem, w oświadczeniach majątkowych doktora–prezydenta. Tam nie trzeba georadaru ani archeologów, wystarczy kalkulator i trochę cierpliwości, żeby zobaczyć, jak dużo „skromny Judym” potrafi wykopać z ćwierć etatu i pełnej władzy.
Legenda złotego pociągu była dla Wałbrzycha obietnicą wielkiego skarbu: ukrytego, mitycznego, może nieistniejącego, ale rozpalającego wyobraźnię całego miasta. Tymczasem prawdziwy skarb okazał się zaskakująco prozaiczny. Nie trzeba było schodzić do podziemi, szukać zasypanych tuneli ani przesuwać gór. Wystarczyło zajrzeć do jawnych oświadczeń majątkowych Romana Szełemeja, by zobaczyć, że istnieją w Wałbrzychu zasoby znacznie bardziej realne niż kolejowa legenda — i że te zasoby wyjątkowo sprawnie potrafią poruszać się po własnym, finansowym torze.
Jeszcze niedawno opinię publiczną oburzała historia Dawida Kacprzyka ze Szpitala Południowego w Warszawie, gdzie według opublikowanych informacji lekarz miał osiągnąć około 1,6 mln zł dochodu z pracy w publicznej ochronie zdrowia, a po audycie skorygować 33 faktury i zwrócić szpitalowi około pół miliona złotych. Można było przez chwilę udawać, że to warszawska egzotyka: stolica, wielkie pieniądze, wielkie układy, wielka skala. Problem w tym, że mechanizm wysokich i politycznie oswojonych dochodów nie kończy się na Warszawie. On już dawno działa także na Dolnym Śląsku.
Na tym tle oświadczenia majątkowe Romana Szełemeja nie pokazują może pułapu miliona sześciuset tysięcy rocznie z jednego szpitalnego układu, ale pokazują coś równie ważnego: że bardzo wysokie dochody ludzi publicznej służby zdrowia i samorządu nie są już anomalią, lecz standardem możliwym również poza metropolią. Co więcej, w dostępnych materiałach i relacjach powraca kluczowy szczegół: praca szpitalna była wykonywana formalnie na 1/4 etatu, podczas gdy Roman Szełemej równolegle pełni funkcję prezydenta miasta na pełny etat. Innymi słowy, to, co w Warszawie wywołało skandal, na Dolnym Śląsku przybiera formę bardziej elegancką, lepiej ubraną i opakowaną w etos odpowiedzialności, ale dla portfela działa całkiem skutecznie.
W tej historii jest jeszcze jeden wątek, który trudno pominąć. Zmiana we władzach sejmiku okazała się korzystna nie tylko dla układu instytucjonalnego wokół wałbrzyskiego szpitala, lecz także — patrząc z perspektywy oświadczeń majątkowych i finansowych skutków sporów o zatrudnienie — dla portfela. W Polsce bowiem polityczne przesunięcia rzadko bywają wyłącznie sprawą idei. Znacznie częściej okazują się także sprawą bardzo konkretnych przepływów pieniędzy. A kiedy ktoś ma etat prezydenta miasta, dochodową obecność w szpitalu i do tego ambicje już nie lokalne, lecz wręcz sudeckie, pytanie o granice tej kumulacji ról i korzyści przestaje być złośliwością, a staje się obowiązkiem opinii publicznej.
SKARB W RUBRYCE „UMOWA O PRACĘ” (Tabela umieszczona na końcu)
Najpierw fakty. W oświadczeniu za 2020 r. Roman Szełemej wykazał 502 177,28 zł dochodu z umowy o pracę oraz 9 330,00 zł z działalności wykonywanej osobiście. W oświadczeniu za 2021 r. te kwoty wzrosły do 866 856,66 zł z umowy o pracę i 14 400,00 zł z działalności wykonywanej osobiście.
Rok 2022 przyniósł wyraźny spadek: 272 835,58 zł z etatu oraz 10 340,00 zł z działalności wykonywanej osobiście. W rocznym oświadczeniu za 2023 r. wykazano już 303 578,71 zł z umowy o pracę oraz 6 440,00 zł z działalności wykonywanej osobiście,
W 2024 r. nastąpił ponowny mocny wzrost. Oświadczenie za ten rok wskazuje 745 802,40 zł z umowy o pracę oraz 22 556,61 zł z działalności wykonywanej osobiście. Z kolei w oświadczeniu początkowym z czerwca 2024 r. pojawia się dodatkowo 300 000 zł wynagrodzenia za czas pozostawania bez pracy w Specjalistycznym Szpitalu im. A. Sokołowskiego w Wałbrzychu za lata 2021, 2022 i 2023, wypłacone zgodnie z wyrokiem sądu. W oświadczeniu za 2025 r. wpisano 586 197,21 zł z umowy o pracę oraz 36 600,00 zł z działalności wykonywanej osobiście, natomiast korekta za ten sam rok podaje 500 669,21 zł z umowy o pracę, 85 528,00 zł przychodu nieopodatkowanego i 36 600,00 zł z działalności wykonywanej osobiście.
To nie są liczby z raportu o sukcesie prywatnego przedsiębiorcy. To są kwoty zapisane w dokumentach publicznych człowieka, który występuje równocześnie jako lekarz, prezydent miasta i symbol odpowiedzialności za wspólnotę. I właśnie dlatego kontrast jest tak mocny: Wałbrzych od lat słyszy opowieści o trudzie, służbie i misji, a w rubrykach o dochodach widzi liczby, które z misją mają tyle wspólnego, co legenda o złotym pociągu z codzienną ceną chleba.
ĆWIERĆ ETATU, PEŁNY KOMFORT
W całej tej historii najbardziej drażniące nie jest nawet samo istnienie wysokich dochodów. Drażniący jest ich polityczny i moralny kostium. Bo jeśli ktoś pracuje w szpitalu formalnie na około 1/4 etatu, a jednocześnie pełni funkcję prezydenta miasta na pełny etat, to trudno mówić o zwykłej, uczciwie rozumianej dodatkowej pracy. To już raczej model uprzywilejowanego obiegu wpływów, w którym prestiż, władza i stanowiska nie konkurują ze sobą o czas, tylko wspólnie pracują na jeden rezultat: bezpieczeństwo finansowe człowieka stojącego na szczycie lokalnego układu.
W 2021 r. niemal 867 tys. zł z samej umowy o pracę oznaczało poziom wynagrodzenia, który w lokalnych warunkach robił z etatu kategorię luksusową, a jeszcze bardziej zdumiewający był w zestawieniu z informacjami, że formalne zatrudnienie w szpitalu obejmowało jedynie 1/4 etatu. Potem przyszedł spadek w latach 2022–2023, ale nawet ten „spadek” pozostawił dochód z umowy o pracę na poziomie ponad 272 tys. zł rocznie. Następnie rok 2024 znowu podniósł poprzeczkę do 745 802,40 zł, a rok 2025 — mimo niższej kwoty niż rok wcześniej — nadal zamknął się sumą ponad 586 tys. zł z etatu według oświadczenia rocznego.
To prowadzi do pytania, którego w oficjalnych dyskusjach zwykle się unika: czy służba publiczna ma jeszcze w Polsce cokolwiek wspólnego z ideą umiarkowania, czy stała się po prostu segmentem dobrze opłacanej klasy zarządzającej? Oświadczenia majątkowe nie odpowiadają na to wprost, ale pokazują coś bardziej wymownego — że mit poświęcenia świetnie współistnieje z bardzo realnym dobrostanem finansowym.
WYNAGRODZENIE ZA BRAK PRACY — LUKSUS SYSTEMU
Najbardziej ironiczny fragment tej opowieści nie kryje się nawet w najwyższych rocznych dochodach, tylko w logice samego systemu. W oświadczeniu początkowym z 2024 r. wykazano 300 000 zł wynagrodzenia za czas pozostawania bez pracy w Specjalistycznym Szpitalu im. A. Sokołowskiego za lata 2021, 2022 i 2023, przyznanego i wypłaconego zgodnie z wyrokiem sądu. Innymi słowy: nawet konflikt o etat nie wyłącza z obiegu znacznych pieniędzy, tylko potrafi stać się kolejnym kanałem ich transferu.
To jest właśnie ten moment, w którym legenda złotego pociągu staje się wyjątkowo użyteczna jako metafora. Miasto od lat marzyło o skarbie ukrytym pod ziemią. Tymczasem prawdziwy skarb nie był ukryty w tunelu, lecz w procedurach, etatach, rozstrzygnięciach i oświadczeniach majątkowych. Zwykły człowiek po utracie pracy martwi się, z czego zapłaci czynsz. Człowiek dobrze ustawiony w systemie może po czasie wpisać do oświadczenia kolejne 300 tysięcy jako wynagrodzenie za czas pozostawania bez pracy. Nie jest to zarzut wobec wykonania wyroku sądu. To opis systemu, w którym nawet kryzys elity bywa finansowo wygodniejszy niż stabilność zwykłego mieszkańca.
DROBNE ZŁOTO Z DZIAŁALNOŚCI OSOBISTEJ
Na tle dochodów z etatu działalność wykonywana osobiście może wydawać się tylko dodatkiem. Ale i ten dodatek jest bardzo wymowny. W 2020 r. było to 9 330,00 zł, w 2021 r. 14 400,00 zł, w 2022 r. 10 340,00 zł, w 2023 r. 6 440 zł, w 2024 r. 22 556,61 zł, a w 2025 r. już 36 600,00 zł.
Same w sobie nie są to kwoty porażające na tle najwyższych wpływów z umowy o pracę. Ich znaczenie polega jednak na czymś innym: pokazują, że model funkcjonowania lokalnej elity nie opiera się na jednym źródle stabilizacji, ale na kilku równoległych strumieniach dochodu. To już nie jest zwykły etat, lecz konstrukcja, w której etat pozostaje głównym wagonem, a dodatkowe aktywności doczepiają kolejne zyski do składu jadącego od lat po dobrze ułożonych torach.
JAWNOŚĆ, KTÓRA NICZEGO NIE OCZYSZCZA
Najciekawsze jest to, że niczego nie trzeba tu demaskować. Wszystko zostało pokazane publicznie, zgodnie z przepisami, wpisane do odpowiednich pól formularza i opublikowane. Państwo mówi obywatelowi: „Masz dostęp do danych, więc system jest przejrzysty”. Tylko że sama przejrzystość nie rozwiązuje problemu, jeśli to, co przejrzyste, ujawnia po prostu trwałe i spektakularne oddalenie elit od materialnych doświadczeń reszty społeczeństwa.
W tym sensie jawność staje się wygodnym alibi. Można pokazać setki tysięcy złotych dochodu z etatu, dziesiątki tysięcy z działalności osobistej, a nawet wielusettysięczne wypłaty związane ze sporem o zatrudnienie — i nadal mówić, że wszystko jest w porządku, bo przecież nic nie zostało ukryte. Formalnie tak. Politycznie i społecznie sprawa wygląda już znacznie mniej komfortowo.
WAŁBRZYCH NIE ZNALAZŁ POCIĄGU. ZNALAZŁ MODEL
Najważniejsze w tej historii jest to, że nie da się jej uczciwie zamknąć w formule „to tylko przypadek Romana Szełemeja”. Dane z jego oświadczeń majątkowych są raczej soczewką, przez którą widać szerszy mechanizm: w Polsce można być jednocześnie człowiekiem instytucji, symbolem służby publicznej i beneficjentem dochodów, które dla większości obywateli pozostają całkowicie poza zasięgiem.
Wałbrzych nie znalazł swojego złotego pociągu w tunelach historii. Znalazł coś znacznie bardziej współczesnego i znacznie mniej romantycznego: model, w którym publiczna legenda biedy, ciężkiej pracy i lokalnej misji może doskonale współistnieć z bardzo prywatnym sukcesem finansowym. I właśnie dlatego ten tekst nie jest opowieścią o charakterze jednego człowieka, tylko o systemie, który potrafi swoje złoto legalnie wpisać w rubrykę „dochód z umowy o pracę”.

Źródła
Wstęp odwołujący się do sprawy Dawida Kacprzyka opracowano na podstawie publikacji opisujących dochód około 1,6 mln zł, korektę 33 faktur oraz zwrot około pół miliona złotych po audycie w Szpitalu Południowym w Warszawie.
Informacje o pracy Romana Szełemeja w szpitalu na około 1/4 etatu oraz o równoległym pełnieniu funkcji prezydenta miasta pochodzą z publikacji prasowych i materiałów opisujących spór wokół jego zatrudnienia w wałbrzyskiej placówce.
Tabela podsumowująca dochody opisywane w artykule opracowano na podstawie oświadczeń majątkowych Romana Szełemeja za lata 2020–2025, w tym dokumentów rocznych, korekt oraz oświadczenia początkowego z 2024 r.

